sobota, 24 października 2015

10. Knuję coś bardzo niedobrego

Rozdział z dedykacją dla Mikan, która zawsze jest obok
i w niesamowity sposób mnie wspiera. Dziękuję. <3


– Pierwsza zasada łamania szkolnych regulaminów: słuchanie poleceń bardziej doświadczonych, czyli nas. – Syriusz wyprostował się dumnie, wypowiadając te słowa. – Druga zasada: należy zawsze zachować spokój i robić to, co zakłada plan. Zasada trzecia: ignorować panią Norris. Czwarta zasada: zasady nie istnieją. Wszystko jasne, żołnierzu Evans?
– Co ty za cyrki odstawiasz – westchnął James, wyciągając z kieszeni zniszczony, prostokątny kawałek pergaminu. 
– Widziałem takie sceny na mugolskich filmach – usprawiedliwił się Łapa. – Fajnie to wyglądało.
– Kiedy ty miałeś czas na oglądanie mugolskich filmów? – Lunatyk spojrzał na niego zaskoczony. – Zawsze byłem przekonany, że u ciebie w rodzinie nie ma dostępu do takich luksusów.
– Daj spokój – żachnął się Syriusz. – Znasz mnie, wiesz, ile razy łaziłem po Londynie. Coś tam udawało się niekiedy podpatrzeć.
– Czy możemy wrócić do tematu i skupić się na tym, co mamy zrobić? – wtrąciła się Lily, skończywszy wiązać swoje rude włosy w wysoką kitkę, żeby jej nie przeszkadzały podczas biegu.
– Tak jest. – James rozłożył papier, po czym pokazał go Rudej. – Zanim zobaczysz, co to w ogóle jest, obiecaj, że nikomu nie powiesz. Nikt nie może o tym wiedzieć, rozumiesz? Nawet Dorcas i Alice. Gdyby ktokolwiek z nauczycieli się dowiedział, mielibyśmy solidnie przerąbane.
Zdziwiona przytaknęła, lecz wciąż nie wiedziała, o co chodzi.
– Dobrze, obiecuję.
– W takim razie… Myślę, że możemy zacząć. Ktoś wyraża sprzeciw? – Popatrzył po twarzach przyjaciół, lecz nikt nie wyraził sprzeciwu, nawet Peter. – Świetnie.
Wyciągnął różdżkę i stuknął nią w pergamin.
– Uroczyście przysięgam, że knuję coś niedobrego! Panno Evans, Lunatyk, Łapa, Glizdogon i Rogacz mają zaszczyt przedstawić mapę Huncwotów – powiedział uroczyście.
Na oczach Lily pergamin zaczął się z wolna zapełniać. Biegnące po nim linie łączyły się w kwadraty, prostokąty lub mniej regularne figury. Wzdłuż niektórych poruszały się kropki opatrzone imieniem i nazwiskiem; część z nich się przemieszczała. Zaskoczona dziewczyna zrozumiała wreszcie, co James miał na myśli, mówiąc o mapie Huncwotów – patrzyła na kompletny plan Hogwartu wraz ze wszystkimi jego mieszkańcami.
– Sami to zrobiliście? – spytała po dłuższej chwili wpatrywania się w pergamin.
– Tak. – Przytaknął Łapa w imieniu całej czwórki.
– To jest po prostu… Brak mi słów, naprawdę. Nie sądziłam, że potraficie stworzyć coś takiego – przyznała z podziwem.
– Gdybym wiedział, że kiedykolwiek usłyszę podziw w głosie Lily Evans, pokazałbym ci to już dawno – roześmiał się James. – Zresztą na tej mapie nasze umiejętności się nie kończą.
– Dobra, panowie, wróćmy do roboty – przywołał ich do porządku Remus. – Nie możemy tu stać w nieskończoność.
– Święte słowa, Lunatyku. Dobra, to gdzie tu jest Severus Snape? – Syriusz zabrał się za przeszukiwanie mapy, podobnie uczynili pozostali, pochylając się nad planem. – Dobra, mam, siedzi w lochach. Żadne zaskoczenie.
– Wygląda na to, że wszyscy są w dormitorium, czyli będą spali jak kamienie – zawyrokował Syriusz.
– Nasyciliśmy ciasteczka eliksirem usypiającym i podrzuciliśmy je im na talerze – wyjaśnił cicho Lunatyk, widząc, że Lily niczego nie rozumie. – Zjedli je. Nawet nie zauważyli, że coś nie gra. Powinni teraz spać tak, że nic ich nie obudzi.
– Dobra, koniec tych pogaduszek, idziemy.
Ostrożnie wychylili się zza pomnika jakiegoś czarodzieja i chyłkiem przemknęli korytarzem. Obrazy na ścianach smacznie chrapały, nawet nie dostrzegły, że ktoś obok nich przechodzi. Lily dziwnie się czuła, znajdując się o tej porze poza dormitorium – i to nie na patrolu, jakie musiała wykonywać raz w tygodniu jako prefekt. Przede wszystkim wówczas nie łamała regulaminu, wręcz przeciwnie, łapała łamiących. Zazwyczaj były to obściskujące się pary, rzadziej dowcipnisie, usiłujący naśladować Huncwotów. Rzadko zdarzało się, żeby napotkała kogoś nienależącego do którejś z powyższych kategorii. Może dlatego, że pozostali nie mieli co robić poza dormitorium o tej porze?
Ścisnęła mocniej różdżkę, czując strużkę potu spływającą po plecach. Nie wiedziała, co by zrobiła, gdyby przyłapał ją jakiś nauczyciel. Idealna pani prefekt szlajająca się po nocach po zamku razem z Huncwotami i bez większych oporów łamiąca regulamin? Gdyby dostała szlaban, wywołałaby pewnie powszechne zdziwienie. O dziwo jednak się tym zupełnie nie przejmowała. Czuła, że nie tylko musi to zrobić, ale że po prostu chce.
Na całe szczęście jednak dzięki huncwockiej mapie uniknęli patroli nauczycielskich. Nieco nadłożyli przez to drogi, lecz w końcu dotarli do lochów Slytherinu. Korytarz pozornie wyglądał na ślepy zaułek, kończył się bowiem kamienną ścianą. Lily przez chwilę stała zdezorientowana, patrząc jedynie, jak Syriusz zapala swoją różdżkę i wspólnie z Jamesem sprawdzają coś na Mapie.
– Nikogo nie ma w ich wspólnym, możemy wchodzić – zadecydował Łapa, po czym odwrócił się w stronę ściany. – Wąż rzeczny jest niebezpieczny*.
Ruda pomyślała, że chyba nie chce wiedzieć, jak Huncwoci zdobyli hasło ani co ono właściwie znaczy. W tej chwili liczyło się tylko to, że ściana się rozsunęła, ukazując wejście do pokoju wspólnego. Nie paliły się w nim żadne światła, więc nie dało się dostrzec szczegółowo jego wyglądu; Lily rozpoznawała tylko kształty mebli – kilka foteli, stół, kominek, podobnie jak w Gryffindorze. Podejrzewała, że wszystko zostało urządzone z przepychem właściwym Ślizgonom. Wątłe światło własnej zapalonej różdżki utwierdziło ją w tym przekonaniu. Do jej uszu dotarł cichy głos kapiącej wody; przypomniała sobie, że lochy Slytherinu mieszczą się tuż pod jeziorem.
Zdecydowanie nie mogłaby tu mieszkać.
Zorientowała się, że Huncwoci zdążyli już przejść dalej, nie czekając na nią. Ściskając w garści różdżkę, przyspieszyła i dogoniła ich pod drzwiami do jednego z dormitoriów. Sprawdzali na mapie, czy na pewno wybrali dobry pokój. Upewniwszy się, że wchodzą do właściwego pomieszczenia, nacisnęli klamkę.
Żaden ze Ślizgonów się nawet nie poruszył, gdy Gryfoni znaleźli się w środku, wyglądali na pogrążonych w głębokim śnie. Lily na chwilę przystanęła przy łóżku swojego byłego przyjaciela, nie mogąc przejść obojętnie. Spojrzała na niego z żalem. Gdy spał, wyglądał naprawdę niewinnie, nic nie wskazywało na to, że chce przystąpić do śmierciożerców i tak bardzo pasjonuje się czarną magią.
Otrząsnęła się z tych myśli, nie miała na to teraz czasu. Należało się skupić na zadaniu. Huncwoci zdążyli już zająć łazienkę i z dziecięcą radością zabrali się za odkręcanie wszelkich możliwych kurków oraz wyciskanie do wanny wszystkich mugolskich środków, jakie tylko znaleźli w pomieszczeniu, a zwłaszcza hektolitrów szałwiowego szamponu, którego aż sześć opakowań stało dotychczas spokojnie w szafce. Nie pominęli nawet płynu do mycia podłóg, który pachniał obrzydliwie słodko. Lily przyłączyła się do chłopaków, ze zdziwieniem odnotowując, że James chyba zbyt dosłownie wziął jej propozycję o wykąpaniu Sev… Snape’a (ciągle nie mogła się przyzwyczaić) w szamponie.
W piątkę uporali się z tym dosyć szybko.
– Elegancko! – ocenił Syriusz, szczerząc się od ucha do ucha. – Teraz tylko zostawić to tak na noc… Myślę, że do rana zdąży im się zapełnić cała łazienka.
– Zdecydowanie – przytaknął z entuzjazmem Peter.
– Okej, to pozostały nam już tylko dwie rzeczy. – James wyciągnął zza pazuchy puszkę z mugolską czerwoną farbą. – Ktoś chce czynić honory?
– Czekaj… Co chcesz zrobić? – Lily już była bliska zaprotestowania, bowiem wiedziała, że na jakikolwiek pomysł Gryfon wpadł, na pewno będzie się to wiązało z łamaniem regulaminu. Szybko jednak stłumiła w sobie tę chęć.
– Ja? Nic szczególnego, Evans. Chciałem jedynie zostawić Smarkerusowi napis na lustrze. Może ty to zrobisz? – zaproponował z uśmiechem, widocznym nawet w świetle księżyca oraz niewielkich świec wiszących w uchwytach na ścianach.
Zanim zdążyła przemyśleć to, co robi, czy choćby zaprotestować, chwyciła puszkę.
– Co mam napisać? – spytała zdecydowanie.
– No, no, no, Evans, jestem pod wrażeniem – stwierdził Łapa, śmiejąc się. – Tak trzymaj!
– Ciszej, durniu, bo się obudzą – pohamował przyjaciela Rogacz. – Dobra, Evans… Mam pomysł.
Powoli, równo i dokładnie wypisała na lustrze słowa podyktowane jej przez Jamesa i oceniła swoje dzieło. Było nieco krzywo, ale całkiem nieźle. Wiedziała, że Sev… Snape natychmiast się połapie, że ona to pisała. Znali się aż nazbyt dobrze – teraz ją to bolało.
– Dobra, chyba możemy stąd spadać – stwierdziła, odwracając się w stronę Gryfonów.
– Jasne. – Przytaknął James. – Luniaczku, zabezpiecz próg, żeby woda się zbyt wcześnie nie wylała.
Kiedy kolejno opuszczali pomieszczenie, woda przelewała się już przez wannę, aż błyszcząc od piany. Remus zaklęciem zgasił świece, po czym dokładnie zamknął za sobą drzwi i ostatecznie zabezpieczył je zaklęciem. Miał nadzieję, że do rana wytrzyma. Gdyby powódź rozpoczęła się wcześniej, zepsułoby to całą zabawę.
– Co teraz? – szepnął Peter, zacierając ręce.
– Teraz rzucę jedno małe zaklęcie i spływamy stąd – odparł Rogacz, wyciągając z kieszeni różdżkę. Podszedł do łóżka Severusa, mając nadzieję, że ten nie zbudzi się przed czasem. Wyszeptał zaklęcie, którego formuły nikt nie zrozumiał, i z zadowoleniem przyjrzał się śpiącemu chłopakowi.
– Czy on ma… rogi? – spytała cicho Lily, z trudem hamując chęć wybuchnięcia śmiechem. 
– No! – przytaknął James.
W tej samej chwili Severus poruszył się na łóżku i wymamrotał coś, co w przybliżeniu brzmiało jak „Lily”.
– Działanie eliksiru słabnie. – Remus spojrzał na zegarek. – Wiejemy!
Ślizgon spokojnie przewrócił się na drugi bok, nie wiedząc, że tym, co kłuje go w głowę, nie jest pozostawiona przypadkiem na poduszce książka, lecz gigantyczne jelenie poroże.


Wybiegli z domu Slytherinu w takim pośpiechu, że zapomnieli spojrzeć na Mapę i upewnić się, że droga na pewno jest wolna. Dlatego już po pierwszym zakręcie wpadli na profesor McGonagall, ubraną w swoje zwykłe szaty i trzymającą w ręce różdżkę. Wyglądała na bardzo niezadowoloną.
– Jakiekolwiek wytłumaczenia dla szwendania się po zamku o tej porze? – spytała cicho, lecz groźnie. Zbili się przed nią w kupkę z minami winowajców, choć wspomnienie tego, co pozostawili w dormitorium Severusa Snape’a, było zbyt piękne, żeby mogli się przejmować szlabanem.
– Żadnych, pani profesor – odezwał się w imieniu całej piątki James.
– Moglibyście mi chociaż wyjaśnić, co robiliście o tej porze w pobliżu lochów Slytherinu? – Zmarszczyła brwi. Dopiero teraz dostrzegła stojącą za Remusem Lily, co niepomiernie ją zdziwiło. – Lily Evans? Na patrolu?
Lily szybko rozważyła wszystkie za i przeciw. Mogła skłamać, że faktycznie sprawdzała korytarze i natknęła się przypadkiem na chłopaków. Dzięki temu uniknęłaby kary i nikt nawet nie skojarzyłby jej z Rogatym Wyczynem, nie straciłaby też szacunku, jaki miała jako idealna pani prefekt. Z drugiej jednak strony… Nie byłoby to sprawiedliwe. Huncwoci zabrali ją ze sobą na tę wyprawę, a ona przecież świetnie wiedziała, na co się pisze. Nie mogła się teraz tak po prostu z tego wycofać.
Zresztą… czyż zemsta nie była tego warta?
Nawet jeśli później przyjdzie jej tego żałować.
– Nie, pani profesor – odpowiedziała wreszcie. – Byłam z nimi.
Nie tylko McGonagall patrzyła na nią ze zdumieniem, lecz również Huncwoci. Sądzili, że gdy ma taką możliwość, wykpi się od współudziału w zbrodni.
– Na Merlina, nie sądziłam, że dożyję tego dnia, Lily – skomentowała nauczycielka. – Kto jak kto… Ale po tobie się tego zupełnie nie spodziewałam!
– Kiedyś musi być ten pierwszy raz, pani profesor. – Wzruszyła ramionami.
– Mam jednak nadzieję, że w twoim przypadku to pierwszy i ostatni, w przeciwnym razie będę musiała odebrać ci odznakę. – Zabrzmiało to groźnie, ale, choć z powodu braku światła uczniowie nie mogli tego dostrzec, w jej oczach błyszczały ciepłe ogniki; powstrzymywała się od uśmiechu.
– Oczywiście, pani profesor. To się nie powtórzy – zadeklarowała Lily, pochylając głowę.
– Tymczasem cała wasza piątka otrzymuje szlaban. Od jutra, to znaczy od dzisiejszego wieczora, o dziewiętnastej. Proszę nie myśleć, że wam się upiecze! To, że niczego nie zmalowaliście, nie znaczy jeszcze, że puszczę to płazem!
Gdyby tylko wiedziała! Lily z trudem pohamowała śmiech. Czym prędzej zamaskowała to kaszlem.
– Tak jest, pani profesor – odpowiedzieli chórem Syriusz i James.
– Idźcie już. Prosto do Wieży Gryffindoru! – Przegoniła ich, po czym przez chwilę stała, patrząc, jak się oddalają. I pomyśleć, że jej samej też się to kiedyś przydarzyło, gdy była w ich wieku!


Następnego dnia Severus, jak zwykle, wstał dosyć wcześnie, na długo przed swoimi współlokatorami z dormitorium. Nie chciał spędzać w ich towarzystwie więcej czasu, niż było to konieczne, dlatego zazwyczaj rano wymykał się do biblioteki lub na błonia, w zależności od pogody. O dziwo tej nocy całkiem się wyspał, choć zasnął późno, podczas czytania książki. Dawno się nie zdarzyło, żeby czuł się tak rześko. Dodatkowo opanował go dobry humor, co zdarzało się jeszcze rzadziej.
Wydawało mu się, że nic nie będzie w stanie go dzisiaj wytrącić z równowagi.
Bardzo szybko przekonał się, że był w błędzie.
Pociągnął za klamkę, chcąc wejść do łazienki. Niemalże natychmiast buchnęła na niego olbrzymia fala wody wymieszana z mydlinami i pianą. Przemoczyła go doszczętnie, po czym leniwie wpłynęła do dormitorium, je również zalewając. Snape musiał przytrzymać się framugi, żeby nowo powstała rzeka go nie zmiotła z drogi. Ze zdziwieniem zaobserwował, jak obok niego, chybocząc się na wszystkie strony, przepływa szafka stojąca dotychczas koło wanny.
Zauważył, że kurków chyba nadal ciekła woda. Niezdarnie rzucił się, żeby je zamknąć, klnąc i wykrzykując zaklęcie osuszające, które za wiele nie dawało. Pozostali mieszkańcy pokoju obudzili się już kilka minut temu; teraz z rozbawieniem obserwowali jego wysiłki.
Wzrok Severusa przypadkiem powędrował w kierunku lustra wiszącego na jednej ze ścian. Ujrzał na nim napis wymalowany czerwoną farbą: „Smarkerus smarkiem pozostanie”. Literki wyglądały zadziwiająco równo i schludnie, a w dodatku – znajomo. Później spojrzał na swoje odbicie i zobaczył wystające spomiędzy swoich – teraz czystych i mokrych – włosów jelenie poroże.
Poczuł, że uchodzi z niego powietrze.
– CI CHOLERNI GRYFONI!!!
Zaraz po wykrzyczeniu tych słów w jego głowie pojawiła się myśl, która za nic nie dała się wygonić, myśl brzmiąca zupełnie tak, jakby wypowiadał ją James Potter.
Przegrałeś, Snape. To nie ty jesteś zwycięzcą.

* Pomysł Saia Kurogetsu, creditsy speszyl for him.
(Bo hasła nie mogłam wymyślić...)

17 komentarzy:

  1. Świetnie napisany rozdział, widąć, że się przykładasz. Ale w koncu jesteś Katja, a więc wiadomo, że post będzie na wysokim poziomie. podobało mi się, że tak dokładnie opisałaś przebieg całego wydarzenia, począwszy od Syriusza udającego generała, skończywszy na rekacji Snape'a.już C to chyba kiedyś mówiłam, ale podoba mi się w Twoich opostach, że każdy lub przynajmniej większośc z nich spokojnie mogłaby być również miniaturką, wszystkie mają wstęp, rozwinięcie i zakończenie, a jednocześnie naprawdę dobrze się ze sobą łączą. Cieszę się, że po złapaniu Lily się nie wykpiła, bo to byłoby bardzo niekoleżeńskie. No i podobało mi się, że dałaś do zrozumienia, ze McGonagall też miała podobną sytuację, ciekawe, czy z chłopakiem, w którym sie póxniej lub może i wtedy, zakochała, hah. Właściwie mogłoby mi być żal Severusa, ale szcerze mówiąc, za bardzo nie jest, sam się prosił. A żart właściwie nie zrobił nic złego, no może oprócz tej części z lustrem. Rogi wybitnie zaś pokazują, ze i James brał w tym udział. Z niecierpliwością czekam na cd, 7.11, przybądź :). Zapraszam równiez na niedawno dodany siódmy rozdział do mnie, jestem ciekawa Twojej opinii - zapiski-condawiramurs.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak Wen jest, to jakoś to idzie. Poza tym mi samej też się te rozdziały podobają, co jest aż dziwne... No ale cóż. :D Bo te rozdziały to teraz takie realizacje moich mini-pomysłów, ale potem już będzie lepiej i mniej tych pseudo miniaturek... ^^ McGonagall zawsze mi się wydawała taka bardzo pro uczniowska, zawsze byłam zdania, że za młodu też nagrzeszyła. :D
      I potem będzie się działo, tak. Jak zwykle zresztą. :>
      Pozdrówki!

      Usuń
  2. Tudu tudu wąż rzeczny tudu tudu jest niebezpieczny, hahaha :D
    Rozdział jest wspaniały, ha zresztą jak każdy. Strasznie podoba mi się, że dajesz tak dużo ciekawych dialogów. Ogólnie cała historia jest lekka i przyjemna, a przeczytanie rozdziału zajmuje mi kilka miut, po których czuję ogromny niedosyt.
    Jak się cieszę, że Lily wzięła udział w odwecie! Snape na to zasłużył, choć przed oczami miałam scenę z Insygnii Śmierci, kiedy już umierał. Ciekawe jak rozbudujesz to w opowiadaniu, jeśli np. akcja przeniosłaby się kilka lat do przodu. Jak na razie jest tak swawolnie, a żadne zagrożenie nie wychyla się zza rogu.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wonsz rzeczny jest niebezpiecznyyyyy :DDDD
      Potem już nie będzie tak lekko i przyjemnie, zapewniam, zwłaszcza że sama mam załamkę przy pisaniu tych rozdziałów. Także ten XD
      Łanię planuję skończyć na ich szóstym roku, więc raczej się nie przeniesie do przodu za bardzo... Cierpliwości mi nie starczy, żeby dobić z tym opkiem tak daleko. XD
      Również pozdrawiam, danke schoen za komcia, ściskam <3

      Usuń
  3. Lily łamiąca regulamin. Dla zemsty na Snape'ie się opłaciło. Takiej zemsty Snape nie zapomni i pewnie do Lily i Huncwotów nie będzie się przez jakiś czas zbliżał.

    Czekam na kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, na pewno go to przekonało do tego, że między nim a Lily już wszystko skończone. ;)

      Pozdrówki!

      Usuń
  4. Omg kocham twojego bloga :D odwet Lily na Snape'ie - brawurowy :D + jeszcze że się nie wyparła tylko powiedziała że była z nimi - cudo <3 tylko czemu tyle musze czekać na rozdziały? ;-; Więcej i częściej błagam bo są cudowne :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że się podoba, naprawdę, serducho mi się raduje. :D
      Wydaje mi się, że tak co dwa tygodnie to jest idealnie, poza tym nie mam tyle czasu, żeby siedzieć nad tym opkiem i je aż tak bardzo rozbudowywać. xD

      Pozdrówki!

      Usuń
  5. Cześć ;)
    Mam mieszance uczucia względem tego rozdziału. Z jednej strony podobał mi się, bo uwielbiam Huncwotów (szalenie chaotyczny był ten dowcip - tu Wielka Powódź, tu napis, tu rogi), a Lily wypadła bardzo naturalnie w nienaturalnych dla niej okolicznościach. W dodatku zaimponowała Huncwotom i miała odwagę cywilną, żeby przyznać się profesor McGonagall, co było ciekawe. Z drugiej strony wciąż mam wrażenie, że to była bardzo marna "zemsta". Trudno ten żart w ogóle nazwać zemstą za to, co zrobił Snape. Z jednej strony zdrada i Śmierciożercy, a z drugiej szampon do włosów? Domyślam się, że nasza znajoma paczka chciała zrobić cokolwiek, co pozostaje w zasięgu ich możliwości, ale efekt wyszedł bardzo niewspółmiernie.
    Ciekawe czy po tej eskapadzie Lily zacznie patrzeć łaskawszym okiem na Huncwotów :) W końcu straciła swoją niewinność prefekta!
    Z pozdrowieniami
    Eskaryna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To miało być chaotyczne, bo tacy są Huncwoci, przyznaję. I przyznaję również, że Łania jest bardziej parodią niż pisaniem na poważnie... ;x Tak, masz rację. To nie była taka zemsta, tylko bardziej dowcip w stylu Huncwotów... Ale hej, przecież oni mimo wszystko są dobrymi ludźmi, nie są okrutni. Mogli wymyślić coś gorszego, owszem, ale rzucanie śmiertelnych klątw jakoś mi do nich nie pasuje, serio.
      Oj, zacznie. :P Po czymś takim się inaczej nie da!

      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  6. Hej,
    Lily łamiąca szkolny regulamin... Co się dzieje z tą dziewczyną?! Mogłabym powtórzyć słowa profesor: nie sądziłam, że dożyję tego dnia ;P Nie myślałam, że będzie zdolna do tego wszystkiego, a nawet jeśli, to tylko w formie 'towarzysza', a ona wykonała napis na lustrze obrażający Smarka, no, no...
    Bardzo podobało mi się podejście chłopaków, te komendy, a'la szkolenie itp ;P

    Weny i huncwotów ;)

    niecnimarudersi.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szaleje, a co! :D Ja w sumie też bym nie pomyślała, ale moim zdaniem Lily nie była taka sztywna, jak się wydawała. No, może na początku - ale hej, przecież ludzie się zmieniają. :D
      Cieszę się bardzo! ;)

      Pozdrawiam :3

      Usuń
  7. Hej:)
    Przepraszam, że tak dawno się nie odzywałam.
    Rozdział bardzo przyjemny. Pomysł na kawał - świetny, bardzo oryginalny. Bardzo lubię Twoją Lily, dziewczyna jest zdyscyplinowana i odpowiedzialna, ale też potrafi wyluzować i dobrze się bawić. Mam nadzieję, że zemsta Ślizgona nie będzie okrutna i, że nie wyrządzi on Lily żadnej krzywdy. Jestem bardzo ciekawa, jak będzie wyglądał szlaban, może Lily będzie w parze z Jamesem i ich relacje jeszcze bardziej się ocieplą?
    Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału, więc nie trzymaj nas w niepewności i pisz szybciutko:)
    Pozdrawiam cieplutko i życzę dużo weny!
    Neithiria.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic się nie stało, cieszę się, że wpadłaś. ;3
      Huhu, zdradzać niczego nie będę, bo sama spoilerów nie lubię. Trzeba jedynie się uzbroić w cierpliwość i poczekać - choć wiem, że to dręczy, bo sama też tak mam, gdy czytam czyjeś opowiadania. XD Ale przynajmniej publikuję regularnie i wiadomo, kiedy się spodziewać notki. :3
      W zasadzie to już napisane, pozostaje tylko wrzucić ;3

      Pozdrawiam serdecznie, dziękuję!

      Usuń

Czarodzieje