sobota, 10 października 2015

9. Lody i czekolada

– Lily, co ty tu robisz o tej porze?
Przystanęła w pół kroku, słysząc głos Jamesa. Dostrzegła go siedzącego przy kominku, w którym już dawno wygasł ogień.
– Jestem głodna – przyznała nieśmiało. Rozmawiali po raz pierwszy od tamtego spotkania w bibliotece. Epizodu pod koniec meczu nie dało się nazwać rozmową.
– Chcesz iść do kuchni? – zaproponował, unosząc brew.
Przytaknęła, więc podniósł się z miejsca i przepuścił ją przodem, przez dziurę w portrecie. Gruba Dama syknęła gniewnie, niezadowolona, że ją obudzili, lecz chwilę później zapadła w kolejną drzemkę.
Przeszli przez puste korytarze, zalane jedynie światłem księżyca. Nie napotkali po drodze żadnego z nauczycieli czy prefektów akurat patrolujących zamek, więc szybko dotarli do portretu misy z owocami, mieszczącego się na dole klatki schodowej prowadzącej do piwnicy Hufflepuffu. James połaskotał gruszkę, która skręciła się i ostatecznie przemieniła w klamkę. Pociągnął za nią. Gdy ukazało się wejście do kuchni, pomógł przejść Lily, a potem sam również wskoczył do środka. 
Z oszołomionej miny dziewczyny wnioskował, że znalazła się tutaj po raz pierwszy w życiu. On sam bywał w kuchni po wielokroć, czy to po Kremowe Piwo, czy po inne jedzenie, kołowane specjalnie na imprezy odbywające się w Gryffindorze. Nie zdziwił go więc widok pięciu stołów, sufitu obwieszonego wszelkiej maści garnkami i rondlami oraz wreszcie samych skrzatów, uwijających się jak w ukropie.
– Panicz Potter! Czego pan sobie życzy? – zaskrzeczał jeden z nich, ubrany w brudną poszewkę wyszywaną w niegdyś złote kaczuszki. Patrzył na Jamesa wyczekująco, zdając się nie zauważać obecności Lily.
– Na co masz ochotę? – rzucił Rogacz do Rudej.
– Nie wiem – jęknęła, wyginając usta w podkówkę. – Po prostu jestem głodna. 
Roześmiał się.
– Gorąca czekolada? I lody śmietankowe? – zaproponował, zerkając na nią wesoło.
Zaświeciły jej się oczy – uznał to za odpowiedź twierdzącą.
– W takim razie dwa razy gorąca czekolada i lody śmietankowe – powiedział do skrzata. Ten zgiął się w pokłonie i zaraz pobiegł przygotowywać jedzenie.
James pociągnął Lily na ławę przy jednym ze stołów. Usiadł naprzeciwko niej, jak zwykle nonszalanckim gestem targając obie włosy. Wyglądał, jakby dopiero co zsiadł z miotły.
– Dzięki, że mnie tu przyprowadziłeś – odezwała się.
– Podziękujesz, jak zjesz. – Uniósł kącik ust w uśmiechu. 
W następnej chwili skrzaty postawiły przed nimi pucharki z lodami oraz kubki z parującą czekoladą, więc żadne z nich przez dłuższy czas się nie odzywało, konsumując deser. Gdy z pucharków znikła śmietankowa zawartość, Lily poczuła, że zaczyna się czuć niezręcznie, więc wzięła w dłonie kubek z czekoladą i wolno siorbała gorący napój.
– Tu chyba powinna nastąpić luźna rozmowa o niczym, ale chyba jest pewna kwestia do obgadania – odezwał się w końcu James. On sam już zdążył wypić swoją porcję czekolady, obejmował pusty kubek.
– Jaka kwestia? 
Miała nadzieję, że nie chce z nią rozmawiać o tym, jak go pocałowała.
– Evans, naprawdę chciałem ci jeszcze raz podziękować. Za to, co dla mnie zrobiłaś. Nie wiem, jak to by się skończyło, gdyby nie ty…
– Daj spokój, to nie tylko moja zasługa – odparła szybko. – Willow też miała w tym swój udział, choć była wkurzona, że ją tak nachodziłeś.
– Wiem, już ją za to przeprosiłem i też jej podziękowałem – westchnął.
– Och, whoa, nie zawsze jesteś takim palantem – stwierdziła zaskoczona, po czym upiła kolejny łyk czekolady.
– Wiesz co, Evans, to naprawdę bolało – jęknął. – Widzisz, połączenie „James Potter” i „dobre serce” jednak jest możliwe!
– Chyba właśnie się o tym przekonałam – przyznała ze śmiechem.
– Oj, Evans, Evans, dlaczego ty mi tak nie wierzysz? – spytał pół żartem, pół serio.
– Nie dałeś mi żadnych podstaw, żebym ci wierzyła.
– Zabrzmiało szczerze – ocenił. – A gdybym ci je dał? Czy miałbym u ciebie jakiekolwiek szanse? Chociaż maleńkie? O, takie?
Pokazał palcami, jaką odległość ma na myśli – nie było to nawet pół cala.
– Nie wiem, James, naprawdę, nie wiem. – Zmarszczyła czoło, zastanawiając się nad tym.
– Ale myślę, że nazwanie mnie po imieniu po raz pierwszy od sześciu lat dobrze wróży – stwierdził z szelmowskim uśmiechem. – Jeszcze czekolady?
– Nie myśl, że to na stałe, Potter – odwzajemniła uśmiech. – Tak, poproszę.
Skrzat natychmiast przyniósł jej kolejną porcję napoju.
– Jak to jest, że najpierw powiesz coś, co jest prawie komplementem, a w kolejnej chwili już mnie obrażasz? – James zrobił smutną minę.
– Ja cię obrażam?! Kiedy?
Czekolada była gorąca i parzyła wargi.
– Oj, Evans, żartowałem. – Przewrócił oczami. – Ale – spoważniał – jestem pewien, że w końcu nadejdzie taka chwila, kiedy zgodzisz się ze mną wyjść.
– Chyba w twoich snach.
– Jeszcze się przekonamy, Evans, jeszcze się przekonamy. Tak nawiasem mówiąc, chyba wiem, kto mnie wpakował w tak durną sytuację. – Oczy Jamesa zabłysły w ciepłym świetle kominka.
Lily zainteresowana podniosła głowę.
– Komu powinnam wysłać wiązankę żałobną ewentualnie zacząć kopać grób?
– Co…? Nieważne, o nic nie pytałem. No cóż… To wszystko dzieło Severusa Snape’a.
Ta wiadomość jej nie zaskoczyła specjalnie. Wbił nóż w jej serce już dawno, wtedy, gdy nazwał ją szlamą. Wiadomość, że odpowiada za podmienienie eliksirów, tylko przelała czarę goryczy, w której topiła się już wiedza o jego przystąpieniu do śmierciożerców. Jeżeli nadal jednak po poprzednich zdarzeniach miała jakieś resztki szacunku do Severusa, właśnie je utraciła.
– Jak chcesz się za to zemścić? – spytała, wiedząc, że James mu tego nie daruje. Nawet nie miała co próbować go od tego odwieść, ba, wyjątkowo czuła, że sama by mu chętnie pomogła. – Bo rozumiem, że masz już plan?
Spojrzał na nią ze zdziwieniem; zupełnie nie spodziewał się usłyszeć w głosie Rudej ognia podobnego do tego, który miała na głowie.
– Oczywiście. Pierwsza część planu zakłada spłatanie mu wyjątkowo paskudnego psikusa. Muszę to jeszcze dopracować. Druga część jest bardziej… długoterminowa. I myślę, że go bardziej rozsierdzi. – Uśmiechnął się szeroko.
– Co masz na myśli?
– Pomyśl, Lily. Co jest największą torturą dla Severusa Snape’a?
– Nie wiem – mruknęła, upijając kolejny łyk wystygłej już czekolady. – Kąpiel w szamponie?
– Też – odparł rozbawiony James. – Chodziło mi jednak o coś innego. Zobacz, dlaczego w ogóle użył tego eliksiru?
– Bo nienawidzi widoku mnie z tobą?
– Bingo!
– I co w związku z tym?
– Musimy po prostu pokazywać się wszędzie razem, zwłaszcza tam, gdzie są Ślizgoni, a zwłaszcza on – stwierdził beztrosko Gryfon. – Hipogryfy go zjedzą z zazdrości.
Lily uniosła brwi, lecz nie mogła powstrzymać cisnącego jej się na usta uśmiechu.
– Brzmi interesująco, rozważę to. A tak na serio, Potter, chyba nie sądzisz, że wytrzymam przez cały dzień w twoim towarzystwie?
– Jak zawsze chłodna – jęknął.
– Ale pierwszą część pomogę ci zrealizować.
– Serio?
– Serio.
– Na Merlina, Evans łamiąca szkolne regulaminy? I to jeszcze sprzymierzająca się z Huncwotami? Wymierzająca sprawiedliwość nie za pomocą szlabanu, lecz odpłacająca się w podobny sposób? Nigdy bym nie pomyślał, że to się kiedykolwiek stanie.
Był naprawdę zaskoczony.
– Ja też nie – przyznała. – Ale kiedyś musi być ten pierwszy raz.
– Aż tak ci zalazł za skórę? – zapytał cicho.
Zawahała się, nie wiedząc, jakiej odpowiedzi powinna udzielić.
– No – przyznała w końcu. – Po prostu już mam dosyć, to przeważyło szalę. Wiesz, rozmawiałam z nim w bibliotece, tuż przed meczem. Powiedział mi, że naprawdę przystępuje do śmierciożerców, rozmawiał już w tej sprawie z Lucjuszem Malfoyem, ktokolwiek to jest!
– To dlatego Malfoy był w zamku – mruknął James, zrozumiawszy przyczynę, dla której Peter zobaczył go razem ze Slughornem. Nauczyciel eliksirów wielbił Severusa i można było się spodziewać, że chętnie przekaże swojemu uczniowi jakieś wiadomości. Musiał również uczyć Lucjusza Malfoya – wtedy wszystko stawało się zadziwiająco łatwe do wytłumaczenia.
– Co? – Lily nie rozumiała, o co chodzi.
– Nic, nic. Ale w sumie mnie to nie dziwi. Jego pociąg do czarnej magii zawsze był naprawdę silny, wiedziałem, że w końcu podejmie decyzję o przystąpieniu do nich. – Wzdrygnął się. – Nie wiem, co on takiego w nich widzi, w tych śmierciożercach, ale zdecydowanie mi się to nie podoba.
– Widzi w nich czarną magię, przecież to właśnie to go do nich przyciągnęło – wyjaśnił jej James.
– Nie mogłabym z tym żyć.
– Ja też nie.


Nie odbywała szlabanu pierwszy raz, ale zazwyczaj towarzyszyli jej Huncwoci lub w ostateczności była sama. Dlatego dziwnie się czuła, siedząc w gabinecie Filcha wraz z Frankiem Longbottomem. Oboje dostali nudną karę porządkowania kartoteki, oczywiście bez użycia różdżek. Jedyną rozrywką było znajdywanie znajomych nazwisk i czytanie, co woźny zapisał w opisie przestępstwa. Nie mogli nawet rozmawiać, gdyż kazano im się skupić na pracy. Mogli jedynie, ignorując ciężki wzrok Filcha oraz jego kotki, wymieniać znaczące uśmiechy i puszczać do siebie oczka.
Dopiero gdy ich szlaban dobiegł końca, mogli swobodnie porozmawiać, z dala od wścibskich uszu starego mężczyzny.
– Widziałeś jego wzrok? – Alice wybuchnęła śmiechem, szybkim krokiem przemierzając korytarz.
– Taaaak. Myślałem, że chce nas zabić, chociaż niczego takiego nie zrobiliśmy – przyznał Frank.
– Tylko wpuściliśmy łajnobomby do jego gabinetu! Ale zdecydowanie było warto, jego mina wyglądała naprawdę genialnie. – Wykrzywiła twarz, usiłując naśladować wyraz twarzy woźnego. – Zapamiętam ją chyba do końca życia!
– Ja też.
Z naprzeciwka minął ich profesor Slughorn, więc na chwilę ucichli.
– O, panno Bloomweg. – Niezgodnie z ich oczekiwaniami, nauczyciel nie przeszedł dalej, lecz zatrzymał się, po czym wyciągnął z odmętów szaty małą karteczkę. – Mogłabyś to, z łaski swojej, przekazać pannie Evans?
Alice skinęła głową, przyjmując kartonik i chowając go.
– Nie ma sprawy.
– Dziękuję.
Mężczyzna obdarzył ich nieco zbolałym uśmiechem, po czym odszedł, złorzecząc pod nosem.
– Co mu odbiło? – spytała cicho dziewczyna, unosząc brwi.
– Nie mam pojęcia, ale to było dziwne… Powinniśmy komuś powiedzieć, że się dziwnie zachowuje?
– Komu niby? Nie, myślę, że nie trzeba – stwierdziła Alice. Dotarli właśnie do wieży Gryffindoru, więc zatrzymała się na sekundę i podała Grubej Damie hasło: – Kocimiętka.
– Przejdźcie. – Portret bez ceregieli odsunął się, więc weszli do pokoju wspólnego. 
Tam ich oczom ukazał się dosyć dziwny widok.
Syriusz klęczał na podłodze, trzymając się za ramię – przez jego palce przeciekała krew. Upuścił różdżkę na swoje kolana i wpatrywał się nieprzeniknionym wzrokiem w Dorcas, która stała nad nim z magicznym patykiem w ręce, wycelowanym w głowę chłopaka. Otaczał ich spory wianuszek gapiów, najwyraźniej awantura była zbyt głośna, żeby mogli ją zignorować.
Alice podeszła bliżej, ciągnąc za sobą Franka. Gryfoni posłusznie się rozstąpili, robiąc jej miejsce.
– Co wy wyprawiacie? – spytała, biorąc się pod boki.
– Oberwało mu się – odparła mściwie Dorcas.
– Za co? Syriuszu, zabrać cię do skrzydła szpitalnego? – zaproponowała Alice, patrząc z niepokojem na Łapę.
– Nie, chyba nie będzie trzeba – mruknął zapytany, biorąc do ręki różdżkę, by wymamrotać ciche zaklęcie. Krew z jego ramienia zniknęła, nie zostawiając nawet blizny.
– Co to za zamieszanie? – rozległ się głos Lily, która dopiero co weszła do pokoju wspólnego. Była w bibliotece; dźwigała w ramionach stertę książek. – Nie macie niczego do roboty? Rozejść się! Nie chcecie chyba szlabanu?
Jej głos nie brzmiał tak ostro, jak zwykle w podobnych sytuacjach, lecz drobniutka figurka wciąż budziła respekt. Chcąc nie chcąc, Gryfoni powoli się rozeszli, komentując zajście i co chwilę oglądając się na stojącą pośrodku komnaty parę.
W ślad za Lily pojawił się James. Poprawił zsuwające się z nosa okulary, lustrując wzrokiem przyjaciela.
– Wytłumaczy mi ktoś, o co tu chodzi? – spytał.
– O nic. Obrażał mojego chłopaka – powiedziała Dorcas takim tonem, jakby to wszystko wyjaśniało.
– Którego właściwie chłopaka? – Lily uniosła brwi.
– Billy’ego. – Dorcas spojrzała na nią obrażona, po czym dumnie przełożyła różdżkę do drugiej dłoni i odeszła w stronę schodów prowadzących do dormitorium.
– Chyba przestałem rozumieć, co tu się dzieje – skomentował James, opadając na podłogę obok przyjaciela.
– Nic szczególnego. Obraziłem jej chłopaka, rąbnęła mnie zaklęciem, po czym się obraziła i sobie poszła, strojąc fochy, czego tu nie rozumieć? – wyjaśnił Syriusz ze stoickim spokojem. On jeden nie obejrzał się za odchodzącą.
– Co takiego jej powiedziałeś? Musiało to być coś poważnego, skoro się obraziła. – Alice nie kryła zdziwienia.
– Naprawdę muszę to powtarzać?
– Nie musisz, jeśli nie chcesz.
– Dzięki za łaskę, Al – mruknął.
Lily i Alice wymieniły porozumiewawcze spojrzenia, lecz już nic nie odpowiedziały – zresztą nawet nie wiedziały, co by miały.


– James?
– Hm?
Podniósł głowę znad eseju, by spojrzeć pytająco na Lily. Zdziwił go zarówno fakt, że nazwała go po imieniu, jak i to, że o cokolwiek go pytała.
– Tak mi się przypomniało… Co się stało z dziergatkami? Przez to całe zamieszanie o nich zapomniałam.
– Ach… – roześmiał się. – Hagrid je przekazał jakiemuś swojemu znajomemu. Jadły te jagody i zaczęły tyć, klatka się prawie przez nie rozwaliła. Stary Dumbel chyba nie chciał ich już trzymać w Hogwarcie, więc Hagrid musiał znaleźć dla nich jakiegoś nabywcę.
– Podejrzewam, że nie był zbyt szczęśliwy, kiedy je oddawał? – Uśmiechnęła się, z łatwością wyobrażając sobie tę scenę.
– Jasne, że nie. Przecież wiesz, że on uwielbia wszystkie magiczne stworzenia. Wiedziałaś, że chciałby mieć smoka?
– Tak – westchnęła. – Mam jednak nadzieję, że to marzenie się nie ziści, jakoś nie wyobrażam sobie smoków w Hogwarcie. Spaliłyby połowę zamku.
Przytaknął, w pełni się z nią zgadzając.
Przez kolejną chwilę słychać było tylko szelest piór śmigających po pergaminach i przewracanych kartek. Ciszę przerwała dopiero Alice, przypominając sobie nagle o czymś.
– Właśnie, Lily! Slughorn prosił, żeby ci to dać. – Wyjęła z kieszeni pomięty świstek i podała go przyjaciółce.
– Spotkanie Klubu Ślimaka, jutro, osiemnasta – przeczytała Ruda. – Chyba będę musiała pójść, ostatnio nie byłam…
Nie wyglądała na zbyt szczęśliwą z tego powodu.
– Rozchmurz się, Lily! Niedługo będzie wyjście do Hogsmeade, odreagujesz – pocieszyła ją Alice.
– Po drodze zdążę umrzeć na tym spotkaniu – jęknęła panna Evans. – Tam jest strasznie nudno. I jeszcze do tego wszystkiego Severus Snape…
– Wnioskując z miny Jamesa, czekają go męczarnie – zawyrokowała Alice, przeciągając się. – Już macie obmyślony plan zemsty?
– Oczywiście – odparł Gryfon.
– Mogę iść z wami? – spytała błagalnie. – Chcę zobaczyć jego minę!
– Absolutnie nie – stwierdził stanowczo James, uprzedzając już otwierającego usta Remusa. – Jedna kobieta już wystarczy.
– No nie mów, że Lily idzie…
– Podejrzewam, że będzie pierwsza, żeby coś zepsuć – mruknął żartobliwie.
– Potter!
Lily trzepnęła go w ramię, biorąc jego odpowiedź zbyt poważnie. Nawet go to nie zabolało.
– Nie musisz mnie od razu atakować, Evans. Stwierdziłem tylko fakt. Z nas wszystkich ty jedna nie masz doświadczenia w łamaniu szkolnego regulaminu, więc prawdopodobieństwo, że to ty nas wsypiesz, jest największe – wyjaśnił z wszechwiedzącą miną.
– Choć raz w życiu mógłbyś nie mieć racji – powiedziała cicho, zbyt cicho, żeby ktokolwiek to usłyszał.
Prawda była taka, że Lily Evans bardzo się bała łamania szkolnego regulaminu, ale chęć zemsty na Severusie była znacznie silniejsza.

10 komentarzy:

  1. Fajnie, że Lily normalnie porozmawiała z Jamesem. Może po kilku takich rozmowach się do niego będzie powoli przekonywać.
    Ciekawe jaka będzie pierwsza część zemsty na snape'ie. Na pewno Huncwoci dobrze to wymyślą i Snape bardzo to odczuje. Ciekawe jak Lily będzie w tym pomagać. I może w drugiej części tej zemsty też kiedyś pomoże.

    Czekam na kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, będzie! :P Kto by nie był...
      Będzie zryta, to mogę obiecać. Więcej nie zdradzę, bo spoilery. Powiem za to, że 10 pisało mi się naprawdę dobrze i lekko, jak mało który rozdział. ^^

      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Nareszcie jakieś postępy! A Lily zaczęła się przełamywać i zwracać się do Jamesa po imieniu. Coraz bardziej mi się to podoba :3
    Z Dorcas i Syriuszem chyba będzie coś na rzeczy, skoro obraził jej kolejnego chłopaka i w ogóle jest nią jakoś szczególnie zainteresowany.
    Alice i Frank... Wiedziałam, że skądś znam tę parę. Później pomyślałam (tak, czasem mi się zdarza) i okazało się, że chodzi o Longbottomów. Przykro mi troszkę było, kiedy wybiegłam w przód i przypomniałam sobie ich tortury.
    Ściskam mocno :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy jest coś na rzeczy - to się jeszcze okaże, może tak, a może nie. W końcu Syriusz ma Willow. ;)
      Tak, wiem, to jest takie mega smutne ;______; Wolałabym, żeby to się nie wydarzyło, ale no... ;_; W sumie zawsze mogę nagiąć kanon i zmienić zakończenie XD
      Pozdrówki, ściskam, mam nadzieję, że do usłyszenia niedługo :*

      Usuń
  3. Cześć!
    Ach, te skrzaty... Kiedy pierwszy raz (no dobra, i każdy kolejny...) czytałam opis hogwarckiej kuchni, pękało mi serce. Baj de łej, Twój opis poszewki w kaczuszki też mi nie mógł.
    Lody i czekolada - ten tytuł od samego początku był kuszący. James wie, co baby lubią.
    Niby podoba mi się zbliżenie na linii Lily/James, ale fakt, że na wieść o tym, że to jednak Severus był sprawcą tej głupiej sytuacji, poczuła jedynie złość i żądzę zemsty, wydaje mi się nieco nieprawdopodobny. Wydaje mi się, że raczej byłoby jej przykro z tego powodu, co wywołałoby na pewno falę emocji, ale czy zemstę? Nie wydaje mi się. No i jeszcze to, że Lily zna jego plany - czy rzeczywiście chciałaby spłatać mu głupi kawał w takiej sytuacji? Kwestie warte przemyślenia.
    No no, ciekawe jak to teraz będzie, najpierw przyjęcie u Slughorna, później ten cały plan... Będzie się działo.
    Z pozdrowieniami
    Eskaryna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :cccccc To szkoda, że nie pomógł. :cccc Już miałam nadzieję. :cc
      O tak, James doskonale wie, co baby lubią. W szczególności wie, co lubi Lily. 3:)
      Właśnie tak w pierwszej chwili pomyślałam, że poczułaby gniew i jej reakcja wydała mi się odpowiednia, bo Snape już wystarczająco dużo namieszał, tyle, że czara goryczy w końcu się przelała. Wskutek tego poczuła już jedynie złość. Smutek przyjdzie później...
      Oj, tak, będzie! Mogę obiecać! :D
      Pozdrówki!

      Usuń
  4. Hoho, podobała mi się ta kuchenna rozmowa, niby podobna do tych, które już pewnie miliony razy nawiążywały się miedzy Lily a Jamesem, a jednak bardziej kulturalna i dająca chlopakowi nadzieję... wudawało się, jakby te wzajemne prztyki juz nie miały drugiej osoby zaboleć, a raczej być takim droczeniem się z kumplem xDxD Ciekawe, co będzie dalej. szczególnie że Lily chce brać udział w kawale rpzeciwko Severusowi, a później i pokazyuwać się z Jamesem... to naprawdę mocna zmiana. Podoba mi się,ze rozwijasz wątek Alice i Franka, musieli miec sporo samozaparcia, żeby nie wybuchnąc smiechem przy Filchu, liczę na jakieś szybkie koljene spotkanie. no i bardzo chciałabym się dowiedzieć, co takiego powiedzial Syriusz o chłopaku Dorcas... trochę ich zaniedbałaś, szczerze mówiąc., mam nadzieję, że w następnym, poście dowiemy się czegos więcej xDxD Ale Meadowes z pownością dostarczyła nowych plotek, haha! ja ją tam widzę z Łapą, why not xD? pozdrawiam i zyczę weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No dokładnie, dokładnie! Lily zaczyna się do niego powoli przekonywać, także i rozmowy stają się przyjemniejsze i lżejsze. ;D Co będzie dalej? Ciekawie, to na pewno.
      Och, Alice i Frank będą się ze sobą dosyć często spotykać, w końcu oboje są w Gryffindorze. :D Oj tam, przy tylu wątkach ja już totalnie nie ogarniam... xD
      Dziękuję, również pozdrawiam! :D

      Usuń
  5. Hej, hej ;) Nie wiem czy na głodnego w nocy skusiłabym się na połączenie zimnych lodów i gorącej czekolady, zgonie to na 'taki wiek' ;P Jednak patrząc na to co właśnie dzieje się za oknem z przyjemnością skusiłabym się na gorącą czekoladkę *.*
    Fajnie, że kontakty Lily i Jamesa zaczęły się ocieplać i jest to powolny proces, a Ruda dalej podchodzi do tego z dystansem ;) Po nitce do kłębka i będzie mały Harry *.*
    Co do tego nagłego zaangażowania Lily w zemstę na Smarku i jej postawę w tej kwestii, też wydaje mi się, że powinno wyglądać to trochę inaczej i nie do końca to do niej pasuje, ale trzymam Cię za słowo i mam nadzieję, że finalnie to wszystko się ustabilizuje ;)

    Weny i huncwotów ;)

    niecnimarudersi.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A widzisz, Lily się skusiła. :D O tak, sama gorącą czekoladę piję ostatnio w dosyć dużych ilościach, taka pora... :D
      Taaaaaak, ale jeszcze dużo czasu minie, zanim Lily na dobre się do niego przekona, w końcu nie może być zbyt prosto, prawda? :D
      Ustabilizuje się, obiecuję! :3
      Pozdrówki, dziękuję bardzo :3

      Usuń

Czarodzieje