piątek, 6 listopada 2015

11. Echo Rogatego Wyczynu

Rozdział z dedykacją dla Condawiramurs. Kochana, dziękuję za to, 
że z taką wytrwałością czytasz wszystkie rozdziały i jeszcze je komentujesz... 
Jesteś niesamowita, naprawdę.

Jeszcze zanim Severus w ogóle zdążył dojść ze swojego dormitorium do skrzydła szpitalnego po wysuszeniu pokoju, Wielka Sala już huczała od plotek. Trwała pora śniadaniowa, lecz uczniów bardziej niż jedzenie zajmowały dyskusje o tym, że pokój Ślizgonów został zalany, że Snape ma na głowie olbrzymie poroże, że to prawdopodobnie sprawka Huncwotów, że w dodatku była z nimi Evans, ta Lily Evans… Doszły do tego jeszcze pogłoski, że towarzyszyła im Alice, a niektóre wersje opowieści o nocnym zdarzeniu dodawały także, że w łazience Ślizgonów czaił się olbrzymi troll, którego musiała unieszkodliwić McGonagall.
Jednak, niewątpliwie, Rogaty Wyczyn stał się wydarzeniem tygodnia, jeśli nie miesiąca. Wchodzącą do jadalni grupę Huncwotów przywitano burzliwymi oklaskami, a gdy przy stole Gryfonów pojawiła się zdziwiona Lily Evans, wszyscy zebrani w pomieszczeniu poza nauczycielami i paroma wyjątkami wstali, wyrażając swoją aprobatę kolejnymi oklaskami oraz gwizdami.
Prawda była taka, że nikt w Hogwarcie szczególnie nie przepadał za Severusem Snapem. Tolerowano go, to prawda, ponieważ był bardzo inteligentny i uzdolniony. Jednakże jego odpychający wygląd i charakter skutecznie go zrażały do większości osób, które próbowały nawiązać z nim jakikolwiek kontakt. Choć nienawidził z tego powodu Jamesa Pottera, również i jego uważano za bufona. Jednakże, nie tak jak w przypadku Gryfona, nic nie mogło zamaskować jego poczucia wyższości. Nie miał w sobie ani charyzmy, ani nie był przystojny, ani nie zależało mu na przyjaciołach.
Krótko mówiąc: nikt go nie lubił.
Z tego też powodu każdy, kto ośmielił się mu wyciąć jakiś dowcip, zasługiwał w oczach hogwartczyków na najwyższe uznanie, zwłaszcza jeżeli był Huncwotem i słynął z wysadzania szkolnych toalet.
A jeżeli w to dzieło włączyła się Lily Evans… Ruda spodziewała się, że jej autorytet jako prefekta przestanie istnieć po tym, jak dostała szlaban u McGonagall, lecz, ku swojemu zdumieniu, pomyliła się. Wszyscy raczej gratulowali jej pierwszego w życiu złamania regulaminu i genialnego pomysłu zatopienia dormitorium Snape’a. Przyjęła to wszystko ze zdziwieniem, ale też i zakłopotaniem, nieprzyzwyczajona do tego, żeby być na ustach całej szkoły.
Odtąd jednak oficjalnie już nazywano nocny incydent Rogatym Wyczynem.
– Lily! – krzyknęła entuzjastycznie Dorcas, kiedy dziewczynie już udało się opędzić od gapiów i usiąść. – To było świetne!
– Dzięki – mruknęła, częstując się tostem. Była niewyobrażalnie głodna i niewyobrażalnie zmęczona; nieprzespana noc dała jej się solidnie we znaki.
– Mogliście mnie zabrać ze sobą! – Meadowes wykrzywiła usta w podkówkę, jak małe dziecko, które chce lizaka.
– Nie, dzięki, jedna dziewczyna wystarczyła, żeby wpaść na McGonagall – odparł żartobliwie Syriusz.
Lily spojrzała na niego z niedowierzaniem.
– Nie wmówisz mi, że to moja wina!
– Żartowałem, wyluzuj, Evans. – Machnął beztrosko ręką. – Jeden szlaban w tę czy w tamtą nie robi mi różnicy.
– Który to już? – zastanowił się Remus. – Tysięczny?
– Luniaczku, tych szlabanów było stanowczo zbyt dużo, żeby dało się je zliczyć – roześmiał się James. – Bardziej mnie zastanawia, co po tych dziergatkach uszykowała dla nas McGonagall… Znając ją, raczej nie będzie to porządkowanie kartoteki Filcha.
Szlaban… Ruda poczuła, że jej żołądek zwija się w supeł. Świadomość, że musi odbyć karę, razem z Huncwotami, była co najmniej dziwna. Co jej odwaliło, żeby się w to pakować?!
Ach, no tak. Zemsta.
Podczas nocnego zajścia opanowała ją całkowicie adrenalina, przestała zważać na to, że łamie regulamin i że nie powinna tego robić, przecież nienawidziła podobnych rozrachunków. Myślała, że może przenosić góry.
Jednakże w chłodnym świetle poranka wydawało jej się zupełnie inaczej, powróciły wątpliwości. Czy na pewno powinna się zniżać do jego poziomu, do ich poziomu? Nie powinna raczej pozostać dumna i niedostępna? Żałowała, że w ogóle do tego doszło, żałowała, że Severus musiał zachować się jak idiota. Byli przecież przyjaciółmi... Co w ogóle sprawiło, że odrzucił ich znajomość? Jak to w ogóle się stało, że odszedł? Czy zrobiła coś złego? Wiele razy się nad tym zastanawiała, gdy płakała, wtulając twarz w poduszkę. Nigdy jednak nie potrafiła sobie sama na te pytania odpowiedzieć, zawsze odbijały się nieznośnie echem w jej głowie. Nie miała już na to siły, nie chciała się dłużej użerać z poczuciem winy i pustki, które odnajdywały drogę na nowo do jej umysłu, gdy tylko go widziała.
– Damy radę. – Black lekceważąco machnął ręką i wrócił do wylizywania po psiemu swojej miski po owsiance. – Nie takie rzeczy się robiło. Hej, Evans, jesteś blada. Żyjesz?
– Co? – Ocknęła się z własnych myśli. – Um, tak, wszystko w porządku.
– Przerażona perspektywą szlabanu? Daj spokój, Lily, to nic takiego. Świat się nie zawalił ani nikt ci nie odebrał odznaki. Patrz, ja też ją nadal mam, o dziwo. – Remus uśmiechnął się do niej ciepło. – Byłem z tymi wariatami wiele razy na podobnych schadzkach i spora część z nich skończyła się szlabanem… Ale to nie powód, żeby się przejmować. – Poklepał ją po plecach. – To tylko szlaban. Nie żadna plama na honorze.
– Przepraszam, po prostu nie umiem się do tego przyzwyczaić. Przecież wiesz, że dotychczas się nie pakowałam w kłopoty, wręcz przeciwnie, to ja byłam osobą wymierzającą karę – wyjaśniła, biorąc z tacy jabłko i podgryzając je. – Rozumiesz, dobry policjant zmienia się w złego.
– Policjant? – Lupin nie wyglądał, jakby zrozumiał, za to na jego twarzy pojawiła się fascynacja. – To jakaś funkcja w świecie mugoli, no nie? Jakiś strażnik?
– Stróż prawa, tak to ujmijmy – odparła.
W tej samej chwili rozległ się szum, do sali wlatywały sowy niosące pocztę. Lily nie spodziewała się żadnego listu, gdyż dopiero co wysyłała wiadomość do rodziców. Za to na talerz Jamesa upadła czerwona koperta. Huncwoci zamilkli, domyślając się, że to wyjec.
– Idź to otwórz w holu… – zaproponował cicho Syriusz, patrząc na przyjaciela ze współczuciem.
– Nie zdążę. – James pokręcił głową. Sekundę później koperta samoczynnie się rozerwała i głosem matki chłopaka wykrzyczała na całą salę:
– JA CI DAM SZWENDANIE SIĘ PO NOCACH I ZATAPIANIE DORMITORIÓW, PRAWIE PRZYPRAWIŁEŚ OJCA O ZAWAŁ, POCZEKAJ, AŻ SIĘ ZOBACZYMY, MUSIMY NA POWAŻNIE POROZMAWIAĆ I NIE MYŚL, ŻE SIĘ OD TEGO WYMIGASZ, MUSISZ PONIEŚĆ KARĘ I WRESZCIE ZROZUMIEĆ, ŻE NIE MOŻESZ W NIESKOŃCZONOŚĆ PŁATAĆ INNYM FIGLI, ZACZNIJ SIĘ W KOŃCU UCZYĆ, INACZEJ ZABIORĘ CI MIOTŁĘ I ZAMKNĘ JĄ W SCHOWKU AŻ DO KOŃCA SIÓDMEJ KLASY!
Wreszcie zamilkła, a w wielkiej sali znowu rozległy się głosy uczniów – jakby mieli mało do komentowania.
– Nie przejmuj się, Rogaczu, do świąt zapomni – pocieszył go Łapa.
– Nie wiem, jak ona się o tym dowiedziała tak szybko i chyba nie chcę tego wiedzieć – mruknął James. – Straciłem apetyt, idę się przejść.
Niespokojnie patrzyli, jak się oddala.


Starała się bardzo skupić na lekcjach, lecz z powodu niewyspania nie szło jej to zbyt dobrze. Większość przedmiotów przespała lub przetrwała ledwo przytomna, a na eliksirach nawet dodała do wywaru powodującego melancholię złe składniki, wskutek czego musiała cały wylać. Doszła jednak do wniosku, że powtórzyłaby swój wyczyn, nawet gdyby wiedziała, że przyjdzie im wpaść na McGonagall. Wydawało jej się, że nawet nauczyciele patrzą na nią inaczej – ale tylko wydawało. Żaden z nich nawet słowem nie skomentował zajścia.
Za to uczniowie traktowali ją z jeszcze większym respektem i bardzo się starali w żaden sposób nie podpaść. Nawet Huncwoci – no może nie licząc Remusa – zaczęli ją traktować bardziej poważnie.
Naprawdę nie żałowała.


Lily uświadomiła sobie, że za pół godziny rozpoczynał się jej szlaban. Z ciężkim westchnieniem zwlokła się z kanapy przed kominkiem w pokoju wspólnym Gryfonów i powędrowała do swojego dormitorium, by założyć jakieś cieplejsze i wygodniejsze rzeczy. Nie wiedziała, co przyjdzie jej robić podczas szlabanu, ale podejrzewała, że szkolna szata będzie bardziej przeszkadzać niż pomagać.
Wciągnęła na siebie stare, wysłużone dresowe spodnie nieokreślonego koloru, do tego założyła żółtą koszulkę z napisem: „I’m pretty, my mum is pretty and my dad is… lucky!” oraz bluzę. Zbiegła wreszcie po schodach, by pod portretem Grubej Damy napotkać Huncwotów.
– Gotowa na pierwszą batalię? – zażartował Remus, machając do niej.
Przytaknęła, w ślad za Syriuszem przechodząc przez dziurę.
Podążyli do gabinetu McGonagall – o dziwo przybyli na czas. Zapukawszy, weszli do środka i stanęli w karnym rządku przed biurkiem nauczycielki, przeglądającej dotąd, zdaje się, prace uczniów.
– Punktualnie i w komplecie, to chyba jest wyczyn jak na was – skomentowała. Jej oczy błysnęły surowo zza okularów. – Profesor Slughorn prosił, żeby ukarać was bardziej surowo, chyba nie był zachwycony, że wpędziliście jego wychowanka w kłopoty. Ostatecznie jednak to ja jestem opiekunką waszego domu i ja decyduję. Pójdziecie z gajowym Hagridem do Zakazanego Lasu.
– W jakim celu? – odważyła się spytać Lily.
– Dowiecie się tego na miejscu. Jakieś inne pytania? – Nikt się nie odezwał. – Nie widzę. Wobec tego uciekajcie.


– Siemka, James, Syriuszu… Remusie, nawet ty? Peter… I Lily… Ten teges… Wasz profesor od eliksirów potrzebuje kilku składników, które można zdobyć tylko w Zakazanym Lesie – wyjaśnił niezręcznie Hagrid, kiedy do niego dotarli. Stali przed ścianą drzew, która teraz, po zmroku, wydawała się przerażająca. Nawet wąski sierp księżyca nie mógł rozświetlić ciemności – ani tym bardziej wątłe światło wyczarowane przez ich różdżki. Większą nadzieję dawały dwie latarnie, które gajowy trzymał w potężnych łapach. – Macie różdżki?
Przytaknęli, wydobywając je z kieszeni i zakamarków szat. Brytan u stóp Hagrida zawarczał.
– Czego mamy szukać, Hagridzie? – odezwała się Lily, otulając się ramionami. Żałowała, że nie wzięła kurtki.
– Tu macie listy i torby. – Gajowy wyciągnął z kieszeni dwa pomięte kawałki pergaminu i jeden z nich podał Lily, a drugi Remusowi, podobnie uczynił z torbami przewieszonymi przez ramię. Jedną z nich zostawił dla siebie. – Podzielicie się na trzy grupy, tak będzie szybciej, bo trochę tego jest… James, pójdziesz z Lily… Remus z Peterem… Ja z Syriuszem… No… Mam nadzieję, że się rozczytacie.
– Czego mamy się tam spodziewać? – spytała Ruda nieco piskliwym głosem.
– Bez obaw, tam teraz nyc nie ma – zapewnił ją mężczyzna, uśmiechając się.
– Teraz?! – krzyknęła.
– No. Kiedyś bywały różne stwory, teraz są tam tylko centaury, ale nie powinny wam zrobić krzywdy ani nic. Nie ma się czego bać, zupełnie nyc wam nie grozi – zapewnił ich gajowy, obdarzając dziwnym spojrzeniem Huncwotów. Wszyscy czterej mieli całkiem niewinne miny.
Lily nadal jednak nie wyglądała na przekonaną, nawet gdy Remus uspokajająco ją objął.
– Jesteś pewny?
– Jestem pewny, cholibka. Na pewno tam nic nie ma.
– Dlaczego nie możemy tam pójść w dzień? – spytała roztrzęsionym głosem, gniotąc jeszcze bardziej w dłoni pergamin.
– Ponieważ niektóre rośliny można znaleźć tylko w nocy, oto dlaczego – parsknął Hagrid. – Dobra, konic tych pogaduszek, ni mamy czasu na wicyj, trzeba ruszać.
Nie czekając na kolejne protesty, ruszył w Las, ciągnąc za sobą Syriusza.
– Co musimy znaleźć? – James litościwie wyciągnął jej z dłoni pergamin i pobieżnie go przejrzał. – Większość z tych roślin czy tam ziół rośnie przy drodze, kilka na takiej jednej polance, to niedaleko stąd… Powinniśmy się z tym szybko uwinąć.
– Skąd wiesz? – Spojrzała na niego zdziwiona. Nie sądziła, żeby ktokolwiek z własnej woli, poza Hagridem, mógł wędrować samodzielnie do Lasu i poznać go na tyle, żeby wiedzieć, gdzie rosną jakieś dziwne rośliny.
– To długa historia. – Chłopak w zamyśleniu przeczesał włosy, nawet nie zdając sobie sprawy z tego, że to robi. – Pokażę ci potem. Chodź.
Dała się pociągnąć w mrok, między drzewa, gdzie majaczyła poskręcana ścieżka, zawalona szyszkami oraz igliwiem. Stąpała ostrożnie, nie chcąc przewrócić się o wystające korzenie. Dłoń Jamesa zaciśnięta na jej własnej o dziwo dodawała otuchy; nie czuła się samotna, przerażenie też uległo stłumieniu.
Dotarli na polankę, na której było nieco jaśniej za sprawą światła księżyca, niezasłanianego tu przez gałęzie wysokich drzew. Srebrny blask padał na mech i karłowatą trawę i oświetlał drobne krzaczki jeżyn rosnące na skraju. Wyglądało to nawet ładnie.
– Dobra, co my tu mamy… – James jeszcze raz spojrzał na listę otrzymaną od Hagrida. – Trzeba zebrać zalewajkę, szkarłatne konwalie, ścierwnik, czarny powój… To wszystko powinno tu być.
– Rozejrzę się.
– Jasne.
Uważnie patrzyła pod nogi, przeczesując polankę. Na całe szczęście wiedziała, jak wyglądają wymienione przez okularnika rośliny i nie musiała się nad tym zastanawiać, nie było też mowy, żeby pomyliła je z czymś innym.
Najszybciej znalazła ścierwniki – białe, drobne kwiatki zbite w gromadę pośród trawy. Przykucnęła i zerwała najwięcej, jak się dało, po czym wrzuciła wszystko do torby. Chwilę później z zadowoleniem skonstatowała, że dalej rośnie czarny powój. Po jego zebraniu odwróciła się, żeby krzyknąć do Jamesa, co już znalazła, ale, ku swojemu zdumieniu i przerażeniu, nie dostrzegła go na polance. Ręka, w której trzymała różdżkę, trzęsła się. Światło na końcu magicznego patyka zgasło, zrobiło się ciemniej.
– James?! – krzyknęła przerażona. Za nic nie chciała zostać sama w tym lesie.
Usłyszała w oddali stukot końskich kopyt. Rozglądała się spanikowana, usiłując się dowiedzieć, z której dokładnie strony pochodzi. Upuściła na ziemię torbę.
Centaury?!
Niby Hagrid mówił, że z ich strony nic nie grozi, ale i tak się bała. Poza kartami książki nigdy nie miała z żadnym do czynienia, nie wiedziała więc, jak zareagują na jej obecność oraz co właściwie powinna zrobić... A jak na złość, James akurat zniknął! Co miała zrobić? Uciekać? Krzyczeć, wołać o pomoc? Próbować się obronić? Rozmawiać z centaurami?
Zza szarych drzew wyłoniła się majestatyczna sylwetka – nie wyglądała jednak na centaura, nie miała ludzkiego korpusu. Był to zwyczajny jeleń! Lily miała ochotę roześmiać się z ulgi, nie zrobiła jednak tego, nie chcąc przepłoszyć zwierzęcia.
Podeszła bliżej, opuściwszy różdżkę, jakby pragnąc przekonać jelenia, że nic mu nie zrobi. Zastanawiała się, czy da się w ogóle pogłaskać. Co prawda nigdy nie próbowała oswoić ze sobą żadnego leśnego zwierzęcia, ale kiedyś musiał nastąpić ten pierwszy raz, prawda?
Patrzył prosto na nią. W jego ciemnych oczach – z powodu ciemności nie widziała dokładnie ich koloru – kryła się inteligencja.
Przebierał niecierpliwie kopytami. Nie wiedziała, czy chce ją pogonić czy przestraszyć; wolała myśleć, że chodziło o pierwszą opcję. Jak zahipnotyzowana zbliżyła się do jelenia i wyciągnęła rękę, by wreszcie pogłaskać go po miękkim futrze, bardzo przyjemnym w dotyku. Zamknęła oczy i wtuliła w nie twarz, zupełnie nie pamiętając już o swoim strachu ani o Jamesie. Zwierzę jak dotąd nie uczyniło żadnego ruchu, który by wskazywał na to, że się boi. Wręcz przeciwnie, po chwili żartobliwie otarł się o dziewczynę rogami, zachęcając, żeby na niego wsiadła.
– Nie umiem jeździć konno ani tym bardziej na jeleniach – stwierdziła smutno. – Poza tym muszę jeszcze zebrać zioła, dla nauczyciela z mojej szkoły… Na Merlina, pewnie mnie nawet nie rozumiesz…
Najwyraźniej jednak nie zamierzał zrezygnować, bo kiedy odwróciła się, by podnieść z ziemi torbę i poszukać kolejnych ziół, zaczął się do niej łasić niczym pies, co wyszło dosyć niezdarnie. Lily roześmiała się cicho, poklepując stworzenie po głowie.
– Nie mogę iść z tobą, wiesz? Mój przyjaciel gdzieś zniknął. Nie zostawię go.
Jeleń gwałtownie się wyprostował. Przez chwilę strzygł uszami, jakby w oddali usłyszał jakiś hałas. Lily nie miała tak wyczulonego słuchu i nie wychwyciła żadnego podejrzanego dźwięku, ale zwierzę wyraźnie się zaniepokoiło. Chwyciło w pysk jej koszulkę i zaczęło ciągnąć dziewczynę w kierunku ściany drzew.
Po chwili też to usłyszała – znowu w powietrzu rozległ się brzęk kopyt. Tym razem nie brzmiało to jakby w pobliżu znajdowało się stado jeleni.
Nie wahając się już dłużej, schowała różdżkę, by niezdarnie wdrapać się na grzbiet rogatego zwierzęcia i mocno objąć go za szyję. Przytuliła się do jego sierści, zamykając oczy.
Jeleń pędził, jakby doskonale znał głuszę oraz wiedział, jak kluczyć, żeby zgubić ewentualny pościg. Przez chwilę myślała, że faktycznie udało im się pozbyć goniących, gdyż echo powstałe dzięki uderzającym o ubitą ziemię kopytom ucichło. Prędko jednak odezwało się znowu, i to znacznie bliżej, niż poprzednio.
Lily zorientowała się, że są otoczeni. Krąg się powoli zacieśniał, lecz zwierzę, na którego grzbiecie siedziała, nie czyniło żadnych prób wydostania się z pułapki. Poddał się już?
Nie…
On czekał.
Ruda widziała już wyraźnie sylwetki otaczających ich centaurów. Większość z nich miała kusze lub łuki, gotowe w każdej chwili wystrzelić. Wyglądało to groźnie, zwłaszcza że na ich twarzach nie było ani krztyny życzliwości.
– Nie powinieneś przyprowadzać tu ludzi – odezwał się jeden z nich, najwyraźniej dowódca, o muskularnym ciele. Jego długi ogon kołysał się nerwowo, lecz twarz nie okazywała żadnych emocji.


Do kogo on mówi?, zastanowiła się Lily. Nie wzięli jej chyba przecież za mężczyznę…

Jeleń zupełnie po ludzku skinął głową, patrząc rosłemu centaurowi w oczy, zupełnie jakby próbował mu coś przekazać.
– Pozwalamy ci bezkarnie buszować po naszym terenie, ale nie możesz tu przyprowadzać swoich pobratymców. Odejdź. – Jego głos brzmiał chłodno i jednocześnie władczo. – Ty i trójka twoich przyjaciół zupełnie wystarczacie, nie potrzebujemy tu więcej obcych. Nie możemy was zabić. Nie zabijamy młodych. Odejdźcie.

Pobratymców? Trójka przyjaciół? Jeleń? Rogacz?

JAMES?!
Oszołomiona odkryciem, zesztywniała i dała się jeleniowi ponieść w las, przez wyrwę w pierścieniu utworzonym przez centaury. Nie mogła jednak zejść ze zwierzęcia ani tym bardziej zeskoczyć, gdyż przyspieszył, najwyraźniej chcąc jak najszybciej opuścić las. Nie miała wyboru, znowu przytuliła się do jego szyi, czując płynące od niej ciepło.
Jak mogła tego nie zauważyć?!
Przecież znał las tak dobrze, to jasne, że często tu bywał… Po prostu zmieniał się w jelenia, był animagiem! Był aż tak cholernie dobry z transmutacji?! Mapa Huncwotów… A teraz to… Ilu rzeczy jeszcze o nim nie wiedziała?
Jeleń zatrzymał się dopiero wtedy, gdy wypadli poza granicę lasu, nieopodal chatki Hagrida. Nie paliły się w niej jeszcze żadne światła, co znaczyło, że gajowy oraz pozostali jeszcze nie wrócili.
Zsunęła się z jego grzbietu i patrzyła, jak odchodzi w stronę drzew. Chciała go zatrzymać, lecz mogła jedynie stać, przygryzając aż do krwi wargę. Nie wiedziała, jak powinna z nim rozmawiać, o czym, czy może przeprosić, że się nie domyśliła? Może on chciał teraz pobyć sam? Miała wrócić do zamku?
Jej wątpliwości rozwiały się chwilę później, kiedy usłyszała szelest liści. Dostrzegła znajomą, czarną czuprynę, poczochraną przez wiatr i dziki pęd. James uśmiechał się szeroko, zupełnie nie przejmując się niedowierzającym spojrzeniem Lily. Miał na sobie nieco wymiętą koszulkę oraz szorty. Wyglądał tak zwyczajnie, normalnie, a jednak dziewczyna dostrzegała coś, czego nie widziała wcześniej.
– Jeszcze raz mnie tak przyprawisz o zawał…! – krzyknęła, zakładając ręce na piersiach.
– Oj, Evans.
James najzwyczajniej w świecie objął ją i mocno przytulił. Nie wyrywała się, zbyt zaskoczona nieoczekiwanym ruchem. Początkowo zupełnie zamarła, sparaliżowana, lecz kilka długich sekund później oparła głowę o jego klatkę piersiową.
– Dlaczego mi nie powiedziałeś?
– Nie miałem okazji. – Wzruszył ramionami. – I nie chciałem, żebyś się przestraszyła.
– Nie przestraszyłam się! – zaprotestowała natychmiast.
– Nie? – Spojrzał na nią figlarnie.
Czuła, że płoną jej uszy.
– Nie! Po prostu nigdy nie jeździłam konno ani tym bardziej na jeleniu! Myślałam, że spadnę!
– Ale podobało ci się?
– Centaury mnie przeraziły! – Szybko uniknęła odpowiedzi.
– One naprawdę nie robią nikomu krzywdy, jeśli już nie muszą. Sama widziałaś. – James spoważniał i odsunął od siebie Lily. – Zakazany Las to ich terytorium. I tak na wiele się zgadzają…
– Co miały na myśli, kiedy mówiły o trójce twoich przyjaciół? – spytała, marszcząc czoło.
– Jesteś zbyt ciekawska, Evans – roześmiał się. – Nie mogę ci tego powiedzieć. Musisz zapytać Lupina, albo ci odpowie, albo nie. To od niego zależy, ja nie zdradzam sekretów moich przyjaciół.
– Oni też są animagami? Syriusz, Peter i Remus? – szepnęła, jak urzeczona wpatrując się w Jamesa.
– Jak mówiłem, Evans, nie zdradzam sekretów moich przyjaciół. Musisz ich sama o to spytać.
– Kiedy się zrobiłeś taki lojalny wobec nich? – W jej głosie nie było słychać drwiny.
– Zawsze byłem. Evans, nie mam serca z kamienia, a swoim przyjaciołom naprawdę ufam – wyjaśnił. – Zrobiłbym dla nich wszystko i wiem, że oni dla mnie również.
Przez chwilę milczeli, patrząc jedynie na siebie. Lily wciąż usiłowała przetrawić informacje, które otrzymał jej umysł. Nie wiedziała, o czym myśli stojący naprzeciwko Gryfon – i chyba nie chciała wiedzieć.
Z lasu dobiegły odgłosy sapania, a zaraz po tym wyłoniły się z niego cztery ludzkie sylwetki i jeden pies.
– No dobrze, jesteśmy w komplecie – odezwał się Hagrid. – Jakieś problemy, James?
– Kilka centaurów, nic poważnego – odparł lekko zapytany.
– Zebraliście wszystko z listy?
– Nie – przyznała Lily.
– Nie mogliśmy tego znaleźć – wtrącił Rogacz. Ruda spojrzała na niego zdziwiona, lecz nie skomentowała.
– Możliwe, że już ich nie ma. Dobra, sam sprawdzę jutro. Lily, daj mi tę torbę… – Posłusznie przekazała ją Hagridowi. – Idźcie już do zamku, jest późno… Na szczęście jutro sobota, chyba dacie radę się wyspać… To do zobaczenia.

7 komentarzy:

  1. Witaj!:)
    Jak to tak? Taki genialny rozdział nie ma jeszcze żadnych komentarzy?:) W takim razie, skomentuję pierwsza:)

    Naprawdę rozdział bardzo mi się spodobał, zwłaszcza przygoda Jamesa i Lily w Zakazanym Lesie. Jestem pod wrażeniem zachowania Jamesa, jest bardzo odpowiedzialny i opiekuńczy, z pewnością takim zachowaniem zaimponuje Rudej, a przynajmniej mam nadzieję, że tak będzie. Jestem bardzo ciekawa, czy Remus również wyjawi Lily swoją tajemnicę. Myślę, że powinien, ponieważ są przyjaciółmi, poza tym dziewczyna z pewnością zaakceptuje jego 'futerkowy problem'.

    Trochę współczuję Severusowi, widać, że nie ma poparcia nawet w mieszkańcach swojego domu. Oczywiście, na sympatię i przyjaźń ludzi trzeba sobie zasłużyć, jednak wiadomo, że nie wszystkim zawieranie znajomości przychodzi łatwo, najtrudniejsze jest otworzyć się przed kimś, a Snape jest skrytym człowiekiem.

    Masz naprawdę niesamowity styl pisania, ale o tym już kiedyś wspominałam. Bardzo bym chciała, żebyś dokończyła to opowiadanie, ponieważ jest masę blogów o tej tematyce, jednak niewiele dotrwały do końca historii, większość została porzucona. A masz talent, więc nie trać pasji. Czasem bywają trudne chwile w pisaniu, jednak wierzę i trzymam kciuki, że przełamiesz w sobie niechęć do tego opowiadania.

    Pozdrawiam cieplutko i życzę dużo weny,
    Neithiria.

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudowny styl pisania, jak napisała osoba powyżej i również życzę ci, abyś dotrwała do końca. Ciekawi mnie jak się dalej potoczą ich losy. Lily zobaczyła Rogasia w innym świetle, mam nadzieję, że będzie go teraz lepiej traktować. Może zgodzi się na jedną randkę, ale mają się zejść w siódmej klasie, więc był by to niewypał, po którym Lily znienawidziła, by Jamesa jeszcze bardziej... W sumie mogłabym wykorzystać to do swojego bloga, ale jakoś mi nie pasuje.

    Pozdrawiam i życzę weny
    Czarna Dama
    z bloga
    http://tajemnice-i-potega-lilly-evans.blogspot.com/
    http://hp-ksiezniczka-ciemnosci.blogspot.com/
    http://inna-lily-evans.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Brawo! Świetny rozdział! Masz piękny talent do pisania ^^ Ten blog mnie po prostu pochłonął.
    Życzę weny i ochoty do pisania ;-D

    OdpowiedzUsuń
  4. Po pierwsze bardzo, bardzo dziękuję za dedykację, tak mi się miło zrobiło! jakże bym miała nie czytać, skoro piszesz tak wspaniale, trudno uwierzuc, że mogło być Ci cięzko podczas tego rozdziału. Ok, może mam jedno zastrzeżenie, tzn. to tego króttkiego fragmentu przemysłen Lily, który trochę nie pasował do poprzedniej części i powinien być wplebciony w większy kawałek tekstu, generalnie jednak bardzo mi się podobało! Lily pokazała sie z zupełnie innej storny i chyba ją to najbardziej zaszokowałol. Właściwie to smutne, ze Snape jest aż tak nielubiany w szkole,. ale z drugiej strony trudno dziwić się akurat Evans, że może mieć do niego ogromny żal. Cieszę się, że miedzy nią a huncwotami jest coraz lepsza relacja, choć brakuje mi trochę innych Gryfonek z jej rocznika ostatnio. Fajnie jednak, że Lily dowiedziała się o sekrecie Jamesa. podobało mi sie, że chłopak nie powiedział nic więcej i że dał jej do zrozumienia, że słowo dane przyjaciołom jest dla niego świętośćią. nawte jełśi Ecans zapewne szybko ogarnie, co może oznaczać Łapa, Glizgodon i ... Lunatyk. Z niecierpliwością czekam na 27.11 i zapraszam do mnie na rozdział nr VII, jestem ciekawa Twojej opinii :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Cześć.
    No proszę, Lily-zbrodniarka na ustach całej szkoły :) Podobało mi się, że mimo wszystko opadły ją wątpliwości i wyrzuty sumienia, realistycznie to wyszło. W końcu nie każdy ma takie doświadczenie w zarabianiu szlabanów jak Huncwoci. Ciekawe, że Lily zyskała w oczach uczniów i przez to całe zajście nie straciła autorytetu. Kto by się spodziewał.
    Reszta rozdziału, czyli szlaban w Zakazanym Lesie, bardzo mi się podobała. Jak sobie wyobraziłam Lily i Jamesa trzymających się za rączki, niczym Jaś i Małgosia... Haha :) Potter był uroczy i zdecydowanie potterowaty, więc dobrze mi się czytało. No i ciekawe, że Lily domyśliła się, że James jest animagiem. Jeszcze trochę i dokopie się do wszystkich huncwockich sekretów :) Dobrze, że cała przygoda uszła im na sucho, bo różne potworki mogły ich spotkać w lesie i zjeść...
    Z pozdrowieniami
    Eskaryna

    OdpowiedzUsuń
  6. Hej ;) Nie lubię Severusa, ale trochę mi się zrobiło go szkoda jak się okazało, że praktycznie cała szkoła go nie lubi, raczej większość właściwie go nie znała, więc skąd nagle ten hejt? Myślę, że te brawa były z samego kawału, mniej z faktu, że to właśnie Snape oberwał ;P
    Ach ta Lily, tak to jest jak robi się coś pod wpływem emocji, podejrzewam jak się musiała czuć, oby jednak kawały ją nie wkręciły, taki dreszczyk emocji może uzależnić ;P
    Mam nadzieję, że po tym jak Ruda odkryła kolejny sekret Jamesa, zbliży się do niego i zacznie patrzeć na niego jeszcze przychylniej ;P

    Weny i huncwotów ;)

    niecnimarudersi.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak zwykle świetnie! Wreszcie nasz kochany Rogacz rogaty (tak musiałam go tak nazwac xD) ujawnił Lily, że jest animagiem i do tego zamienia sie w ślicznego jelonka! :D W końcu Liluś nie złamie i powie mu "tak" na to pytanie, które wszyscy znamy :P
    Mogłabyś mnie informowac o nowych rozdziałach na email? jagodziankaaxx@gmail.com
    Z góry dzieki!
    Czekam na nexta, pozdrawiam i zycze weny! :D

    OdpowiedzUsuń

Czarodzieje