czwartek, 24 grudnia 2015

16. Huncwockie święta

Z DEDYKACJĄ DLA COXONA. ZA GŁUPIE KOMCIE I RÓWNIE GŁUPIE POGADUCHY, KTÓRE MNIE ZAWSZE NIESAMOWICIE PODNOSZĄ NA DUCHU. <3

All I wish that every day was Christmas
What a nice way to spend a year…

Spadający z ciemnego, nocnego nieba biały puch pokrył błonie i osadzał się na dachach i parapetach Hogwartu. Wyglądał tak delikatnie, podświetlony przez światła dobywające się z okien. Lily siedziała przy oknie, owinięta kocem. Trzymała w dłoniach kubek z parującą czekoladą i wpatrywała się w jezioro, które prawdopodobnie zdążyło się już pod wpływem niskiej temperatury pokryć warstewką lodu.
Uwielbiała grudzień, chociaż z natury szybko marzła. Uwielbiała jego klimat – śnieg, ogień płonący w kominku, koc, czekolada, dobra książka. Zbliżały się również święta, nadchodziły razem z kolejnym tygodniem. Już słyszała nucone przez niektórych uczniów pochodzących z mugolskich rodzin mugolskie bożonarodzeniowe przeboje mugolskich piosenkarzy i przyłapywała się na tym, że sama je podśpiewuje pod nosem. 
Także Hogwart powoli przybierał bożonarodzeniowy wygląd. Pod sufitem na korytarzach pojawiły się bukiety czarodziejskiej jemioły, poręcze zostały przyozdobione girlandami, w wielu klasach pojawiły się małe choinki. W Wielkiej Sali ze sklepienia padał zaczarowany śnieg, niedługo również Hagrid miał do niej przynieść olbrzymią sosnę.
Już dawno zapisała się na listę osób pozostających w zamku podczas świąt. Jej rodzice wraz z Petunią wybierali się do ciotki Alexandry, gdzie miała się zebrać cała rodzina, lecz ona sama nie miała na to ochoty. Czułaby się zbyt odmienna, nie na miejscu. Wolała spędzić Boże Narodzenie wraz z przyjaciółmi, w równie rodzinnej atmosferze. Cieszyła się, że Dorcas i Alice również nie wyjeżdżają, za to z mniejszym entuzjazmem przyjęła wiadomość, że podobną decyzję podjęli także Huncwoci. Oprócz nich miało zostać jeszcze kilku uczniów z pozostałych domów, lecz zdecydowana większość wracała do swoich rodzin.
Westchnęła, upijając kolejny łyk napoju. Od niechcenia przejechała palcem po zaparowanej szybie, narysowała serduszko. Obejrzawszy się, czy nikt nie ma zamiaru wejść do dormitorium, napisała w nim swoje imię i po dłuższym wahaniu również imię Jamesa. Oceniła, jak to wygląda, i przyznała przed samą sobą, że to nie jest wcale takie złe połączenie. Nawet całkiem ładne.
Szybkim ruchem zmazała rysunek, pozwalając, by szkło na nowo zaparowało.


Kiedy w Wigilię zeszła w starym, rozciągniętym swetrze oraz dresowych spodniach na dół, do Wielkiej Sali, ku swojemu zdumieniu ujrzała tarasujące wejście olbrzymie drzewko. Gdy dostrzegła także Hagrida, odzianego w swój nieodłączny płaszcz pokryty teraz śniegiem, zrozumiała wszystko – gajowy usiłował wtaszczyć choinkę do jadalni, lecz szło mu dosyć kiepsko, gdyż gałęzie zahaczały o futrynę.
– Siemasz, Lily! Nie do domciu? – spytał ją, głośno posapując.
– Nie tym razem. Pomóc może jakoś…?
Odgarnęła kosmyk włosów za ucho.
– Nie, jest w porząsiu, dam radę. – Hagrid najwyraźniej nie zamierzał się poddać.
– Może zaklęcie zmniejszające?
Przechodzący korytarzem profesor Flitwick z radością przyklasnął pomysłowi Lily i bez zbędnych ceregieli pomniejszył choinkę, dzięki czemu pomrukujący pod nosem gajowy mógł wreszcie zabrać drzewo.
Weszła do Wielkiej Sali i zaskoczona zlustrowała pomieszczenie. Wyglądało zupełnie inaczej niż zwykle. Pod ścianami stały iglaste drzewka, przyozdobione kolorowymi łańcuchami, magicznymi kulami oraz palącymi się teraz świeczkami. Tu i ówdzie w powietrzu wisiały grube pęki jemioły o białych, dojrzałych owocach – Lily świetnie wiedziała, że rośliny są zaczarowane. Ze sklepienia padał drobny puch, który znikał natychmiast po osadzeniu się na ramionach, głowach, podłodze lub innej, równie dogodnej rzeczy.
– Poczekaj na wieczór! – zawołał do niej Syriusz, zauważywszy, że przyszła. – Będzie jeszcze lepiej!
Skinęła głową z uśmiechem i usiadła przy stole, tuż obok Dorcas.


– Lily, już chyba wystarczy tej Ognistej! – zaprotestowała Alice, widząc, że przyjaciółka sięga po kolejną flaszkę. – Wiem, że się cieszysz na poranne prezenty, ale, na litość Merlina, pohamuj się! Zawsze jesteś taką grzeczną panią prefekt, dlaczego teraz musisz się upijać?!
– Hik – czknęła Ruda. – Nie – hik – wiem. Hik. Muszę się, hik, napić.
– Nie ma mowy!
Lily poddała się, nie mając ochoty na dyskusję. Zamiast tego zamknęła oczy i zwinęła się w kłębek, niemalże od razu zasypiając. Wypity alkohol buzował w jej żyłach, przestała myśleć racjonalnie. Po prostu się wyłączyła, ignorując natrętne głosy śmiejących się Huncwotów oraz rozmowę Dorcas oraz Al, bardziej przypominającą jednak kłótnię. Miała ochotę odpłynąć, zatkać sobie uszy, niczego nie słyszeć, po prostu mieć święty spokój…
– Liluś, grasz z nami?
Pojedynczy głos zdołał się przebić przez jej ochronny kokon. Brakowało tylko kocyka, którym by mogła się okryć; już nie miała siły zasuwać do dormitorium, ponieważ oznaczałoby to pokonywanie kilkudziesięciu stopni, a na to bynajmniej nie miała ochoty.
– Co? – mruknęła sennie. – W co?
Przetarła oczy, usiłując powrócić do rzeczywistości. Chyba faktycznie zdołała zasnąć, gdyż zegar wiszący w pokoju wspólnym poinformował ją, że była pierwsza, a ona kładła się w fotelu o północy.
– Prawda czy wyzwanie.
Szybko rozważyła wszystkie za i przeciw. Jednak jej otępiały umysł zupełnie nie rozumiał, co się dzieje, więc zaczęły jej się plątać myśli.
– Chodź, będzie fanie! Nawet Remus gra – stwierdziła śpiewnie Dorcas, ściągając Rudą z fotela i ciągnąc do kółka, które zdążyli już utworzyć Huncwoci wraz z Al i Frankiem. Brakowało tylko ich trojga, Lily, Dorcas i Jamesa.
Opadła na podłogę, dziękując Merlinowi, że wolne miejsce zostało akurat przy ścianie, dzięki czemu mogła się o nią oprzeć, by nie stracić równowagi.
Pośrodku kręgu leżała butelka po Kremowym Piwie. Syriusz z dumą popatrzył najpierw po wszystkich zgromadzonych, a potem, poprawiwszy krawat, zakręcił nią. Przez chwilę wirowała, po czym szyjką wskazała Dorcas.
– A więc, panno Meadowes – zaczął leniwie Łapa. – Prawda czy wyzwanie?
Dorcas nie zastanawiała się długo.
– Wyzwanie!
– Jesteś pewna? – spytał z nonszalanckim uśmiechem.
– Tak.
– Przez kolejny tydzień masz chodzić w bieliźnie Petera. – Z uśmiechem pełnym zadowolenia przeciągnął się, w jednej chwili upodabniając się do kota.
– Chyba śnisz, Black! – prychnęła obrażona Dorcas.
– Moja droga, sama wybrałaś wyzwanie. – Przewrócił oczami – Teraz musisz je jedynie wykonać.
Miała szczerą nadzieję, że Syriusz zapomni do jutra o tym durnym pomyśle.
Wzięła głęboki oddech i zakręciła butelką. Ta wskazała Alice.
– Prawda czy wyzwanie? – Dorcas z uwagą patrzyła na twarz blondynki, gdy ta nawijała kosmyk swoich włosów na palec.
– Prawda.
– Całowałaś się z Frankiem? – To w sumie nie było najgorsze pytanie, jakie Dorcas mogła zadać. Wiedziała, że są znacznie bardziej żenujące, jednak uznała, że może oszczędzić wstydu przyjaciółce.
– Tak! – Przytaknęła z entuzjazmem zainteresowana, spoglądając ukradkiem na swojego chłopaka. Korzystając z okazji, nachyliła się w jego stronę i cmoknęła go szybko w policzek.
– No dobrze – odetchnęła Meadowes. – Twoja kolej, Al.
Butelka ponownie zawirowała, po czym zatrzymała się, wskazując Syriusza.
– Ha! Jestem tak zajebisty, że nawet szkło mnie wybiera! – wyszczerzył się Black. – Dajesz, złociutka.
– Prawda czy wyzwanie?
– Wyzwanie. Tylko błagam, nie zniosę noszenia bielizny Szczura – roześmiał się.
– Obiegnij pokój trzy razy, udając zarzynanego hipogryfa – zadysponowała Al, opierając się o ramię Franka i posyłając Syriuszowi figlarne spojrzenie.
– Nic prostszego, madame!
Wstał z miejsca i zrobił zalecone trzy rundki po pokoju wspólnym, wymachując rękami i skrzecząc przenikliwie.
– Jak ci się podobało? – spytał dumnie, wracając na swoje miejsce.
– Bywało lepiej, ale powiedzmy, że uznaję. Czyń honory, Black.
Lily się nawet nie zdziwiła, że padła kolejną ofiarą butelki.
– Prawda czy wyzwanie, panno Evans? – Syriusz złożył palce w piramidkę, jakby w jego głowie już powstawał szatański plan. Nie mógł przegapić tej szansy.
Obie opcje wydawały się Rudej równie złe, lecz w końcu stwierdziła, że chyba wolałaby uniknąć niewygodnych pytań.
– Wyzwanie – zadecydowała.
– Uhuhuh, odważnie – skomentował Łapa, prostując się. – A więc, moja droga Lily, pocałuj Jamesa.
Za sprawą alkoholu wyzwanie nie wydało jej się nadzwyczajne. Właściwie to w tamtej chwili bardziej zajmował ją ból głowy. Podniosła się z miejsca i nieco chwiejnie podeszła do zaskoczonego Rogacza. Pochyliła się, pocałowała chłopaka w policzek, po czym opadła z powrotem na podłogę. Nie podniosła się z niej już do końca imprezy, zbyt pijana, żeby z kimkolwiek rozmawiać. Nie miała siły nawet na kręcenie butelką, więc litościwie wyręczył ją w tym James.
Ale w końcu nikt nie robił jej z tego powodu wyrzutów, wszakże była Wigilia.


Następnego ranka obudziła się z tak potężnym bólem głowy, że jedynie jęknęła, nie mogąc wstać z łóżka. Na szczęście jednak tym razem miała pod ręką eliksir wzmacniający, więc natychmiast po niego sięgnęła.
– Lily! – krzyknęła rozentuzjazmowana Alice siedząca na swoim łóżku.
– Co? – Ruda spojrzała na przyjaciółkę nieco nieprzytomnie, jakby dopiero teraz się orientując, że ktoś jeszcze się znajdował w pomieszczeniu.
– PREZENTY!
Ucieszona jak małe dziecko blondynka zabrała się za rozpakowywanie paczek znajdujących się na jej łóżku. Lily przez chwilę się jej przyglądała, po czym spojrzała na swój własny stosik, znajdujący się na podłodze, tuż przy jej własnych, puchatych kapciach. Przeniosła wszystkie pakunki na kołdrę, usiadła po turecku, po czym powoli zaczęła poznawać ich zawartość. 
Ona też to lubiła.
Od rodziców dostała kolejną książkę, jakżeby inaczej, oraz pudełko domowych pierniczków z cynamonem, które tak uwielbiała. Do prezentu dołączony został również list, w którym oboje życzyli jej udanych świąt oraz zapewniali o swojej bezgranicznej miłości. Nawet Petunia się na końcu podpisała, choć Ruda widziała, że zrobiła to wyjątkowo niechętnie.
Ciągle nie potrafiła znaleźć z nią wspólnego języka, choć minęło tak wiele lat od momentu, w którym dostała list z Hogwartu. Wiedziała, że siostra ma do niej żal o to, że ona sama nie dostała listu, że nie miała żadnych czarodziejskich zdolności. Petunia od tamtej chwili patrzyła na Lily jak na dziwoląga, ona jednak ciągle nie potrafiła przejść nad tym do porządku dziennego.
Westchnęła, odkładając list na bok, wraz z ciasteczkami i książką.
W następnej paczce znalazła gruby, kasztanowy sweter, zrobiony ręcznie na drutach przez babcię. Wzruszyła się, że staruszka o niej pamiętała i poświęciła swój czas na wydzierganie go. Bez wahania przeciągnęła go przez głowę, od razu czując rozkoszne ciepło rozchodzące się po ciele.
Od Dorcas dostała wielkie pudło czekoladowych żab, czego w sumie mogła się spodziewać, jako że wiedziała o pociągu przyjaciółki do wszelakich słodyczy. Nie miała jednak nic przeciwko temu, dawno nie jadła niczego słodszego niż cukier w herbacie. Alice z kolei dała jej bon prezentowy do „Esów i floresów” oraz nowiutki album do wklejania zdjęć.
(Ona sama dała Al komplet książek o quidditchu, jako że wiedziała, że dziewczyna się tym pasjonowała, nawet jeśli się nie ujawniała za bardzo ze swoją pasją – po cichu liczyła na to, że się w końcu przemoże i wstąpi do drużyny Gryffindoru. Dla Dorcas natomiast nabyła kalendarz, na który panna Meadowes bardzo łakomie patrzyła kiedyś w Hogsmeade, lecz nie zdecydowała się na jego kupno.)
Zaintrygował ją pakunek o nieregularnym kształcie. Nieco drżącymi rękoma rozpakowała go; zobaczyła, że za lśniącym papierem kryje się figurka, która, ledwo położyła ją na dłoni, ożyła. Była to łania jelenia, wyglądająca naprawdę jak żywa, o pięknej, brązowej sierści i mądrych oczach. Zachwycona obejrzała ją ze wszystkich stron, pozwalając spacerować po swoim ramieniu. 
– Od kogo to? – spytała zaintrygowana Al, skończywszy walkę ze swoimi prezentami. Pochyliła się do przodu, żeby móc lepiej przyjrzeć się figurce.
– Nie mam pojęcia, nie ma tu żadnej kartki.
Przeszukała jeszcze raz porozwalane po łóżku papiery, lecz nie znalazła żadnego śladu po chociażby jakimś podpisie nadawcy.
– Podejrzewam, że to James – zawyrokowała wszechwiedzącym tonem Alice.
– Albo Snape.
– Dlaczego tak uważasz? – Dziewczyna wyglądała na zaskoczoną.
– Wiedziałaś, że łania jest jego patronusem?
Lily odłożyła figurkę na szafkę. Odpakowała jeszcze prezent od Remusa, książkę o zielarstwie, której niedawno poszukiwała. Uśmiechnęła się.
– Łania? Ale… Ty też masz łanię, prawda?
– Mmm. – Przytaknęła.
– O Merlinie.
– No właśnie.
– On cię nadal kocha.
– Wolałabym nie rozmawiać w święta o Severusie… – Ruda spojrzała błagalnie na przyjaciółkę.
– No dobrze – ustąpiła niechętnie. – Ale co z Jamesem?
– Co co z Jamesem? – Lily czuła, jak płoną jej uszy.
– Jego patronus…
– Jego patronus nie ma tu nic do rzeczy.
Prawie krzyknęła.
O Merlinie, jak bardzo nie chciała się do tego przyznać.
– Ale przecież to znaczy, że jesteście bratnimi duszami – drążyła Al. – Jesteście sobie przeznaczeni!
– To bzdura – oświadczyła z całą pewnością siebie, na jaką było ją stać. – Taka sama bzdura, jak wróżbiarstwo, którego zresztą nienawidzę i świetnie o tym wiesz.
Alice nawinęła na palec blond kosmyk, nie patrząc na Lily. Jej głos nie był natarczywy, brzmiała w nim raczej ciekawość – i tylko dlatego Ruda nie odebrała jej pytań jako atak.
– Ale nie zaprzeczysz, że James coś do ciebie czuje.
Przed jej oczami momentalnie stanęła scena z Pokoju Życzeń.
Jego wyznanie.
„Kocham cię, Evans”.
I jej obietnica.
„Wrócę”.
Alice uznała jej milczenie za wymowną odpowiedź, więc zapytała:
– Co zamierzasz z tym zrobić?
– Nie wiem. – Wzruszyła ramionami Lily. Położyła się na plecach, wbiwszy wzrok w sufit.
– Boisz się?
– Czego?
– Nie wiem. Ty mi powiedz.
– Al… To nie takie proste, jak chciałabym, żeby było. – Spojrzała z boku na przyjaciółkę, przechylając głowę. Dziewczyna naprawdę ładnie wyglądała w świetle promieni słonecznych, wpadających przez okno do pokoju – sprawiały one, że jej włosy wyglądały, jakby otaczała je złota aureolka.
– Myślę, Lil, że po prostu za bardzo komplikujesz sobie życie. Tu chodzi tylko o odpowiedź „tak” lub „nie”. Albo chcesz z nim być, albo nie. I kropka, nic więcej.
– Rozumiem, że jesteś ekspertem? – spytała z bladym uśmiechem.
– Ja swoje „tak” powiedziałam już dawno. Czas, żebyś i ty to w końcu zrobiła. Nie możesz wiecznie uciekać, nie możesz się wiecznie chować. Musisz w końcu określić, czego chcesz.
Przez chwilę milczały, Lily przymknęła powieki.
– Jak ci się układa z Frankiem? – spytała wreszcie.
– Cudownie, naprawdę. W życiu nie byłam bardziej szczęśliwa.
Ruda wiedziała, że Al mówi szczerze.
– Cieszę się.
– Ja też.
Do pokoju wparowała Dorcas, wyraźnie bardzo z siebie zadowolona. Niosła w dłoniach kilka sukienek i nową parę butów.
– Dostałam od rodziców – wyjaśniła, widząc pytające spojrzenia przyjaciółek. Zabrała się za wieszanie ich w szafie, nie chciała, żeby się pogniotły. – Poza tym przysłali mi też gigantyczne pudło słodyczy. Dostałam nawet szalik od brata. A jak tam wasze prezenty?
– Całkiem dobrze. Komplet książek o quidditchu – wiem, Lily, że to byłaś ty, nie wykręcaj się – pudełko bez, moje ulubione, dzięki, Dorcas! Poza tym jeszcze wisiorek od Franka oraz notes od moich rodziców. Dokładnie to, co chciałam. – Al roześmiała się, naprawdę zadowolona.
– A ty, Lily? – Dorcas spojrzała na Evansównę pytająco.
– Nic szczególnego. Kilka książek, sweter, trochę słodyczy – wyliczyła, dokonując ponownego przeglądu swoich prezentów.
– Nie zapominajmy o tajemniczej figurce łani, która się panoszy po twojej szafce – wtrąciła beztrosko Al, czym przykuła uwagę Dorcas. Dziewczyna natychmiast przerwała upychanie swoich ubrań w i tak wystarczająco już pełnej szafie, by spojrzeć na Lily z wyraźną groźną widoczną w oczach. 
– I nie mogłaś tego powiedzieć od razu?!
– Zapomniałam – powiedziała ze skruchą Gryfonka, biorąc do ręki łanię. Ta spojrzała na nią ufnie swoimi wielkimi ślepiami i położyła się jak gdyby nic na wyciągniętej dłoni.
– Jest piękna – skomentowała panna Meadowes. – Od kogo ją dostałaś?
– Nie mam pojęcia. Nie było przy niej żadnej kartki ani nawet podpisu.
– Nie domyślasz się nawet, kto to mógł być?
– James albo Severus, być może któryś z nich.
– Tak, to byłoby całkiem prawdopodobne – stwierdziła Dorcas w zamyśleniu. – Obaj o ciebie walczą i obaj mają coś wspólnego z łanią.
– Patronus to nie wszystko.
Zirytowała się, czując, jak w jednej chwili jej twarz robi się czerwona.
– Oczywiście, że nie – przyznała łaskawie dziewczyna. – Ale sama przyznasz, że to ciekawe. Patronus Snape’a, który ma taką samą postać jak twój, oraz patronus Jamesa, który z kolei jest męską wersją twojego. Ciekawe, ciekawe.
– Nie podoba mi się to – mruknęła Lily, ściskając palcami nasadę nosa. Czy wszyscy w tym zamku sprzysięgli się, żeby jej ciągle o tym przypominać? O uczuciu Jamesa, na które nie odpowiedziała? O zdradzie Severusa? O własnej niepewności, która powoli zaczynała ją przerastać? O tym, że czuła, że traci zupełnie kontrolę nad swoim życiem?
– Lily, kochanie, powinnaś się w końcu przyznać do tego, co czujesz.
– A co, twoim zdaniem, czuję?
Wcale nie chciała pozwolić na to, żeby złość ją całą ogarnęła. Po prostu to uczucie było silniejsze.
– Kochasz Jamesa.
To proste stwierdzenie sprawiło, że zadygotała – sama nie wiedziała, czy ze złości, czy ze strachu, czy też może dlatego, że nagle jej serce boleśnie się ścisnęło.
– Skąd możesz o tym wiedzieć?!
– Może ty jesteś ślepa, ale ja bynajmniej nie jestem. Po prostu to widzę.
– I co, twoim zdaniem, powinnam teraz zrobić? 
Lily podniosła się do pozycji pionowej, mrużąc oczy i patrząc na Dorcas. Wiedziała, że przyjaciółka nie chciała źle, ale naprawdę nie musiała tak nagle z tym wyjeżdżać. Nie czuła się przygotowana na tę rozmowę, na rozmyślanie o własnych uczuciach, na litościwe spojrzenia rzucane przez nie obie, i Dorcas, i Al.
– Powiedzieć mu?
Zabrzmiało to jak pytanie, nie jak stwierdzenie.
– Ja nawet nie wiem, co do niego czuję. Nie mogę mu tego powiedzieć.
W jednej chwili bez siły opadła z powrotem na poduszki.


Syriusz zarządził po obiedzie bitwę na śnieżki, lecz Lily nie miała zbytniej ochoty na branie w niej udziału. Założyła co prawda swoją ulubioną, czarną kurtkę, i poszła wraz z nimi na hogwarckie boisko, ale nie przyłączyła się do zabawy. Usiadła na ławeczce, nieco zasypanej śniegiem. Stąd miała bardzo dobry widok, mogła bez problemów obserwować przyjaciół. Wyglądali tak beztrosko, bez reszty pogrążeni w zabawie. Śmiali się, cieszyli, tarzali po śniegu, by zaraz powstać i rzucić kolejną białą kulą. Zachowywali się niemalże jak dzieci, które dostały do ręki ulubioną zabawkę.
Lubiła widzieć ich takich. Miała wrażenie, że więzi między nimi zacieśniają się jeszcze bardziej. Stanowili nie tylko grupę przyjaciół, lecz można powiedzieć nawet, że rodzinę. Szurniętą, zabawną, ale jednak rodzinę, łączącą osoby o skrajnych zainteresowaniach i całkiem różnych osobowościach, jednak takie, które byłyby w stanie oddać za siebie nawzajem życie.
Wierzyła, że razem będą w stanie stawić czoła kłębiącym się na zachodzie czarnym chmurom.
Jej wzrok niemalże odruchowo powędrował w stronę kruczoczarnej czupryny. James chował się za niewielkim pagórkiem, trzymając w dłoni kilka śnieżek. Wyraźnie czekał na okazję do ataku. Uśmiechnęła się, choć jej serce waliło nienaturalnie szybko, gdy pochwycił jej spojrzenie. Patrzyli przez siebie jedynie przez krótką chwilę, bo szybko odwróciła wzrok. Czerwieniła się aż po korzonki swoich włosów.
Dlaczego tak reagowała?
Na Merlina, dlaczego on musiał mieć taki piękny śmiech? Mogłaby go słuchać w nieskończoność.
Lily, robisz z siebie idiotkę. Zachowujesz się jak małolata, naprawdę.
Zresztą śmiało mogła powiedzieć, że nie tylko jego śmiech uwielbiała, bo wcale tak nie było. Bardzo lubiła jego oczy. Bardzo lubiła w nie patrzeć. Bardzo lubiła topić się w ciepłym, orzechowym morzu. Czuła się wtedy bezpieczna – choć wcale nie powinna.
Nie, nie, nie, Lily. Przestań o nim tak myśleć. Nie możesz… Nie powinnaś.
Właściwie dlaczego nie? Nie byłoby źle mieć go za chłopaka. Zwłaszcza wtedy, gdy dostrzegała, jak wielka zmiana w nim zaszła. Jak bardzo dorósł, jak bardzo spoważniał. Już nie był tym samym chłopcem, który wyzywał ją od marchewek i ciągnął za warkocze. Nie, teraz był dorosłym mężczyzną, odważnym, lojalnym, gotowym do poświęceń.
I ją szanował. Nie to co Severus, który skorzystał z pierwszej lepszej okazji, żeby ją nazwać szlamą.
Do tego mieli uzupełniające się wzajemnie patronusy. Chociaż nie chciała przed sobą tego przyznać, wiedziała, że ich formy mówiły bardzo wiele. Więcej niż chciała. Dowodziły jedynie tego, czego się najbardziej w świecie bała. 
– Ludzie, wracamy do zamku na gorącą czekoladę!
Nie była na to gotowa, nie była zdecydowana. I wyglądało na to, że miała pozostać niezdecydowana do końca świata.

19 komentarzy:

  1. Nie umiem komciać, więc tylko czytam sobie po cichu na bieżąco, ale ta dedykacja mnie rozczuliła, bo się nie spodziewałam. Wesołych świąt i weny! <3
    Btw, ten śnieg już tu trochę jest, a ja dalej się nim bawię jak głupia, machając kursorem, ale wymyśliłaś. XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! <3
      Hahahahahahahhahahahahah! Śnieg jest najlepsiejszy! Zawsze!

      Usuń
  2. Och ta Lily. Kiedyś jednak bedzie zdecydowana, ale dlaczego to az Tyle trwa ;)? Juz widac, ze jest Jamesem co najmniej zauroczona. Mogła go pocałować w usta, ale ok xd ciekawe, czy Dorcas chodzi nadal w bieliźnie Pstera, biedaczka. Ładne te święta, No i tak tematycznie. Niech prawdziwe tez beda radosne :) mam nadzieje, ze Lania to prezent od Jamesa. I ze z nim pogada wreszcie xd No i czekam na Sykwestra. Szacun z tak szybkim dodawaniem rozdziałów ;) zapraszam do mnie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to jest Lily! Trudno się jej dziwić, ignorowała chłopaka przez sześć lat, a tu nagle bam! okazuje się, że wcale nie jest taki niedojrzały, jak myślała... :D A to się okaże!
      No w końcu wszystko napisane mam, to i mogę sobie pozwolić na szybsze dodawanie rozdziałów. :3
      Dziękuję, wzajemnie! :D

      Usuń
  3. Wesołych świąt! ;) a tak odnośnie rozdziału, bardzo mi się podobał ;) szkoda, że taki krótki, Twoje akurat mogłabym czytać bez końca. Masz bardzo ładny styl i tak naturalnie wychodzi Ci pisanie o huncwotach i Lily czego nie można powiedzieć o dużej części autorów piszących na ten temat. Nadrobiłam wszystkie rozdziały - i żałuję bo teraz najzwyczajniej w świecie nie mam co czytać. Dlatego życzę dużo weny i czasu, nie mogę doczekać się ciągu dalszego ;) Jestem ciekawa jak rozwinie się sytuacja Lily-James bo widząc stan Lily to nie tak łatwo i nie tak szybko no i mam nadzieję nie tak zupełnie banalnie ;) W sposób jaki piszesz o rozterkach Lily jestem w stanie ją zrozumieć i wcielić się w nią - też byłabym niepewna i zła gdyby przyjaciółki mówiły mi co mam robić, gdzie tak naprawdę nie siedzą w głowie Lily i nie odrzucały swoich chłopaków przez całe swoje życie xD Poza tym jak to zwykle bywa - łatwo się mówi ;P Współczuję tylko Jamesowi no ale jak kocha to poczeka xD Swoją drogą ale oni wszyscy uparli się na te łanie xD Pozdrawiam i czekam na ciąg dalszy!

    ~Ann-Marie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wzajemnie! :D
      Cieszę się bardzo, że Ci się podoba, naprawdę, każdy taki komentarz niesamowicie mnie podnosi na duchu i sprawia, że mam motywację do dalszego pisania. <3
      Banalnie nie będzie, ale będzie sporo dram, że tak zaspoileruję. :D Wszystko się okaże już niedługo!

      Ja również bardzo serdecznie pozdrawiam i dziękuję za komentarz :D

      Usuń
  4. Jako że to świąteczny rozdział, to czas na życzenia! Wesołych świąt, kochana, dużo weny do pisania i wiele radości z życia! I szczęśliwego nowego roku, by był przynajmniej tak owocny jak ten! :D
    Co do rozdziału - POTRZEBOWAŁAM TEGO. Jest cudny, przeuroczy, no po prostu zakochałam się! Cała akcja toczy się tak lekko, że gdy dotarłam do końca, mój mózg tylko krzyczał zawzięcie "omatkotojestpiękne" na zmianę z "więcejwięcejwięcej!".
    Jej, tak się cieszę, że nasza Lily kruszeje! Już wie, co czuje do Jamesa, teraz wszystko jest już tylko kwestią czasu :D
    Jeszcze co do figurki łani - to MUSI być od Jamesa. Raz - na pewno dałby jej jakiś prezent, dwa - Snape jest raczej zbyt zajęty matką w szpitalu, trzy - to zbyt uroczy prezent, by ktoś inny mógł jej go dać! <3
    Świąteczna atmosfera mnie dopadła i nie jestem w stanie powiedzieć nic więcej. Gdybyś tylko widziała, jak szerokiego banana mam na ustach... ;)
    Dziękuję za ten rozdział! To jeden z piękniejszych prezentów świątecznych, jakie mogłam sobie wymarzyć!

    Pozdrawiam cieplutko,
    głupio szczęśliwa Cecily

    PS. Czy Dorcas nosi w końcu bieliznę Petera? :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za jednym zamachem odpowiem na oba komcie, żeby nie było, dobrze? :D
      Więc najpierw ten pod 15.
      Bo on jest Smutnym Sevciem, który potrzebuje uwagi, no sama pomyśl, żadnych prawdziwych przyjaciół, stracił Lily... Trudno, żeby było inaczej, no nie? :D
      Gratuluję zdolności detektywistycznych, jestem dumna, naprawdę, ze wszystkim trafiłaś i jako jedyna doszukiwałaś się ukrytego znaczenia... :DDD
      Dobra, teraz drugi komć komentuję :D
      Dziękuję, kochana, Tobie także życzę wesołych Świąt, weny, wielu pogodnych dni, spełnienia marzeń i dobrego nowego roku! :D
      Jestem w stanie sobie wyobrazić, co czujesz, ale aż nie mogę w to uwierzyć, bo jak dla mnie nie jest tak zachwycająca... :D No ale cieszę się, me serduszko topnieje i w ogóle, o.
      Hehe. He. Poczekamy, zobaczymy, ja nic nie mówię, absolutnie XD
      Tu nic nie mówię, bo to będzie spoiler!
      Oooo, w takim razie się niesamowicie cieszę. <3

      Pozdrawiam cieplutko,
      dumna Katja

      PS Oczywiście, że nie, jest za bardzo szczurza i za bardzo śmierdząca xD

      Usuń
    2. Naprawdę nikt się nie doszukiwał drugiego dna? O.o Czuję się jak Sherlock! :D
      Ugh, dlaczego wszystko musi być spoilerem? Dlatego lubię czytać rzeczy zakończone - one nie zmuszają mnie do czekania na ciąg dalszy, którego tak łaknę! :P
      Dobrze, już nic nie mówię i nie pytam, spróbuję grzecznie czekać na ciąg dalszy!

      Pozdrawiam,
      irytująco niecierpliwa Cecily

      P.S. Nie dziwię jej się, też bym nie nosiła ;)

      Usuń
    3. No naprawdę-naprawdę! Jest z czego być dumnym. :D
      Spokojnie, Łania już niedługo się skończy, nie będziesz musiała się niecierpliwić i przejmować spoilerami! :D

      Pozdrawiam,
      uśmiechająca się pod nosem Katja

      PS Ja też nie :D
      PPS Wesołego nowego roku!

      Usuń
  5. Cześć!
    Kurczę, w kontekście obecnej pogody Twój opis grudnia brzmiał prawie ironicznie :p Śnieg! Ledwie pamiętam jak wygląda.
    Lily ma szczęście, że jej przyjaciółki również zostają w Hogwarcie na święta, inaczej ten czas mógłby się okazać dla niej dość przykry. Jeszcze Huncwoci w pakiecie, na pewno będzie ciekawie :p Trochę to jednak dziwne, że mało kto zostaje w Hogwarcie, a akurat wszyscy nasi milusińscy tak.
    No, ale dzięki temu mogli pograć w butelkę. Wyzwanie Dorcas jest po prostu przerażające! Kogokolwiek bielizna by to nie była. reszta gry była dość niewinna, żadnych ekscesów.
    Wcześniej czy później musiała nastąpić rozmowa o Patronusach. Rzeczywiście, zagmatwana sytuacja, ale Alicja ma stuprocentową rację - tu nie ma miejsca na coś pomiędzy "tak" albo "nie".
    No nie, nie mów, że Lily ciągle będzie niezdecydowana! Za dużo tego! Już miałam mieszane uczucia wobec jej spostrzeżeń względem Jamesa. To słodkie, że stopniowo zaczyna odkrywać swoje własne wrażenia, ale przeciągające się niezdecydowanie zakrawa na niepotrzebną telenowelę. Oczekuję wyraźniejszej deklaracji w kolejnym rozdziale! :D
    Z pozdrowieniami
    Eskaryna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cześć!
      Hehe, wiem, mam dokładnie to samo, ale może teraz spadnie - nadzieja jest!
      Wiem, pomyślałam o tym już po fakcie, ale stwierdziłam, że nie będę tego zmieniać. ^^
      Syriusz miewa dzikie pomysły, no a Dorcas ostatecznie przecież tego i tak by nie założyła... ^^
      Ja lubię telenowele! A tak serio, w kolejnym rozdziale już będzie klarowniej, mogę zapewnić. I będzie drama... Ale to szczegół :D

      Pozdrawiam
      Katja

      Usuń
  6. Świetny ja chce next :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Wspaniały rozdział! Końcówka mnie po prostu urzekła. Mam nadzieję, że Lily wkrótce podejmie decyzję, ponieważ chętnie poczytałabym o ich miłości. Dziewczyny i Huncwoci tworzą niesamowitą paczkę przyjaciół, po cichu liczę na to, że odejdziesz od kanonu i pozostawisz ich przy życiu, jednak to Twoje opowiadanie, a ja będe wierną czytelniczką niezależnie od losów bohaterów.
    Pani prefekt się upiła? Nieładnie:) Ale w sumie każdy może pozwolić sobie na chwilę szaleństwa. Impreza się udała, a to najważniejsze:) Wyobraziłam sobie Syriusza hasającego po Pokoju Wspólnym:D
    Naprawdę super rozdział, z niecierpliwością czekam na kolejny.
    Pozdrawiam cieplutko,
    Neithiria.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tutaj się nie wypowiem, bo nie chcę za bardzo ich spoilerować, ale mogę obiecać, że niedługo będzie rozdział, który powinien się wam spodobać... :D
      Po prawdzie to chciałam to zrobić, jednakże doszłam ostatecznie do wniosku, że zakończę Łanię na ich szóstym roku, bo na siódmy już większych pomysłów nie mam. Przynajmniej na razie, zobaczymy, jak to w przyszłości wyjdzie, a nuż widelec jeszcze wrócę z nowymi pomysłami. :>
      Cieszę się bardzo że się podobało! :D
      Pozdrawiam
      Kat ^^

      Usuń
  8. Widać że Lily powoli zaczyna się zakochiwać w Jamesie, ale nie chce się do tego przyznać przed samą sobą. Ale kiedyś przyjdzie taki moment, że będzie musiała dać odpowiedź. Może do tego czasu podejmie właściwą decyzję.
    Zastanawia mnie od kogo mogła być ta figurka łani. Myślę że to James. Snape może kocha Lily, ale takiego prezentu chyba by nie wymyślił.

    Czekam na kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, dokładnie. W końcu taki moment przyjdzie i nie będzie już mogła się wahać. ^^
      Okaże się! Już niedługo!

      Pozdrawiam serdecznie
      Katja

      Usuń
  9. Z ręką na sercu obiecuję, iż nadrobię te wszystkie rozdziały, co to o nich zapominałam... W tym miejscu chciałabym Ci jednak najserdeczniejsze życzenia złożyć, na ten nowy 2016 rok! :)

    OdpowiedzUsuń

Czarodzieje