piątek, 8 stycznia 2016

17. Zabawa w swaty

James Potter należał do porywczych osób, ale gdy mu na czymś zależało, potrafił być cierpliwy. Jednakże nawet jego własne pokłady spokoju się wyczerpywały. Każdy by się w końcu znudził czekaniem, aż ukochana wróci, prawda? Zwłaszcza jeśli to czekanie trwało, bagatela, sześć lat, z czego nie zawsze zdawał sobie sprawę.
Od tamtego „incydentu” w Pokoju Życzeń minął już miesiąc i jak na razie wcale się nie zanosiło na zmianę. Lily ciągle go jakoś unikała, nie miał kiedy z nią porozmawiać, zwłaszcza po listopadowym wydarzeniu na lekcji obrony przed czarną magią.
Lily Evans miała jako patronusa Łanię…! To przecież znaczyło, że są sobie absolutnie przeznaczeni. I ona jeszcze zaprzeczała! Prawdziwa uciekająca łania, no naprawdę.
Jednakże obiecała, że wróci. A on powiedział jej, że poczeka. Choćby się waliło i paliło, choćby miał dosyć, musiał poczekać. Był przekonany, że w końcu łania zatoczy koło i padnie mu w ramiona niczym Julia w tych mugolskich książkach, którymi się zaczytywała.
Musiał po prostu dać jej czas.
Westchnął, podrzucając po raz kolejny znicz. Tęsknił za treningami quidditcha. Z powodu śniegu zostały odwołane już jakiś czas przed świętami. On jednak i tak chętnie by polatał, nie zważając na pogodę. Teraz było już zbyt ciemno, żeby wyciągać miotłę ze schowka – jak stwierdził po wyjrzeniu przez okno – ale jutro też miał nadejść dzień.
Zeskoczył z parapetu. Powinien się w końcu wziąć za list do matki. Wraz z zestawem do czyszczenia miotły wysłała mu całkiem długą epistołę, zawierającą głównie matczyne marudzenie i pytania, czy ubiera się wystarczająco ciepło. Za to ojciec dopisał jedynie swoim zamaszystym pismem, że życzy synowi wesołych świąt i że jest z niego dumny.
Co spowodowało przypływ dumy – James nie wiedział, zamierzał jednak zapytać o to rodziciela.
Wziął czysty pergamin, zanurzył pióro w atramencie i zaczął pisać.


Willow nienawidziła dwóch rzeczy: kataru i natrętnych chłopaków. Ponadto rutyna ją nudziła, a Black stał się ostatnio do bólu przewidywalny, do tego upierdliwy. Każdego ranka przysyłał jej białą różę, trzymał Krukonkę za rękę, gdy tylko miał ku temu okazję, obdarowywał czekoladowymi żabami, które od dzieciństwa uwielbiała, przytulał, gdy miała zły dzień. Był wzorowym chłopakiem.
Oczywiście, każda normalna dziewczyna by się z tego cieszyła, ale kto powiedział, że Willow była normalna? Jej po prostu czegoś brakowało. Tym czymś była prawdopodobnie szczypta szaleństwa, ognia, który by dodał do ich związku chemii. Black sam w sobie nie był nudny, o nie!, Krukonka się po prostu nudziła z nim.
Nie kochała go, on o tym wiedział, lecz nadal trwał u jej boku niczym wierny pies, nie zrażając się chłodem dziewczyny. Ona miała świadomość, że z ich związku nic nie będzie, ale nie protestowała, gdy Syriusz ją całował. Dlaczego miała rezygnować z przyjemności? No właśnie.
O tak, z pewnością była zadufaną w sobie egoistką. Miała w sobie wiele ze Ślizgonki; tiara przydziału zastanawiała się nawet, czy jej tam nie umieścić, w domu Salazara. Najwyraźniej jednak przeważyło krukońskie zamiłowanie do wiedzy i samotności.
Gdy na horyzoncie pojawiła się kolejna potencjalna zdobycz, Willow nie omieszkała skorzystać z okazji. Pozostało jedynie zerwać z Blackiem i zakończyć wreszcie tę farsę.


– Black.
– Meadowes.
– Mam plan.
– Co mądrego wymyśliłaś?
– Nie tutaj. Chodźmy do Pokoju Życzeń, tam spokojnie pogadamy.
– Dobrze. Idź już, dołączę za pół godziny.
Zrobiła, jak mówił, poszła pierwsza. Przeszła trzy razy pod ścianą, pragnąc zobaczyć miejsce do spokojnej rozmowy. Rzeczywiście, Pokój Życzeń ofiarował jej takie: była to przestronna komnata, oświetlona promieniami słońca wpadającymi do środka przez duże, przeszklone okna. Jedyne wyposażenie pomieszczenia stanowił szeroki, dębowy stół wraz z otaczającymi go krzesłami, na których leżały kolorowe poduszki, niektóre dodatkowo udekorowane fantazyjnymi wzorkami.
Dorcas z westchnieniem opadła na jedno z krzeseł, mając nadzieję, że Syriusz przybędzie jak najszybciej. Niecierpliwiła się, koniecznie chciała mu wszystko opowiedzieć i zapytać, czy jej pomoże. Sama nie mogłaby zrealizować planu; dlatego właśnie potrzebowała jednego z Huncwotów.
Trzasnęły drzwi. Obróciła głowę w ich stronę, rejestrując nadejście Blacka.
– Więc czym tak mądrym chciałaś się pochwalić?
– Siadaj, Black.
Wskazała mu krzesło obok swojego. Skorzystał z zaproszenia – czy też raczej wykonał rozkaz – i rozsiadł się wygodnie, niczym władca na swoim tronie. Dorcas tak rozbawił ten widok, że parsknęła śmiechem.
– Słucham więc, panno Meadowes. – Uśmiechnął się szelmowsko, choć w jego oczach nie było radości, zresztą widniały też pod nimi cienie.
Dorcas przyjrzała mu się uważnie, niepewna, czy wobec jego zmęczenia powinna mu składać tę propozycję. W końcu jednak powiedziała:
– Mam nadzieję, że masz jutro wolne popołudnie.
– Meadowes, czy to jest randka? – Syriusz parsknął śmiechem, nie dowierzając w to, co usłyszał. – Ledwo z jedną się rozstałem, już druga się do mnie zaleca…
– To nie jest ran… Jak to z jedną się rozstałeś?! – Wysoki zazwyczaj głos Dorcas przeszedł w pisk. Zacisnęła kurczowo ręce na poduszce, próbując się uspokoić. Chciała skakać z radości, choć nie powinna.
– Willow ze mną zerwała.
Głos Syriusza brzmiał pusto, co było zupełnie do niego niepodobne.
– Czekaj, co?! – Całkowicie osłupiała.
– To, co słyszałaś.
– Ale… jak to?
– Nie twoja sprawa. Zresztą, jeśli dobrze pamiętam, masz chłopaka. Nieprawdaż? – Nie patrzył na nią, uparcie wbijając wzrok w stół. Nadal nie mógł się pogodzić z tym, co się stało. Wściekłość buzowała w jego wnętrzu, nie pozwalając na ochłonięcie, choć powolutku zaczynała przeradzać się w pustkę. Łapa czuł się tak, jakby ktoś mu wyrwał porządny kawałek serca, rzucił na ziemię, podeptał, a potem spalił.
Willow! Jego Willow! Zerwała z nim! Odeszła… Tak po prostu, bez słowa wyjaśnienia, rzucając mu jedynie w twarz, że to już koniec, jakby był jakąś pieprzoną zabawką, jakby spędzone razem chwile nie miały miejsca. W przeszłości wiele razy sam w podobny sposób kończył swoje związki, ale nigdy go to nie bolało. Wręcz przeciwnie, napełniało ulgą. Teraz był wściekły. Zmęczony. Pusty w środku.
– Nie mam, Black. – Dorcas przejechała dłonią po twarzy. – Nigdy nie istniał.
– Że co proszę?!
Teraz nadeszła jego kolej na to, by okazać swoje zdziwienie.
Panna Meadowes wzruszyła ramionami, nie wiedząc, co powiedzieć. Podejrzewała, że jej malutkie kłamstwo prędzej czy później wyjdzie na jaw, więc zdecydowała się na ujawnienie prawdy – zwłaszcza że teraz miała szansę, gdyż jej rywalka zrezygnowała. Idealnie się składało.
– Dlaczego kłamałaś?
Bystre spojrzenie Blacka zdawało się przewiercać dziewczynę na wylot.
– Chciałam choć przez chwilę poudawać, że nie jestem sama, okej? – Chciała nie zabrzmieć desperacko, jednak wiedziała, że nie do końca jej to wyszło.
– I dlatego wymyśliłaś sobie fałszywego chłopaka? Serio? – Syriusz parsknął śmiechem. – To najgłupsza rzecz, o jakiej w ostatnim czasie słyszałem. Przebija nawet dziewczynę-ducha Petera.
– Zamknij się – poprosiła, zamykając oczy. – To nie twoja sprawa.
– To jak najbardziej moja sprawa.
– Skoro sprawa Willow nie jest moją sprawą, to sprawa mojego fałszywego chłopaka tym bardziej nie jest twoją. – Dorcas kipiała gniewem. – Odwal się, Black.
– Okej, okej, nie wściekaj się tak. Zapomnij o tym.
Skinęła głową na znak zgody. Przez chwilę żadne z nich się nie odzywało, za bardzo pogrążyli się we własnych myślach.
– To o czym chciałaś porozmawiać? – spytał wreszcie Syriusz, zakładając ręce za głowę. Na jego usta wrócił zwyczajowy uśmieszek, ten sam, którym potrafił uwieść połowę dziewcząt w Hogwarcie.
– Pobawimy się w swatów.


Drugiego dnia świąt, ku swojemu zdziwieniu, zaraz po przebudzeniu dostrzegła leżące na stoliku kolczyki. Miały kształt łez, utworzonych z pięknych szmaragdów, otoczonych ramkami z czystego srebra. Błyszczały czarodziejskim światłem, zapraszając do założenia na uszy. Lily w oszołomieniu wzięła je do rąk, zastanawiając się, kto w ogóle mógł podarować jej tak kosztowny prezent. Nie mogła tego przyjąć, nie powinna. Kolczyki musiały kosztować fortunę… Nie mogły być dla niej.
Z żalem odłożyła je z powrotem na szafkę, obiecując sobie, że dowie się, kto je tu zostawił i zwróci prawdziwemu właścicielowi.


Trzeciego dnia, szukając pod łóżkiem zaginionych kapci, znalazła leżącą na podłodze paczkę z kolorowymi szalikami, w tym jednym w barwach Gryffindoru. Materiał był bardzo miękki i ciepły, więc od razu owinęła wokół szyi jeden z szalików. Prezent był przeznaczony dla niej, nie mogło być mowy o pomyłce, bowiem została załączona do niego karteczka z jej imieniem.
Czyżby miała jakiegoś cichego wielbiciela?
Na samą myśl o tym robiło jej się cieplej na serduszku. Uśmiechnęła się, wchłaniając przyjemny zapach materiału, przywodzący jej na myśl spędzone w Cokeworth. Musiała zresztą napisać dzisiaj list do rodziców, już dawno nie dostali od niej żadnych wieści, jedynie świąteczne życzenia. Była też ciekawa, co porabia Petunia, jak się uczy, czy nadal jest z tym chłopakiem, Vernonem… Wiedziała jednak, że na odpowiedź siostry nie ma co liczyć, więc pozostawało zapytanie o to matki.
– Lily?
– Hm?
Głos Alice wytrącił ją z rozmyślań. Spojrzała w kierunku drzwi, gdzie stała uśmiechająca się blondynka.
– Wszystko w porządku?
– Tak, a dlaczego?
– Co tam masz? – Dziewczyna podeszła bliżej łóżka Lily, by móc lepiej się przyjrzeć trzymanym przez nią szalikom. Zagwizdała przez zęby. – Od kogo dostałaś?
– Nie wiem. – Lily bezradnie wzruszyła ramionami.
– Czyżby jakiś cichy wielbiciel?
Alice sugestywnie poruszyła brwiami.
– Skąd mam to wiedzieć?! – Ruda żartobliwie trzepnęła przyjaciółkę poduszką. – Jeszcze nie zaczęłam śledztwa.
– Pomogę ci.


Czwartego dnia po świętach dostrzegła na swojej kołdrze lśniące pudełko zawierające cztery nowiutkie krawaty, idealnie pasujące do szkolnych szat. Wszystkie z nich miały barwy Gryffindoru, choć na jednym z nich zamiast standardowych pasków widniały malutkie lewki.
– Nie ma żadnego podpisu? – spytała obserwująca przyjaciółkę Al. – Nie wiem, żadnej karteczki, żadnych inicjałów?
– Nie ma. – Lily pokręciła głową, przeszukawszy uważnie całe pudełko. – Tak jak wczoraj.
– I nie masz żadnego pomysłu, kto mógłby to zrobić?
– Potter?
– Nie, to do niego nie pasuje – stwierdziła zamyślona Alice.
– Może Matt?
– Ten koleś, z którym ostatnio byłaś w Hogsmeade?
– Taaa. – Przytaknęła, odkładając pudełko na szafkę nocną, zaraz obok samotnej figurki łani, wędrującej w tę i z powrotem po blacie.
– Myślisz, że mógł ci to dać? – Blondynka przykryła się kołdrą po samą brodę; było jej dosyć zimno.
– Nie wykluczam tego. W sumie to mógł być on…
– Wypytaj go. Może ci powie, jeśli go podpuścisz.


– Matt!
– Lily! Cześć, trochę się spieszę. To coś pilnego? – spytał z uśmiechem, zatrzymując się przed nią, na samym środku korytarza.
– Um… Tak… – zawahała się. – Choć właściwie to nie. Nic takiego.
Skinął głową na znak zrozumienia.
– Pogadamy później, dobrze? Jestem już spóźniony na lekcję z McGonagall. Przepraszam. Wieczorem będę miał dla ciebie więcej czasu, obiecuję. Dobrze?
– Dobrze.
Uśmiechnął się, po czym wyminął Lily i zniknął w tłumie zmierzającym do zachodniego skrzydła.
– No i niczego się nie dowiedziałam – mruknęła do siebie dziewczyna.


Ledwo wstała, zaraz potrąciła coś nogą. Rozległ się brzęk, nieco przypominający odgłos, jaki wydaje zderzające się szkło. Lily szybko oprzytomniała i spojrzała na podłogę, niemalże od razu dostrzegając pięć butelek wypełnionych po brzegi brązową cieczą. Musiały wcześniej stać w równym rządku, lecz dwie z nich się przewróciły i nieco odturlały.
– Lily, do jasnej cholery, możesz przestać hałasować?! – wrzasnęła senna Dorcas, przewracając się na drugi bok i zakrywając po uszy kołdrą.
Nie odpowiedziała, bezradnie spoglądając na butelki, w których znajdowała się czarodziejska czekolada. Sięgnęła wreszcie po jedną z nich i wypiła duszkiem połowę zawartości.


– James, wchodziłeś ostatnio do mojego dormitorium?
– Przecież wiesz, że nie mam tam wstępu.
Spojrzał na nią jak na niespełna rozumu.
– Jesteś Huncwotem, mogliście wymyślić sposób na obejście tego ograniczenia.
– Po co miałbym to robić?
– No… Eee… Um…
Zaczerwieniła się.
– No?
– Nieważne.
Wróciła do eseju na zielarstwo.


Szóstego dnia znalazła w rogu łóżka stertę książek, tych, których w ostatnim czasie poszukiwała i chciała kupić przy okazji w „Esach i Floresach”. Osoba, która jej dawała te prezenty, musiała bardzo dobrze ją znać, bo Lily wcale nie rozpowiadała wszystkim, jakie tomiska by chciała dostać, zwłaszcza tak zupełnie bez okazji, bo szósty dzień od świąt już nie jest świętem, prawda? No chyba że liczyć fakt, że dzisiaj miał być sylwester, tak uwielbiany przez mugoli…
Jeśli jednak dobrze pamiętała, ostatnio napomykała coś Remusowi. Zapytał przy okazji, jakich książek poszukuje, to mu powiedziała. Teraz zaś dokładnie te same tomy leżały przed nią na kołdrze, wabiąc do czytania kolorowymi okładkami.
To musiał być sen.


Północ zbliżała się wielkimi krokami, kiedy Lily piła kolejny kieliszek czarodziejskiego szampana. Jak na swoje nieimprezowe usposobienie bawiła się całkiem dobrze – głównie dzięki temu, że przyjaciele nie odstępowali jej ani na krok. Tym samym nie czuła się samotna ani pozostawiona sama sobie.
Zaczęło się odliczanie. Chór głosów wykrzykiwał kolejne cyfry, wszyscy wpatrywali się z oczekiwaniem w gigantyczny zegar wiszący w Wielkiej Sali tuż nad stołem przeznaczonym dla nauczycieli.
– Pięć!
Lily uznała, że nie będzie sobie zdzierać gardła. Już wystarczająco je podrażnił alkohol, przecież nie mogła jeszcze do tego dodawać wrzasków.
– Cztery!
Alice gdzieś zniknęła razem z Frankiem, zostawiając Rudą samą. Dorcas chwilę wcześniej z tajemniczym uśmieszkiem odeszła na drugi koniec sali, mając rzekomo coś do załatwienia. Huncwotów nigdzie nie było.
– Trzy…
Wskazówka zegara nieubłaganie przesuwała się do przodu, odmierzając ostatnie sekundy starego roku. Lily doszła do wniosku, że jest jej wszystko jedno i wzięła ze stołu butelkę Ognistej Whisky. Nie omieszkała jednym haustem wypić całej zawartości.
– Dwa…
Nagle dostrzegła nieopodal, pod ścianą, Jamesa. Już chciała do niego pomachać, kiedy zrozumiała, że nie jest sam. Obok niego stała Gryfonka z siódmego roku, Camille Coleyn, piękność o długich blond włosach, których Lily zawsze jej zazdrościła, spływających kaskadami na plecy. Wyglądała oszałamiająco w błękitnej sukience, znakomicie podkreślającej niebieski kolor oczu. Z powodzeniem mogłaby zostać królową wieczoru. Spojrzała na Rudą wyzywająco, jakby chciała jej samym wzrokiem coś przekazać.
Wreszcie, zyskawszy pewność, że ma widownię w postaci Lily Evans, objęła Jamesa za szyję i pocałowała go.
On zaś oddał pocałunek z wyraźną ochotą.
– Jeden!
Butelka wyleciała Lily z rąk i rozbiła się na podłodze. Dziewczyna poczuła, że zbiera się jej na płacz. Wybiegła z sali, nie mogąc wytrzymać.
Miał na nią zaczekać.
Za długo się grzebała.
Straciła go.
– SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU!
No chyba nie.


– Lily, co się stało?
Dorcas wparowała do dormitorium, wyraźnie zdezorientowana. Musiała biec za przyjaciółką przez całą drogę, jednak dopiero teraz zdołała ją dogonić.
– Nic. Się. Nie. Stało – wymamrotała Ruda ze złością, wtulając twarz w poduszkę. Chciała zostać sama, chciała zginąć, przepadnąć, żeby już nikt więcej nie musiał oglądać jej upokorzenia.
– Chodzi o Jamesa?
– Widziałaś to?! Widziałaś?! Całował się z Camille!!! – wrzasnęła wściekła Lily, gwałtownie siadając na łóżku i wybuchając fontanną łez.
– Widziałam. – Dorcas wzruszyła ramionami. – I co z tego?
– On i ona... Nie... Po prostu nie!
– Lily, uspokój się, zachowujesz się jak małe dziecko. Przecież najpierw ci zupełnie na nim nie zależało, a teraz nagle robisz scenę zazdrości, bo się całował z jakąś dziewczyną? Określ się w końcu!
– Ale... – Tylko to była w stanie z siebie wykrztusić, nic więcej nie przyszło jej do głowy. Dorcas miała rację, a ona sama była głupia, zachowała się jak ostatnia kretynka. – Obiecał, że zaczeka. Nie. On się z nią całował!
 Przecież nie mógłby czekać wieczność. – Spojrzenie Dorcas było współczujące, lecz Lily nie chciała litości. Chciała jedynie wykrzyczeć swoją złość i rozgoryczenie. – Wiesz, że to on dał ci te prezenty od tajemniczego wielbiciela?
– Tak? To już teraz nie ma znaczenia. Niech tworzy szczęśliwy związek z Camille. Może będzie z nią bardziej szczęśliwy niż ze mną, wiecznie niezdecydowaną pannicą. Merlinie.
Rozpłakała się na dobre. Opadła z powrotem na kołdrę, czując, jak łzy spływają po jej policzkach i zatapiają się w pikowanym materiale. Skoro James się tak zachował, to dobrze. Nie da mu satysfakcji, nikt nie zobaczy, jak cierpi.
– Lily, powinnaś z nim porozmawiać.
– Nie mam o czym. Daj spokój. To przeszłość.

20 komentarzy:

  1. Syriusz musiał chyba kochać Willow jak rozstanie z nią go trochę zabolało. Zobaczył jak się czuły te dziewczyny z którymi kiedyś podobnie postępował.
    Jamesowi chyba znudziło się to czekanie na Lily i postanowił spróbować stworzyć związek z inną dziewczyną. Takim zachowaniem na pewno nie sprawi, że Lily się zbliży do niego. Teraz będzie musiał na nowo próbować ją odzyskać.

    Czekam na kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak, wszakże Syriusz był takim casanovą Hogwartu ;3
      Wszystko się okaże już niedługo :D

      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Kurde ale akcje w tym rozdziale, dziewczyno!Jak to Willow rzuciła Syriusza?! Nawet nie pokazałaś, jak byli razem; a tu taka akcja? To znaczy, moze mądrze zrobiła, bo chyba faktycznje nie warto ciągnąć takiego związku, ale nie spodziewałam, ze ona tak o nim myśli. Mnie by sie podobalO, jakby mi Łapa przynosił te białe róże, choc troche rozumiem, dlaczego mogło ja to na dłuższa metę zdenerwować. W każdym razie Syriusz teraz juz wie, jak to jest zostać olanym przez kogoś, do kógo czuło sie zainteresowanie, jeslinie cos wiecej. Ale moze Dorcas dostanie swoją szanse? W ogole nie ogarniam, jak ona mogła sobie wyobrazic nieistniejącego chłopaka, ale dobrze, ze Syriusz zna juz prawde... Tylko co z tym ich swataniem? Chyba cos nie wyszło? No chyba ze to ich sprawka, ze ta dziewczyna sie całowała w sylwestra z Jamesem? Zeby wzbudzić w Lily zazdrość?! Ale wymyślałam... Choc sama nie wiem, moze yo ma sens... Wszystko to jakies zagmatwane xD. Jesli to był ich pomysł, to bie wiem? czy do końca udany. To znaczy wkurzyło lily, ok, i widac jak wół,ze lubi Rogacza, ale ona zamiast pomysleć, ze moze sama jest winna, bo każe mu tyle czekac, to robi z siebie ofiarę... w ogole jakby nie usłyszała, ze to rogacz robił jej te piękne prezenty... Dlatego mnie dziwi, ze kilka dni pozniej sie całował z ta laska, taki zakochany w Lily . Wiec to Albo alkohol, albo dziwna akcja Syriusza i Dorcas, innych rozwiązań nie widzę. Nie powiem, zaskoczyłaś mnie i nie mogę sie doczekać kolejnego rozdziału, by się dowiedziec, czy moje podejrzenia sa słuszne. No i jak to piszesz, ze to juz koniec niedługo, ja nie chce, ja chce co najmniej siódmy rok!!! I jeszcze na bonusik Dorcas i Syriego razem ;). Zapraszam Cię na zapiski-Condawiramurs na nowosc :) jestem ciekawa Twojej opinii, liczę się z nią :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pokazać pokazałam, ale to bardziej były migawki, faktycznie... :D To w sumie wyszło spontanicznie, ale Willow jest dosyć podobna do Syriusza, nie myśli o zawieraniu trwałych związków, faceci jej się szybko nudzą i wówczas szuka nowych wrażeń ;) Hehe! Okaże się, wszystko się okaże. Nic nie powiem, bo wytrąbię :D

      Pozdrawiam!
      Katja

      Usuń
  3. Moim zdaniem to mógł być syriusz i dorcas pod wpływem eliksiru wielosokowego lub morze ktoś podał rogaczowi eliksir miłosny
    fajny rozdzial

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko się wyjaśni, ja nic nie mówię :D
      Dzięki, cieszę się ;3

      Usuń
  4. Hej:)
    Naprawdę znakomity rozdział, dużo wątków miłosnych a ja właśnie takie lubię najbardziej:)
    Biedny Syriusz... Wróć... on wcale nie jest biedny! Przecież tylu dziewczynom złamał serce, więc może w końcu dostanie nauczkę. Mam tylko nadzieję, że dostrzeże miłość Dorcas i odwzajemni uczucie, swoją drogą bardzo lubię tą parę, naprawdę do siebie pasują.

    Współczuję Lily, jednak nie dziwię się też Jamesowi, że nie miał już sił ani ochoty dłużej czekać. Chłopak pragnie miłości, więc może akurat ktoś to nią obdarzy, bo na lily nie ma sensu czekać skoro zachowuje się jak dziecko i nie potrafi podjąć decyzji. Może w końcu ruda dostanie nauczkę.

    Życzę Ci dużo weny i pomysłów :)
    Pozdrawiam cieplutko,
    Neithiria.
    Ps:przepraszam, jeśli komentarz wstawi się w kilku egzemplarzach, ale telefon często płata mi takie figle. Usuń w razie czego dodatkowe komentarze, żeby nie zasmiecaly Ci bloga:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się! :D
      Dokładnie tak, złamał serca połowie Hogwartu :D
      A ruda nauczkę dostała, kwestia tego, jak sobie z tym wszystkim poradzi. :3

      Ślicznie dziękuję, również cieplutko pozdrawiam! :3
      PS Nic się nie powieliło, jest w porządku :D

      Usuń
  5. Hahaha, James wpadł w swoje sidła, chciał być taki cierpliwy i męski, a tu proszę ;P No ja mu się nie dziwię, biedak próbuje urobić Lilkę na wszystkie sposoby a ta mu się dalej opiera, nie jeden straciłby cierpliwość, albo poczucie własnej wartości ;P
    Za to Syriusza chyba dopadł kryzys wieku średniego xD Takiej romantycznej jego wersji jeszcze nie widziałam, Willow nieźle nim wstrząsnęła zrywając ;P Trochę mu się należało za te wszystkie złamane serca ;P
    I wgl co to ma być, ta cała Camille! Rozumiem, że Lily się wściekła, ale właściwie trochę się jej należało, jak Blackowi. Nie powinna robić takiej afery, takie trochę 'ja nie zjem, ale nikomu też nie dam', cóż może ją to ustawi do pionu.
    Plan Dorcas taki był trochę nieprzemyślany, liczyłam na jakieś lepsze akcje, no jeszcze zobaczymy, może tymi prezentami trochę uratują Jamesa w oczach Lily po tym pocałunku, ale z drugiej strony nie ma szans by to nigdy nie wyszło na jaw.
    Weny i huncwotów ;)
    niecnimarudersi.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tu proszę, nie wyszło. XD Wyobrażasz sobie, sześć lat?! Ja też mu się wcale nie dziwię!
      Syriuszowi się zdecydowanie należało, co racja, to racja ;3
      Wszystko się okaże. :3 Poza tym prezenty Lily dostała przed pocałunkiem Jamesa z Camille :D

      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  6. Cześć!
    Kurczę, cierpliwość Jamesa jest taka słodka. To chyba najpiękniejsze, co mężczyzna może dać kobiecie. Chociaż gdyby Lily rzeczywiście była tą Julią, to znacznie wcześniej wpadłaby Jamesowi w ramiona i na tym etapie nie byłoby żadnych komplikacji ;)
    Nieee no, nie wierzę, że jakakolwiek dziewczyna mogłaby rzucić Syriusza z powodu nudy. Mam wrażenie, że coś tu poszło nie tak. Każdy inny powód, owszem, ale to, że jest przewidywalny? Niemożliwe. Może i jest to Ci potrzebne w fabule, ale zgrzyta tak bardzo, aż zęby bolą :)
    Dziwny też był nastrój całego rozdziału. Najpierw umiejętnie stopniowałaś napięcie, nie wiadomo było, kto jest tajemniczym wielbicielem, Lily nieskutecznie próbowała się tego dowiedzieć itd. Jednak wydaje mi się, że gdyby James rzeczywiście zdobył się na taki gest, nie całowałby się z inną dziewczyną w głupiego Sylwestra. Naprawdę nie wiem, co z tego wyniknie i jak zamierzasz wyjaśnić tę zagmatwaną sytuację, ale normalny człowiek by tak nie postąpił i już :) Owszem, nikt nie będzie czekał wieczność, ale skoro chce Ci się robić dziwne prezenty, zabiegać o tę drugą osobą nie tylko przez parę dni, ale kilka lat, to nagle nie zaczniesz ochoczo całować się z kimś innym. Wydaje mi się, że nie tak to działa.
    Tym bardziej nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału, a nuż nas bardzo zaskoczysz? :) Uwielbiam być zaskakiwana!
    Z pozdrowieniami
    Eskaryna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie tak, coś w tym jest, no i pewnie byłoby więcej dramy. :D Ale było nie było, ich historia kończy się tragicznie i no cóż... Trochę faktycznie jak Romeo i Julia. :D
      Ale hej, ja znam takie dziewczyny, które rzuciły chłopaków, bo są przewidywalni albo po prostu im się znudzili. No cóż, różni ludzie po świecie chodzą, a że to zgrzyta, wcale się nie dziwię.
      Niech na razie za moją obronę wystarczy odpowiedź: poczekaj do dziewiętnastego rozdziału, bo teraz nie chcę spoilerować, wówczas to wszystko wybroni się samo. Gdybym teraz zaczęła odpowiadać, stałabym się trąbą jerychońską do potęgi entej ;3
      Pozdrawiam również!
      Katja

      Usuń
  7. ... ^#&$%& Czy Ty musisz kończyć w takim momencie? naprawdę? Eh moje zszargane nerwy... Ja chcę już ciąg dalszyyy. Swoją droga jestem ciekawa czy te prezenty rzeczywiście od Jamesa czy to Dorcas i Syriusz się zabawili w wielbiciela - to chyba bardziej prawdopodobne. Ja rozumiem, że czekanie ciężka sprawa, ale nie kązdy potrafi tak od razu wskoczyć do rzeki. Rozumiem Lily jak najbardziej i rozumiem też jej podejście na upartego: "jak nie to nie!" dziecinne, ale takie prawdziwe. Wszyscy się tak często zachowujemy. No mam nadzieję, że mój ideał James Potter jakoś wybrnie i przekona nasza uparciuchę ;)
    Swoją droga już zbliżamy się do końca, naprawdę? Może zastanowisz się nad jakąs częścią drugą? Tak fantastycznie sie to czyta, proszę nie kończ ;) (aczkolwiek nie mogę się doczekac kiedy oni w końcu zostana parą - tylko błagam nie kończ w tym momencie, cudownie jest poczytać kilka rozdziałów na koniec już bez tego napięcia pod tytułem "no kiedy oni w końcu sie ogarną?!")
    Dodatkowo może cos Syriusz + Dorcas tenteges? ;D
    Pozdrawiam ciepło i życzę weny! Czekam niecierpliwie na ciag dalszy! ;)

    ~Ann-Marie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, muszę, ja lubię kończyć w różnych dziwnych momentach. xD Ciąg dalszy będzie niedługo, do soboty nie jest daleko, raptem trzy dni, i to niecałe :D
      W końcu Lily jest prawdziwą Uciekającą Łanią, dlatego się tak zachowuje. Ale spokojnie, w końcu to jest Jily... Musi się udać :D
      Naprawdę zbliżamy się już do końca, naprawdę już niewiele zostało (bardzo, bardzo niewiele), ale jeszcze zobaczymy.
      W każdym razie za podpowiedzi dzięki, może miniaturki powstaną :D
      Pozdrawiam również, dziękuję :D

      Usuń
  8. Arrrr! Wsiekły pirat internetu (aka Cecily) nadchodzi!
    Po pierwsze - Willow to ma tupet! Rzucić Łapę z powodu nudy... Szczerze mówiąc, lubię ją coraz bardziej. Dzięki tej postaci złamałaś mit "wspaniałego Syriusza, którego wszyscy uwielbiają i który zawsze wie, jak się zachować". TA-DAM! Niespodzianka! Jednak zakochanie i jemu zawróciło w głowie i, obchodząc się z Willow jak z jajkiem (bo to DOKŁADNIE tak wyglądało w jej przemyśleniach...), stracił na spontaniczności. No Łapciu, czas zebrać się do kupy i zeswatać Jamesa z Lily! Bo to brzmi jak szalony i niemożliwy do wykonania plan - czyli coś w sam raz dla Huncwota ;)
    Co do Jamesa - jakoś nie chce mi się wierzyć, że po tym wszystkim on w cholerny Nowy Rok całowałby się z inną... Nie, wypieram to z umysłu, uparcie będę trwać w zaprzeczeniu. Błagam, oby to był ktoś inny pod wpływem eliksiru wielosokowego czy coś... Z drugiej jednak strony może Lily wreszcie zacznie działać i się zdecyduje. Tu w pełni rozumiem Jamesa - noż ile można czekać?! Tu się zgodzę - Lily stała się pełnoprawną Drama Queen...
    Jeszcze co do prezentów - bardzo podoba mi się ten pomysł! Taki słodki i uroczy <3 Czy inspirowałaś się może piosenką "12 days of Christmas"? Bo jak w piosence, co dzień jedna sztuka więcej ;)

    Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy! Przy okazji, odpowiadając na komentarz pod poprzednim rozdziałem - może i chcę wiedzieć, co się zdarzy, jednak to nie znaczy, że chcę, by opowiadanie się skończyło! Wiem, mam potwornie pogmatwany sposób myślenia :P
    Szczęśliwego Nowego Roku!
    Pozdrawiam (po raz pierwszy w 2016 roku),
    żyjąca mentalnie najwyżej w roku 2012 Cecily

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No hej, Wściekły Piracie Internetu :D
      Hahahaha, oddałaś dokładnie to, co ja myślałam, pisząc ten rozdział! I plan ich zeswatania naprawdę jest huncwocki, bardzo szalony i bardzo zakręcony, w zasadzie niemożliwy do zrealizowania, jak się później okaże! :D
      Powtórzę się (lubię się powtarzać xD), nie będę trąbić, bo nie chcę spoilerować, ale spoko, wszystko się wyjaśni :D
      TAK. SŁUCHAŁAM TEJ PIOSENKI PODCZAS PISANIA ROZDZIAŁU <3

      Doskonale to rozumiem, znam to uczucie :D
      Pozdrawiam również,
      użerająca się z chemią akademicką Katja

      Usuń

Czarodzieje