sobota, 21 listopada 2015

12. Łania ucieka

Kartka przyczepiona do tablicy korkowej w pokoju wspólnym Gryfonów informowała, że w następną sobotę miało się odbyć pierwsze w tym roku wyjście do Hogsmeade. Dorcas wyraźnie ucieszyła się na tę wiadomość, zwłaszcza że koniecznie musiała uzupełnić zapas słodyczy. Ponadto miała już dosyć siedzenia w zamku – i, wnioskując z podekscytowanych szeptów uczniów stojących pod tablicą, nie tylko ona. Dodatkowo równo za dwa tygodnie miał się odbyć mecz quidditcha, Gryfoni przeciwko Krukonom, co zapowiadało kolejny dobry weekend.
– Al! – Pomachała do przyjaciółki, która dopiero co weszła do wieży. – Słyszałaś już?
– O czym? – spytała zdziwiona, stając obok Dorcas. Miała nieco rozwiane włosy, jakby biegła.
– Za tydzień jest wyjście do Hogsmeade! – stwierdziła radośnie. – Wszystko w porządku?
– Co? A, tak, tak – potwierdziła nieprzytomnie. – Wyjście do Hogsmeade? To cudownie!
– Gdzie byłaś? – Dorcas nie mogła się pozbyć swojej podejrzliwości.
– Miałam szlaban.
– Za co?
– A, wrzuciłam parę łajnobomb do gabinetu Filcha, nic wielkiego. – Alice wzruszyła ramionami.
– To faktycznie nic wielkiego – roześmiała się Dorcas, ciągnąc przyjaciółkę do foteli przed kominkiem. – W porównaniu z wyczynem Lily…
– Z nim nic nie może się równać, nawet wszystkie poprzednie wyczyny Huncwotów – skomentowała Alice. Opadła z westchnieniem na jeden z mebli i przysunęła zziębnięte dłonie do kominka.
– Swoją drogą… Gdzie ona się podziała?
– Nie mam pojęcia. Mówiłam ci, że miałam szlaban.
– Nie dziwi cię to? – Dorcas zmrużyła oczy. 
– Co?
– To, że w ogóle się zgodziła na pójście na tę akcję… Że złamała regulamin. Zupełnie jak nie ona. Myślisz, że coś jej się stało?
– Gdybym mogła, sama bym poszła. – Alice wzruszyła ramionami.
– No ale to ty! Ty to ty, a ona to ona!
– Co za spostrzegawczość…
– Mówię poważnie – zirytowała się Dorcas. – Zobacz, dopiero co się kłóciłyśmy o to, że dolałam Szczurowi kilka kropel tego eliksiru w ramach zemsty, a sama teraz robi podobnie… Już nie mówiąc o tym, że porządna i idealna Lily w życiu nie złamałaby ani jednego punktu szkolnego regulaminu! Wiesz o tym równie dobrze jak ja!
– To jeszcze o niczym nie świadczy. Sama wiesz, co Snape zrobił.
Alice nawijała na palec kosmyk blond włosów i patrzyła nieobecnie w kominek, jakby słowa Dorcas jej zbytnio nie obchodziły.
– Jakoś mnie to nie przekonuje.
– Może po prostu zmieniła zdanie, przemyślała całą sprawę… Naprawdę, takie rzeczy się zdarzają. Nie sądzę zresztą, żeby Lily powtórzyła swój wyczyn.
– Myślisz, że to przez Pottera? – wysunęła przypuszczenie zamyślona Dorcas.
Alice spojrzała na nią ze zdumieniem.
– Co? Nie! Czemu?
– No bo zobacz, ile ona teraz czasu z nim spędza…
– Dorcas, to jeszcze nic nie znaczy – roześmiała się blondynka.
– Myślę jednak, że coś jest na rzeczy – uparła się Dorcas.
– Nawet jeśli, to nie nasza sprawa. Jeśli zaś się w końcu zejdą, będę za nich trzymała kciuki i życzyła szczęścia. Nie wnikam w to, naprawdę, nie moja sprawa, dlaczego Lily się zdecydowała z nimi pójść. To jej decyzja i jej rozrachunki.
– No wiem, po prostu się… martwię…
– Nie masz czym.
– Alice… Na pewno wszystko w porządku? – spytała dziewczyna, nagle zmieniając temat.
– Tak… Nie może być lepiej. Zakochałam się.


Jak to możliwe, żeby jedna dziewczyna tak dokładnie wtopiła się w tłum uczniów i od czasu ostatniego spotkania nie dawała się znaleźć? Jak to możliwe, że przepadła jak kamień w wodę? Chociaż desperacko błąkał się po korytarzach, usiłując wpaść na nią, nie poszczęściło mu się. Nie było jej nigdzie – ani na posiłkach w Wielkiej Sali, ani w żadnej klasie, ani w szklarni, ani nawet w hogwarckich przejściach. Nie dowiedział się nawet, z którego domu jest, więc nie teraz nie mógł zawęzić obszaru poszukiwań. Rozpaczliwie przyglądał się uczniom wędrującym do klas na każdej przerwie, wypatrując jej czupryny, sylwetki…
Miał jednak pecha.
Albo ona używała zaklęcia kameleona.
Tego dnia jednak pokusił się o zabranie ich mapy. Nie wiedział, ile innych dziewczyn o identycznym imieniu będzie w Hogwarcie, musiał jednak spróbować. Za którymś razem powinien w końcu trafić na tę właściwą, no nie?
Opierając się o ścianę jednego z korytarzy na drugim piętrze, rozwinął pergamin, po czym wyjął różdżkę. Stwierdziwszy, że poza nim nikogo tutaj nie ma – wszyscy inni tkwili w klasach, na lekcjach, które on opuścił – szepnął:
– Uroczyście przysięgam, że knuję coś niedobrego.
Kartka posłusznie pokryła się siatką przedstawiającą Hogwart, pojawiły się na nim również punkciki z imionami i nazwiskami osób błądzących po zamku. Peter przez chwilę je uważnie studiował, by w końcu wyłowić z morza trzy dziewczyny o imieniu Annabeth.
Pozostało tylko je odnaleźć i sprawdzić, która jest tą odpowiednią.


Syriusz naprawdę miał już dosyć marudzenia Jamesa. Ciągle tylko Lily i Lily! Zamiast po prostu do niej podejść, zagadać, zapytać, czy nie pójdzie z nim do Hogsmeade, ten pacan jęczał Łapie do ucha, że jego Lilusia na pewno się nie zgodzi i podobne głupoty. On nie miał problemu z zaproszeniem swojej drugiej połówki na sobotnie wyjście. Willow zgodziła się od razu i bez wahania, więc myślał, że przez resztę dnia będzie miał spokój.
Jak można się tak długo schodzić?!
Przecież widział, że oboje mają się ku sobie, ale ciągle nie robią tego kroku naprzód, żeby wreszcie ze sobą gdzieś wyjść i zacząć budować normalny związek. Rogacz wpadł jak śliwka w kompot już wieki temu, ale Evans… Ona sama chyba jeszcze najwyraźniej nie zdawała sobie sprawy z tego, jak bardzo Jamesowi zależy, że on naprawdę tego chce, że jego propozycje nie należą do głupich żartów – ale chyba i sam jej tego nie ułatwiał. Poza tym Syriusz naprawdę nie był głupi i nie mógł nie zauważyć spojrzeń, jakie pani prefekt rzucała Jamesowi, gdy myślała, że nikt nie patrzy, że gdy za każdym razem mu odmawiała, w jej pięknych, zielonych oczach krył się żal.
Czy naprawdę musiał być osobą, która jej to uświadomi? Ale jeśli nie on, to kto? I będą tak tkwić przez całą wieczność? Przynajmniej on znał i jego, i ją, więc świetnie wiedział, w jaki sposób mógł wykorzystać ich słabości, żeby w końcu jęczenie Jamesa się skończyło.
Stwierdził, że nie znosi roli swatki.


Czy powinien się dziwić, że żadna ze śledzonych Annabeth nie była tą, której szukał? Właściwie to nie czuł nawet goryczy ani rozdrażnienia. Jego umysł wypełniała jedynie rezygnacja. Wychodziło na to, że jego Annabeth nie istniała. Przyśniła mu się czy co? Wymyślił ją? Upił się?
Chyba nie chciał wiedzieć.
Powlókł się smętnie komentarzem z powrotem do wieży Gryffindoru.


– Lily!
Ze zdziwieniem spojrzała na chłopaka, który stanął obok niej. Szóstoklasista, z Hufflepuffu, podobnie jak ona był prefektem. Znała go jedynie z widzenia i usilnie próbowała sobie przypomnieć, jak ma na imię.
Alexander?
Michael?
– Tak?
Jacob?
David?
– Pójdziesz ze mną do Hogsmeade w sobotę?
Matt.
– Przepraszam, nie słuchałam cię, możesz powtórzyć? – Dopiero przypomniawszy sobie jego imię, oprzytomniała i spojrzała na chłopaka. Pierwszym, co zauważyła, były brązowe włosy, poskręcane w niezliczoną ilość loków, niebieskie oczy, zadarty, pokryty piegami nos i wąskie usta wygięte w uśmiechu. Dopiero później przeniosła wzrok na jego czarną szatę z naszywką Hufflepuffu. Podobnie jak ona, miał na ramieniu skórzaną torbę.
– Czy pójdziesz ze mną do Hogsmeade w sobotę? – Cierpliwie spełnił jej prośbę. Pytanie w jego ustach nie zabrzmiało natarczywie, bardziej prosząco.
– Chyba trafiłeś pod zły adres – zażartowała, chcąc go wyminąć. – Chyba mnie z kimś pomyliłeś.
– Nie, nie, czekaj – zatrzymał ją, chwytając za ramię. – Brzmiało, jakbym żartował? Przepraszam. Pytałem poważnie. Pójdziesz ze mną? Zrozumiem, jeśli nie będziesz chciała…
– To bardzo… miłe – stwierdziła ostrożnie, usiłując uspokoić galopadę myśli w swojej głowie. Jakoś dotąd się nie zdarzało, żeby jakiś chłopak poza Potterem chciał ją zaprosić na wspólne wyjście – podejrzewała, że wiele miało to wspólnego z reputacją Gryfona. Czy mogła więc przegapić taki uśmiech losu i odmówić chłopakowi? – Jasne, chętnie z tobą pójdę!
– Super – rozpromienił się. Musiała przyznać, że z tak szerokim uśmiechem było mu do twarzy. – Zatem widzimy się w sobotę, tak?
– Tak – przytaknęła zadowolona.
Gdy tylko chłopak odszedł, niemalże z radości nie wydarła się na cały korytarz, zaciskając pięść w geście triumfu.


– Słyszałem, Evans, że masz randkę?
To z pozoru niewinne pytanie kryło drugie dno. Wyczuła to od razu i zmierzyła Jamesa złym wzrokiem.
– Nawet jeśli, to chyba to nie twoja sprawa? – spytała słodko, odkładając pióro. Spodziewała się długiej batalii, bo też i nie sądziła, żeby Gryfon na tym zakończył.
Pewnie się będzie pieklił, że to nie z nim idę, pomyślała z satysfakcją.
Szybko okazało się, że miała rację.
– W pewnym sensie moja, jako że od lat usiłowałem cię zaprosić do Hogsmeade, a ty uparcie mnie olewałaś – odparł, nie patrząc na nią i podrzucając do góry swój złoty znicz.
– Pomyślałeś może kiedyś, Potter, że sposób zadawania pytania też ma znaczenie? – Na razie jeszcze zachowywała spokój.
– Co ty w nim widzisz?
– Naprawdę mam wymieniać? – Uśmiechnęła się złośliwie.
– Tak.
– No cóż – zaczęła – jest przystojny, jest miły, uprzejmy… A, i nie zapominajmy o najważniejszym: nie jest bufonem!
– Evans, to naprawdę boli – mruknął. – Też jestem przystojny, miły i uprzejmy, a już na pewno nie jestem bufonem! – Usiadł gwałtownie na kanapie, przodem do niej.
– Nie?
– Nie!
– Przyznaj po prostu, że jesteś zazdrosny. – Nadal się uśmiechała. Najszerzej, jak potrafiła.
– Niby o kogo? – parsknął. – Nie rozśmieszaj mnie, Evans. Po prostu już mu współczuję…
Tylko spokojnie…

– Nie masz prawa oceniać ludzi – wycedziła. – To moja sprawa, z kim idę, a z kim nie, nic ci do tego.
– Ty w takim razie również nie powinnaś mnie oceniać, zwłaszcza że patrzysz jedynie przez pryzmat tego, co robiłem przez ostatnie lata – odparł spokojnie, zdając się nie dostrzegać, że Lily kipi złością.
– Ach tak? Wiesz co, Potter, jakoś nie widzę zmian! Nic się zupełnie w twoim zachowaniu nie zmieniło! – wypaliła bez zastanowienia. – Ach, nieważne, po prostu nic ci do tego!
Wstała, zebrawszy ze stołu swoje rzeczy.
– Żebyś tylko potem nie przybiegła do mnie z płaczem, że ten chłopaczek cię skrzywdził!
On też wstał.
– Pierwszy raz w życiu mam normalne wyjście z kimś innym do Hogsmeade! Nie musisz tego psuć! A może jeszcze mi powiesz, że byłeś zazdrosny o każdego chłopaka, który próbował do mnie podejść?!
– Oczywiście, że byłem – prychnął. – Evans, od ilu lat próbuję cię namówić na to, żebyś wreszcie ze mną wyszła? I miałbym pozwolić im sprzątnąć mi cię sprzed nosa?
– Potter! – wrzasnęła, nie przejmując się tym, że mają widownię. – Nie jestem twoją zabawką, jasne?! Nie jestem twoją własnością! Odwal się od mojego życia! To tylko i wyłącznie moja sprawa! Po prostu… argh! – warknęła. – Nie wtrącaj się, rozumiesz?!
Odwróciła się i uciekła, zaczynając płakać już w drodze do dormitorium.


Dzień był chłodny i wietrzny, lecz całkiem przyjemny, gdy miało się na sobie ciepłą kurtkę. Wychodzący do Hogsmeade uczniowie radośnie dyskutowali i rozprawiali na temat miejsc, które odwiedzą, ucieszeni perspektywą spędzenia dnia poza szkołą. Syriusz obserwował ich bez słowa, oparty o zamkową bramę. Umówił się z Willow, że się spotkają równo o dziesiątej i pójdą razem.
Nie musiał długo czekać, sylwetka dziewczyny ukazała się w tłumie już minutę później.
Dziewczyna przywitała go całusem w policzek, po czym chwyciła go za rękę, z uśmiechem ciągnąc w dół drogi.
– To dokąd idziemy najpierw? – spytał, nie oponując.
– Trzy miotły? Napiłabym się kremowego piwa – wyznała, przytulając się do jego boku.
Uśmiechnął się wyrozumiale w odpowiedzi. 
– Co tylko zechcesz. 


– James, rozchmurz się! – Lupin poklepał przyjaciela z rozmachem w plecy, maszerując wraz z nim i milczącym bardziej niż zwykle Peterem tą samą drogą, którą pół godziny wcześniej szli Syriusz i Willow.
– Luniaczku, doceniam twoje dobre intencje – Rogacz przewrócił oczami – ale naprawdę nie jestem w nastroju. Jak to się stało, że nawet Łapa ma randkę, a moją zwinął jakiś Puchon?!
– Dobra, już się tym tak nie podniecaj, jedno wyjście razem jeszcze nic nie znaczy. – Remus wzruszył ramionami. – Musiałeś się z nią o to kłócić? Poza tym gdybyś ją zaprosił wcześniej, może byś z nią teraz był.
– Nie przypominaj mi – jęknął James. – Wystarczy mi świadomość, że mnie traktuje jak powietrze lub unika, wszędzie gdzie tylko może. Z wami rozmawia. Ze mną nie.
– Nie gorączkuj się – odparł Lunatyk. – Nawarzyłeś sobie piwa, to teraz je wypij. 
– Niby jak?
– Nie wiem, przeproś ją? Daj jej wielki bukiet kwiatów? Takie rzeczy działają na kobiety.
– To nie takie proste – westchnął.
– Spróbować zawsze warto. Sądzę, że ona raczej nie zrobi pierwszego kroku.
– Raczej nie, bo pewnie teraz i tak świetnie się bawi z tym całym Mattem… – stwierdził sarkastycznie. – Dobra, chodźmy do Zonka, chcę o tym wszystkim choć na chwilę zapomnieć.


Lily wcale nie bawiła się na swojej randce z Mattem tak dobrze, jak myślał James. W porządku, Puchon na nią poczekał pod zamkiem, po czym poszli razem do wioski, zgodnie stwierdzając, że „Trzy miotły” będą dobrym miejscem, żeby się w nim zatrzymać.
Zamówili dwa piwa kremowe, usiedli w kącie – i tu się zaczął problem. Nie wiedzieli zupełnie, o czym rozmawiać, a rozpoczęta wymiana zdań szybko się urywała. Po wyczerpaniu listy wspólnych tematów oboje poczuli się niezręcznie.
– To… Jak to się stało, że zaprosiłeś właśnie mnie? – zagadnęła wreszcie, upijając ostatni łyk piwa. Wciąż miała podły humor i usiłowała go zagłuszyć, jak tylko mogła.
Wzruszył ramionami.
– Podobałaś mi się od dłuższego czasu – wyznał. – Po prostu wcześniej nie miałem odwagi, żeby zagadać. Taka poważna pani prefekt, siejąca grozę… A dokoła Huncwoci jako eskorta – zażartował.
– Daj spokój, nie jestem aż taka straszna! – Żartobliwie szturchnęła go w ramię. – Jestem bardzo miłą osobą! Po prostu nie wszystkim to okazuję…
– Widać – odparł z łobuzerskim uśmiechem. – Jeszcze piwa?
– W sumie… Poproszę – odparła nieco wbrew sobie.
– Kiepski dzień? – spytał współczująco, zamawiając kolejną butelkę piwa.
– Żeby tylko dzień… Cały tydzień był koszmarny.
Oparła głowę na rękach, pozwalając, żeby włosy opadły niczym kurtyna, zasłaniając jej twarz. Wbiła wzrok w wypolerowany blat stołu; liczyła widoczne na nim słoje.
– Przepraszam. Nie powinienem był pytać.
Podniosła głowę, obdarzając chłopaka bladym uśmiechem.
– Nie powinieneś. Ale to nic.
– Masz. – Podsunął jej kolejną butelkę kremowego piwa. Bez wahania nalała sobie całą jej zawartość do kufla i wypiła jednym haustem, tak szybko, że prawie się zachłysnęła.
– Mam słabą głowę. – Skrzywiła się. – Możliwe, że będziesz musiał mi pomóc dojść do zamku, bo mam straszną ochotę się upić.
– Aż tak źle?
– Aż tak.
– W takim razie pij. Zaniosę cię potem w razie czego.
– Obiecujesz?
– Obiecuję.
Piła, wierząc mu na słowo.


Nie mógł uwierzyć, że w końcu szczęście się do niego uśmiechnęło!
Odnalazł ją! Tutaj, w Hogsmeade! Zakrawało to na prawdziwy cud, zwłaszcza po tylu dniach bezowocnych poszukiwań w zamku.
– Annabeth!
Włosy koloru pszenicy lśniły w listopadowym słońcu, kiedy odwracała głowę, by na niego spojrzeć. Zaraz potem rozpromieniła się. Pamiętała go! Pamiętała! Poczuł, jak szybko bije mu serce.
Już się zdążył pogodzić z tym, że mu się jedynie przyśniła, a tu proszę! Miał ją przed sobą, żywą, realną; wyglądała identycznie, jak wtedy, na korytarzu, gdy na nią wpadł.
– Peter! Co tu robisz? – spytała. Jej głos brzmiał niesamowicie dla ogłupionego Szczura. 
– Ja… Szukałem cię – wyznał. – Nie mogłem cię znaleźć w Hogwarcie! Gdzie byłaś?
– Głuptasie – roześmiała się. – Ja nie istnieję.
– Ty nie istniejesz… J-jak to?! – zająknął się. – Przecież tu stoisz… Mówisz do mnie…
– To nie znaczy, że jestem prawdziwa. – Pokręciła głową.
– P-po prostu p-powiedz m-mi, d-do k-którego d-domu n-należysz… Znajdę cię… – wydukał, rumieniąc się aż po korzonki włosów.
– Do żadnego, Peterze. Mówiłam ci to już. – Obdarzyła go smutnym uśmiechem. – Muszę iść.
– A-ale… Czekaj! – Rozpaczliwie chciał ją zatrzymać.
Odwróciła się jeszcze na chwilę, żeby obdarzyć go szybkim całusem w policzek, po czym odeszła.


– Wreszcie jesteś! – Uśmiechnął się z ulgą, gdy tylko ją zobaczył.
Zbiegała z ostatnich stopni, już wręczywszy Filchowi swoją zgodę, i dopinała dopiero kurtkę. Potknęła się, nie zauważywszy, że nie zawiązała dobrze sznurowadeł swoich glanów. Niechybnie by zaliczyła spotkanie pierwszego stopnia z ziemią, gdyby jej nie złapał. Przez chwilę ją tak trzymał – ona była niezdolna do tego, żeby przestać patrzeć w jego oczy, on do tego, żeby ją wypuścić z uścisku. Gdy w końcu doszedł do wniosku, że powinien przestać obejmować jej talię, od razu zaprotestowała, przysuwając się jeszcze bliżej i zarzucając mu ręce na szyję. 
– Al, jeszcze nawet nie dotarliśmy do Hogsmeade – zwrócił jej uwagę, nie mogąc jednak oprzeć się sile jej śmiechu.
– Przeszkadza ci to? – spytała cicho. – A może mam się odsunąć?
– Myślę, że nie będzie takiej potrzeby. – Obdarzył ją kolejnym uśmiechem, po czym pochylił się, żeby ją pocałować.
Ciągle było im mało.

21 komentarzy:

  1. Chyba wszyscy lubili Filchowi robić jakieś kawały jak Alice też postanowiła coś mu zrobić. Dostała szlaban. Ale według uczniów w porównaniu z tym co zrobiła Lily to te łajnobomby u Filcha to nic takiego. No i ciekawe w kim Alice jest zakochana.
    Peter długo szukał Annabeth. Ale jak już użył do tego mapy Huncwotów to bardzo musiało mu zależeć na odnalezieniu jej. Może rzeczywiście się ukrywała. Ale po tym co było w Hogsmeade to chyba bardziej jestem za tym, że to jest jakiś wytwór jego wyobraźni albo jakaś wyśniona przez niego osoba.
    Lily. Umówiła się na tą randkę z Mattem, ale i tak dobrze się na niej nie bawiła. Jej przyda się poukładanie tego wszystkiego i zastanowienie się nad swoimi uczuciami. Jeżeli kocha Jamesa to może powinna ten jeden raz się z nim umówić, spędzić z nim trochę czasu i przekonałaby się jaki on jest. A jeżeli nie to niech go w spokoju zostawi i niech umawia się z kim chce. A James też powinien ją pierwszy zaprosić jak tak chciał. Gdyby tak zrobił to może by się zgodziła albo nie, ale przynajmniej by spróbował ten kolejny raz.

    Czekam na kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że wszyscy lubili robić mu kawały, w końcu to Filch, stworzenie specyficzne i złośliwe:D Bo czymże są łajnobomby w porównaniu z Rogatym Wyczynem? Niczym! :D
      Mmm, wszakże sama Annabeth wyraźnie mu coś sugeruje... Szczur jest jednak zbyt zdesperowany.
      Masz rację, jednakże Lily to Lily - dużo wody w rzece upłynie, zanim ona wreszcie się przyzna, że coś do Jamesa czuje. No ale cóż. :D

      Dziękuję za komentarz,
      pozdrawiam!

      Usuń
  2. Ooo... Biedni chłopcy. Nie wiem, którego żałuję bardziej- Jamesa i Petera czy Syriusza bo mu Rogacz smęci do ucha XD Rozdział bardzo fajny i zapraszam do mnie na nowy rozdział http://evansuszm.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja w sumie też nie wiem, kogo mi bardziej żal, więc najlepiej chyba żałować obu w równym stopniu. XD

      Usuń
  3. O, było znacznie wiecej o poszczególnych bohaterach, co naprawdę mi sie spodobało. Pierwszy fragment dobry, miło było poczytać o relacjach Gryfonek, choc jak tak nagle Dorxas przeszła na temat Alice, to było zbyt gwałtownie wg mnie, mogłaś dać w opisie, zd D zauważyła zmianę w Alice i stad to pytania. Zastanawia mnie, czemu Lily tam traktuje Jamesa, skoro juz nawet inni widza, zd często na niego patrzy itd. Dlaczego nadal tak na niego warczy? Rozwaliło mnie, ze w rozmowie z nią Potter najpierw powiedział,ze nie ma o co byc zazdrosny, a pozniej, Że jak ma nie byc, skoro na randkę z innym sie tak szybko zgodziła. Ten matt w ogole mi nie odpowiada, szczegolnie przez to, ze pozwolił jej sie tak spic, czuję,ze on nie ma dobrych zamiarów. Chętnie bym sie dowiedziała, jak tam Syeiusz radzi sobie z willow ;). No i o co chodzi z ta annabeth? Bardzo ładnie pokazałaś rodzące sie uczucie miedzy Alice i Frankiem. Ach :):). Zapraszam Cie na świeżo dodany rozdział ósmy do mnie - zapiski-Condawiramurs.blogspot.com :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie stąd były te pytania, myślałam, że to wystarczająco zaznaczyłam - Alice była dosyć rozkojarzona, zupełnie jak nie ona, więc logiczne, że Dorcas to zauważyła. :D Bo to jest Lily, hehe. Nie potrafi się przyznać, że cokolwiek do niego czuje, więc nie spodziewajmy się po niej zbyt wiele. XD A ja Matta lubię, on jest słodki. :3
      A do Ciebie zajrzę niedługo, tylko muszę znaleźć czas, żeby to solidnie skomentować.
      Pozdrawiam!

      Usuń
  4. James. Kochany, słodki, cudowny, CIEPRIĄCY James. Czekam tylko, aż Lily przejrzy na oczy i zauważy, a co ważniejsze, przyzna się przed sobą, że on się zmienił, a ona czuje w stosunku do niego coś więcej niż wieczną irytację.
    Syriusz i Willow. Z niewytłumaczalnych powodów lubię ich razem i szczerze im kibicuję.
    Remus. Czasem mam wrażenie, że jest taką uroczą, huncwocką maskotką. Szczególnie w pełnię! A tak na serio - to kolejna postać, którą kocham całym sercem i cieszę się, że nie pakujesz go w jakieś miłosne relacje. W końcu ile można? :P
    Ach, jeszcze Alice! Mam nadzieję, że obściskiwała się z Frankiem - bo oni są dla siebie stworzeni!

    Jeszcze na zakończenie - kocham to opowiadanie! Nie dość, że jest napisane dość poprawnie, to w dodatku widać, że masz wszystko przemyślane. Tylko jedno "ale"
    - króciusieńkie rozdziały! A przerwy między nimi - dwutygodniowe...

    Życzę weny!
    Pozdrawiam,
    Cecily

    P.S. Szczęśliwy Rogacz to szczęśliwa ja. Nie chcesz dać nam obojgu trochę radości w życiu? ;)

    P.P.S. Zapraszam do mnie: http://tajemnicehistoriihogwartu.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. NIC MI NIE MÓW. Właśnie skończyłam pisać Łanię, TAK, DOTARŁAM DO EPILOGU i chce mi się ryczeć i w ogóle świat jest okrutny. No. Bardzo. :CCC
      A tak na serio, w grudniu rozdziały będą częściej, cieszysz się? :D W sumie potem mogę na serio rozważyć publikowanie co tydzień, bo w końcu mam wszystko napisane. Zobaczy się się.
      W ogóle przeczytałam ten komentarz i mi się tak bardzo cieplutko na serduszku zrobiło. <3
      He. Hehehe. Już niedługo, JUŻ NIEDŁUGO. Myślę, że 13 Ci się spodoba. :3
      O, to świetnie, bo byłam ciekawa, jak zareagujecie, czytając o Syriuszu z niekanoniczną postacią. Miło czytać. :3
      Remus po prostu mi do nikogo nie pasuje, chyba nie ma dość dobrej dziewczyny dla niego ;oooo Także do samego końca pozostanie forever alone, ale myślę, że to najlepsze rozwiązanie. XD
      Tak, obściskiwała się z Frankiem. I tak, też uważam, że są dla siebie stworzeni. <3

      Dzięki, bo ja sama momentami czułam, że nad tym totalnie nie panuję. XD Naprawdę się jednak cieszę, że komuś się to coś podoba. <3

      Wena dzisiaj była, ale dziękuję, przyda się na inne opowiadania!

      Na pierwszego PSa już odpowiedziałam. A z drugiego skorzystam jutro, bo dzisiaj za wiele emocji xD

      Pozdrawiam, dziękuję ślicznie za komentarz <3

      Usuń
    2. I z wrażenia aż powtórzyłam dwa razy "się" w ostatnim zdaniu pierwszego akapitu. :C I nasadziłam powtórzeń. Merlinie. Kończenie opowiadań chyba jednak źle na mnie wpływa. XD

      Usuń
    3. Dlaczego 5 grudnia jest tak późno - teraz już w ogóle będę chodzić po ścianach opętana myślą, co będzie w 13 ;) I ooo tak, cieszę się jak głupia, że rozdziały będą częściej - czekanie to najgorsza tortura!
      Dziękuję za Remusa! Uważam, że jego postać straciłaby wiele, gdyby była wplątana w jakiś romans.
      I zaczynam bać się epilogu... Czuję, że to bardzo prawdopodobne, że umrę od nadmiaru feelsów... Ale cieszę się z Tobą, że udało Ci się skończyć ^^ Możesz być pewna, że będę się tu pojawiać regularnie i z niecierpliwością czekać na kolejne części!

      Pozdrawiam,
      Cecily

      Usuń
    4. W 13 będą same niespodzianki! Mogę tylko zdradzić tytuł rozdziału, ale nic więcej. Trzeba poczekać do piątego, bo mam publikację w grudniu starannie zaplanowaną, nic się nie dzieje przypadkiem! :>
      Do usług. <3
      Ja sama umarłam od nadmiaru feelsów i ryczałam jak głupia, naprawdę. XD Zresztą sami się przekonacie. :> Dziękuję z całego serducha, cieszę się, że komuś się te wypociny podobają! <3

      Pozdrawiam,
      Katja

      Usuń
    5. O tak, proszę, obdarz mnie choć tą drobną radością poznania tytułu! :D
      Czyżby w grudniu akcja rozdziałów miała iść równolegle do naszego aktualnego kalendarza? Byłoby niesamowicie!
      Dobrze, już milczę, nie namawiam do spoilerowania własnego opowiadania, ale wiedz, że ciekawość mnie zżera...

      Pozdrawiam,
      rozentuzjazmowana Cecily

      Usuń
    6. 13. Król i Lwie Serce. Inspirowane piosenką Of Monsters and Men - King and Lionheart. :>
      Tak, dokładnie tak, dlatego musiałam nieco zmienić kalendarz publikacji... Ale chyba wyjdzie to na dobre, tak myślę. :>
      Oj, znam to, ale naprawdę nie będę spojlerować, bo wszystko zupełnie zepsuję i nie będzie niespodzianki! :D

      Pozdrawiam,
      szczerząca się do ekranu Katja

      Usuń
    7. Jej, ta piosenka jest świetna! I teledysk... Cudo! Teraz w mojej głowie krąży milion teorii, jak tytuł jest związany z treścią rozdziału! :D
      Co z tego, że muszę czekać - kocham cię za takie rozplanowanie publikacji! Dzięki temu będę miała jeszcze bardziej magiczne święta ^^

      Pozdrawiam,
      już umierająca ze szczęścia (i generująca spam jak mało kto) Cecily

      Usuń
    8. Katja.... Skoro skończyłaś już pisać Lanie... To proszę powiedz mi, ile rozdziałów bedzie... Bo ja się muszę psychicznie przygotować ;)

      Usuń
    9. @ Cecily: pomyśl, kto może być królem, a kto lwim sercem i w jakich okolicznościach może się to wydarzyć... Może ci to coś podpowie. :D
      O tak, święta tym bardziej będą magiczne, że huncwockie! Kolejny rozdział w ogóle chciałam dać 6 grudnia, bo mikołajki, ale stwierdziłam, że równie dobrze to może być piąty. :>

      Pozdrawiam,
      zachwycona spamem Katja :>

      @ Cond: Ilość rozdziałów to spoiler, więc go nie zdradzę! Dowiecie się, kiedy nadejdzie ten moment! :>

      Usuń
  5. Coś tak czuje, że ten Matt (tak on sie nazywał?) coś knuje... Hmmm, bo wydaje mi sie to troche podejrzane, ale co tam.. :D
    Potter! Nasz kochany Jamesiku Potterku! Przeproś Liluś za twoje zachowanie! A nie, że sie bedzie na nią fochał, bo poszła do Hogsmeade z kimś innym! On i ta jego chora zazdrosc -,- Ale to przynajmniej najlepsza oznaka tego, że ją kocha! <3 <3 :D Kisssskiii, lofffffki i usssssciskiii :D :P xd
    Życze weny i pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale przecież on ją tylko zabrał do Hogsmeade i pozwolił się upić... Czemu miałby cokolwiek knuć? XD
      No w sumie coś w tym jest, James czasami zachowuje się jak baba... :O
      Dzięki wielkie, również pozdrawiam! :D

      Usuń
  6. Cudowny blog! Strasznie mi się podoba!!! Na początku miałam problem, bo poprzednie ostatni raz czytałam chyba z dwa tygodnie temu!!! U mnie dwa dni przerwy to dużo, bo czytam po pięć blogów na dzień i potem mam problemy z pamięciom!!! Musiałam wszystko czytać od początku, ale trudno!!! Zapraszam do mnie.

    Pozdrawiam i życzę weny,
    Czarna Dama
    z bloga
    Harry Potter i Spółka Dziedziców.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To taka sugestia, żeby rozdziały były częściej? ;p

      Pozdrawiam,
      Kat

      Usuń
  7. Cześć :)
    Tytuł taki piękny, że aż nie mogę doczekać się reszty rozdziału.
    Widzę, że to sezon na mecze i wyjścia do Hogsmeade ;p Bardzo dobrze, pogoda nie dopisuje, uczniowie są markotni, więc trzeba ich trochę zmotywować.
    Czujna Dorcas wszystko wywnioskowała sama. Alice nie okazała się w tej sytuacji zbyt pomocna, ale cóż z tego, skoro Meadowes i tak dała radę? :)
    Knujący Peter BARDZO mi się podoba. Przyda mu się trochę charakteru!
    Postawa Syriusza też była całkiem zrozumiała. Jego samego nie ciągnie do miłości i związków, ale wyraźnie widzi męki przyjaciela, chociaż ich nie rozumie. Syriusz jako swatka? Już nie mogę się doczekać :)
    Ech, nie popieram romansów Lily, które zawierają w sobie kogoś innego niż James. Jestem fanką Jily, dlatego jakakolwiek konkurencja odpada w przedbiegach, więc nawet jeśli ten Matt-czy-jak-mu-tam okaże się idylliczny i wspaniały, to i tak jestem po stronie Pottera :)
    Szkoda, że się z nim pokłóciła... To znaczy, reakcja Jamesa na randkę Lily była łatwa do przewidzenia, ale szkoda, że Evans widzi w tym wszystkim tylko to, co chce widzieć. No ale nic, przed nimi jeszcze wiele okazji :)
    I bardzo dobrze, że Puchon nie okazał się randką idealną! Lily powinna wreszcie zrozumieć, że liczy się dla niej James i tylko James, o ile oczywiście Huncwot posłucha mądrych rad Remusa i się ustatkuje... No, ale Evans upijająca się piwem bezalkoholowym to mimo wszystko średnia perspektywa.. :)
    Wątek Petera jest niesamowicie smutny, ale dobrze, że go poruszyłaś. Nie można zapominać, że Peter Pettigrew też był Huncwotem!
    Końcówka była słodka i intrygująca, miło się czytało.
    Podsumowując, rozdział obfitował w uczucia i wskazówki, dlatego tym bardziej jestem ciekawa, co będzie dalej :)
    Z pozdrowieniami
    Eskaryna

    OdpowiedzUsuń

Czarodzieje