sobota, 26 września 2015

8. Dręczące myśli

Kilka dni po feralnych pocałunkach Jamesowi nadal nie przeszły zdumienie i euforia. Z jednej strony nie mógł uwierzyć w to, jak łatwo dał się wmanewrować w wypicie napoju miłosnego, a z drugiej strony ogarniała go ekscytacja na samą myśl: Lilyanne Evans, poważana pani prefekt, obiekt jego uczuć od kilku lat, pocałowała go.
POCAŁOWAŁA GO.
I to z własnej woli.
Naprawdę nie mógł w to uwierzyć. Może jednak naprawdę miał jakieś szanse? Nie przekonywała go teoria Lupina, że zrobiła to tylko z dobroci serca, by odkręcić tamtą paskudną sprawę. Przecież Lily się nie całowała z nikim z litości…
Jednak z każdym kolejnym dniem, kiedy go unikała, coraz bardziej tracił pewność, że cokolwiek było na rzeczy. Ukrywała się przed nim tak dobrze, jakby używała ich mapy, by wybrać korytarze, którymi nie chodził, oraz by wyjść z danego pomieszczenia zanim on w ogóle zdążył do niego dotrzeć. Usiłowała również nie przebywać z nim w jednej komnacie dłużej, niż było to konieczne, a gdy mieli wspólne lekcje, siadała jak najdalej od niego.
I starannie unikała jego wzroku, jakby się wstydziła tego, co zrobiła, jakby chciała zapomnieć, wymazać czarodziejską gumką.
Problem był w tym, że on pamiętał i nie potrafił jej wyrzucić z myśli.
Starał się zwrócić jej uwagę na wiele sposobów, ciągle jednak nie mógł znaleźć okazji, żeby porozmawiać z nią sam na sam. Zawsze przebywała w gronie kilku dobranych koleżanek, zawsze oddalała się szybkim krokiem, ignorując go.
Co gorsza, miał jeszcze inne problemy na głowie – jak choćby odrabianie prac domowych dla nauczycieli, którzy jakby się zmówili, żeby zadawać szóstoklasistom jeszcze więcej niż zwykle, czy też treningi quidditcha. Musieli wyjątkowo dużo pracować, żeby pozostać w formie – zbliżał się pierwszy mecz tego sezonu, ze Ślizgonami. Nie chcieli go przegrać, dlatego James nie mógł sobie pozwolić na żadne rozkojarzenia, choć miał wrażenie, że przespał nabór do ich drużyny. Wiedział, że dołączyły dwie osoby, jedna piątoklasistka i siódmoklasista, oboje ścigający, ale nie poświęcał im więcej uwagi, niż to konieczne.
Dlatego gdy po raz kolejny wracał przemoczony i ubłocony z treningu, natychmiast dopadał go zły humor. Dodatkowo czuł rozgoryczenie, gdy widział Remusa, Syriusza i Petera, wygrzewających się przy kominku – i nigdzie nie było znajomej, rudej czupryny.
Jednego z takich wieczorów padł zmęczony na kanapę obok Łapy, marząc tylko o tym, żeby ten dzień już się skończył, a najlepiej to żeby już były święta lub koniec roku szkolnego.
Może po prostu za bardzo się przejmował.
– Rogaczu, wszystko w porządku? – spytał Lunatyk, odrywając się od książki i spoglądając na przyjaciela z niepokojem.
James czuł, że jeszcze trochę i naprawdę wybuchnie.
– A widać, jakby było? – mruknął, kładąc głowę na oparciu kanapy oraz wpatrując się w sufit, który już dawno przestał być nieskazitelnie biały.
– Dlaczego po prostu z nią nie porozmawiasz? – zasugerował Łapa.
– Nie mam jak – zirytował się. – Robi wszystko, żeby mnie uniknąć i nie mam nawet szansy, żeby podejść.
– Za słabo się starasz – podsumował Syriusz, nonszalancko podrzucając pióro.
– Za słabo się staram?!
– No. Jakby ci naprawdę zależało, już dawno znalazłbyś jakiś sposób, żeby z nią porozmawiać. Nie wiem, zaczaj się czy coś.
– Na Merlina, znalazł się doradca… – Wywrócił oczami.
– Wiesz, ja nie mam problemów z rozmawianiem z Willow po tym… incydencie – stwierdził Syriusz, szturchając Rogacza w bok. – Idzie nam całkiem dobrze, wybieramy się razem do Hogsmeade w listopadzie.
– Chociaż komuś dobrze idzie – powiedział pogodnie Szczur, zjadając ze smakiem czekoladową żabę.
– Zamknij się – jęknął Rogacz. – Coś wymyślę… Nie wiem, co i kiedy, ale coś wymyślę.
– A właśnie – odezwał się Lunatyk, jakby sobie o czymś przypominając – jest coś, o czym zapomniałem wam powiedzieć.
– Co takiego? – zainteresował się Syriusz.
– Wiem, kto podmienił eliksiry.
– Kto? – James znacznie się ożywił, przestał też udawać trupa i spoglądał na przyjaciela z wyraźnym zainteresowaniem.
– Severus Snape.
– Skąd wiesz?
– Po pierwsze, Frank Longbottom widział, jak Snape klęka przy twojej torbie, James. Po drugie, trzeba być naprawdę dobrym z eliksirów, żeby uwarzyć ten wywar. A kto jest najlepszy z tego przedmiotu w całej szkole? Nie licząc Lily – Snape. Nie ma możliwości, żeby go gdzieś kupił, bo na palcach jednej ręki mogę policzyć ilość egzemplarzy, w których jest przepis na to. Nikt też go nie sprzeda, za duże ryzyko się z tym wiąże. Po trzecie, to był eliksir zakazany, czarna magia… Pamiętacie, jak Lily powiedziała nam, że o to się pokłócili? Wszystko do siebie pasuje – wyjaśnił Lunatyk z miną odkrywcy.
– Lunio… Jesteś absolutnie genialny! – ucieszył się Syriusz. Za to James już zacierał ręce.
– W takim razie już możemy zacząć obmyślać plan zemsty.
– Ale paradoksalnie wyświadczył ci przysługę – zauważył Lupin, zamykając książkę. Wiedział, że niczego więcej się już nie nauczy. – Lily cię pocałowała.
– I teraz mnie unika. Ładna mi przysługa. Myślę, że mimo wszystko powinien spłonąć w piekle za samą próbę odsunięcia mnie od niej. Zdołałem się z tego wywinąć tylko dlatego, że Lily znała rozwiązanie. Inaczej pewnie bym był do końca życia skazany na Willow, bez obrazy, Łapo.
James przeczesał dłonią włosy.
– Ma rację – przyznał Łapa, patrząc na Lunatyka. – Nie zaprzeczysz.
– Nie.
– Teraz przynajmniej mam po co żyć! – stwierdził radośnie James. – Wymyślę coś wyjątkowo paskudnego.
– A tak przy okazji, nie wiecie, kim jest Lucjusz Malfoy? – spytał nieprzytomnie Peter.
Huncwoci spojrzeli na niego zaskoczeni pytaniem oraz nagłą zmianą tematu.
– Niezbyt, a powinniśmy? – odpowiedział Lunatyk w imieniu swoim oraz pozostałej dwójki.
– Hmpf, nie wiem. Rozmawiał jakiś czas temu ze Slughornem w jego gabinecie. – Szczur potarł nerwowo czoło, jakby nie wiedział, czy powinien im to mówić.


Dopadł ją dzień przed meczem ze Ślizgonami, w bibliotece. Obrzuciła go niechętnym spojrzeniem, lecz nie uciekła, co uznał za sukces.
Przez chwilę się wahał, nie wiedząc, jak rozpocząć rozmowę. Ostatecznie powiedział:
– Dzięki za tamto… Za ten ratunek.
Zmierzwił sobie ręką włosy, na co stłumiła uśmiech.
– To nic takiego, zapomnij o tym. Zrobiłam, co musiałam.
Lily wzięła z półki kilka książek i ruszyła z powrotem do stolika, który uprzednio zajmowała. Miała tu także pergamin oraz podręczniki do historii magii; usiłowała pisać wypracowanie, szło jej jednak jak krew z nosa.
– Co musiałaś czy co chciałaś? – zapytał, zanim zdążył się pohamować. Ledwo słowa opuściły jego usta, przeklął się za swój niewyparzony język.
– Co to za pytanie, Potter? – Lily nie brzmiała tak, jakby była obrażona. Bardziej jakby się dystansowała.
– Evans… Umówisz się ze mną?
Naprawdę miał nadzieję, że tym razem powie tak.
– Zapomnij – parsknęła.
Nadzieja matką głupich.


Nie mogła zasnąć. Obracała się z boku na bok jeszcze długo w nocy, wciąż rozmyślając i po raz kolejny przypominając sobie rozmowę w bibliotece, a także to, co wydarzyło się wcześniej.
Targały nią sprzeczne uczucia. Z jednej strony brzydziła się tego, co zrobiła – kto o zdrowych zmysłach z własnej woli całuje Pottera?! Z drugiej nienawidziła samej siebie za to, że chciała to zrobić. Musiała, to jasne, nie mogła przecież sprawy tak zostawić, a nie chciała, żeby z winy jakiegoś dowcipnisia James wbrew swojej woli skończył zabujany bez nadziei w Willow. Uważała, że każdy powinien mieć możliwość wyboru tego, kogo kocha, nawet on, chociaż często miała go po prostu dosyć.
Na swój sposób jednak był uroczy, kiedy co chwilę mierzwił sobie włosy, podrzucał znicza i robił z siebie przedstawienie, usiłując przyciągnąć jej uwagę. A zwłaszcza wtedy, kiedy zadawał swoje nieśmiertelne pytanie: „Umówisz się ze mną, Evans?”.
Poza tym jednak był bucem. Myślał, że może mieć każdą, zwłaszcza ją; mylił się. Miała być dla niego tylko kolejnym trofeum, dodatkiem, ozdobą, którą można się pochwalić przed znajomymi. Do tego był zbyt przemądrzały, zbyt pewny siebie i miał zbyt wielkie ego. Król Hogwartu! Mistrz quidditcha! Niemający sobie równych! Denerwowało ją to.
Jednak kiedy pocałował Willow, poczuła ukłucie zazdrości. Musiała to przyznać nawet przed samą sobą, starała się jednak wytłumaczyć swojemu mózgowi, że chodziło tylko o to, że nikt nigdy jej tak nie całował. Gdy kilka minut później sama do niego podchodziła, czuła, jak mocno wali jej serce. Chciała się wycofać, lecz już było na to za późno; skoro zaczęła, musiała to skończyć.
Objęła go za szyję, stając na palcach; przewyższał ją wzrostem. Był zbyt zaskoczony, żeby protestować, jedynie odruchowo położył dłonie na jej talii. Przez kilka sekund patrzyła mu w oczy, po czym przysunęła się bliżej i pocałowała go.
Nie miała pojęcia, jak się to robi, więc ucieszyła się, kiedy przejął inicjatywę. Zatraciła się w pocałunkach tak bardzo, że nawet nie zwróciła uwagi na to, że jej policzki przybierają barwę czerwieni, skupiła się jedynie na tym, jak dobrze się czuje w objęciach Jamesa i jak bardzo chce, żeby dalej ją tak całował.
Oprzytomniała wreszcie, słysząc czyjś głos, jakby dochodzący z oddali. Wyrwała się chłopakowi i uciekła, zostawiając go samego.
Przyciskała dłoń do ust, parzyły ją. Nie widziała drogi, biegła na oślep, gdyż łzy zamazywały widok. Skręciła w jakiś korytarz, wolny od uczniów, by osunąć się na podłogę, kucnąć i objąć kolana dłońmi. Śmiała się oraz płakała jednocześnie.
Swój pierwszy w życiu pocałunek zdecydowanie mogła uznać za udany.
Za bardzo się wstydziła tego, co zrobiła, by móc stawić czoła Jamesowi. Nie chciała z nim rozmawiać, dlatego nadzwyczaj starannie go unikała. Okazało się to zadziwiająco łatwe, zwłaszcza że zawsze miała obstawę. Albo towarzyszyły jej Alice wraz z Dorcas, albo szła razem z kilkoma Krukonkami ze swojego rocznika, z którymi się przyjaźniła.
Widziała zatroskane spojrzenia, jakimi obdarzały ją jej przyjaciółki, żadna z nich jednak nie powiedziała ani jednego słowa. Cieszyła się z tego. Nie miała ochoty na umoralniające gadki i próby przekonywania, że powinna porozmawiać z Jamesem. Czuła, że jeszcze nie jest na to gotowa.
Nadal jednak robiło jej się gorąco, gdy tylko pojawiał się w pobliżu. Od razu przypominała sobie ów nieszczęsny pocałunek, co sprawiało, że policzki dziewczyny przybierały kolor równie intensywny, co jej włosy. Zwykle w takich sytuacjach musiała salwować się ucieczką.
Im dłużej to trwało, tym bardziej nabierała przekonania, że powinna z nim porozmawiać. Bała się, że po tym wszystkim nie spojrzy na nią normalnie, że będzie od razu oczekiwał czegoś więcej. Od tylu lat usilnie starał się usilnie zaprosić ją na randkę, a ona pewnego dnia ni z tego, ni z owego go całuje?! Merlin jeden wie, co sobie pomyślał.
Te myśli nie dawały jej spokoju. Powoli zamieniały się w dręczące pragnienie, żeby z nim porozmawiać i wszystko wyjaśnić, powiedzieć, że to wcale nie tak, jak mu się wydawało… Ciągle jednak, gdy go widziała, traciła rezon, tchórzyła. Bolało ją to, że nie miała tyle odwagi.
Postanowiła tej nocy, że następnego dnia rano do niego podejdzie, najlepiej już po meczu quidditcha, żeby niepotrzebnie chłopaka nie martwić czy dekoncentrować czczymi pogaduszkami. Miała szczerą nadzieję, że Gryfoni wygrają mecz; zawsze lepiej rozmawiać z Jamesem trwającym w stanie euforii z powodu zwycięstwa niż z Jamesem sarkającym na cały świat po przegranej.
Z tą decyzją zapadła w spokojny sen.


Kiedy James obudził się następnego dnia, był w nieco lepszym humorze, niż poprzedniego wieczoru.
Również i dzień zapowiadał się dobry. Niebo miało czysty, błękitny kolor, nie widniała na nim ani jedna chmurka. Słońce świeciło mocno, ogrzewając błonia i rozświetlając powierzchnię jeziora. Już teraz, choć dopiero co zaczęła się pora śniadaniowa, siedziało nad nim kilku uczniów, korzystając z ostatnich pogodnych dni. Niedługo zaczynał się październik, a z nim przyjdą ulewne deszcze oraz zimno.
Choć żadna pogoda nie mogła być przeszkodą dla graczy quidditcha, James się ucieszył z widoku za oknem. W deszczu czy śniegu źle się szukało znicza, a dzisiaj przy takiej przejrzystości powietrza nikt nie mógł mu go sprzątnąć sprzed nosa, a już na pewno nie żaden Ślizgon.
Nie widząc w sypialni nikogo z pozostałych Huncwotów, przebrał się i zszedł na dół. W pokoju wspólnym siedziało kilku Gryfonów, pozostali najwyraźniej zeszli na śniadanie.
– Trzymamy za ciebie kciuki, James! – zawołała jedna z piątoklasistek siedzących przy kominku.
– Dzięki! – odkrzyknął, mijając je z uśmiechem.
Tak jak przypuszczał, cała szkoła zgromadziła się w Wielkiej Sali. Dostrzegł przy stole Gryffindoru swoich przyjaciół, więc dosiadł się do nich.
– Jak samopoczucie przed meczem? – zagadnęła go siedząca koło Syriusza i krusząca w dłoniach chleb Dorcas.
– Nie jest źle – odparł, sięgając po jajecznicę. Nie zauważył nigdzie Lily, więc nieco zmarkotniał. – Gdzie Evans?
– Zawsze tylko o niej myśli. – Syriusz zacmokał z niezadowoleniem. – Bracie, powinieneś ograniczyć to uzależnienie.
– Daj spokój. – James wycelował w niego widelec. – Sam nie jesteś lepszy z tą swoją Willow. Poza tym nikt cię o zdanie nie pytał.
– Lily siedzi w bibliotece – odezwała się Alice, dotychczas pogrążona w rozmowie z wysoką Puchonką z trzeciego roku, która niechętnie dziobała swój omlet.
– Przyjdzie na mecz? – Rogacz wbił w Alice spojrzenie swoich orzechowych oczu.
– Nie wiem. Chyba tak. – Dziewczyna wzruszyła ramionami w odpowiedzi.
Westchnął zrezygnowany.


– Mogę się dosiąść?
Lily podniosła wzrok znad wypracowania z eliksirów i nie zdziwiła się, widząc znajomego Ślizgona. Wyglądał tak nieszczęśliwie, że brała ją litość.
– Severusie. Usiądź.
Uporządkowała trochę notatki i pozamykała książki, wstydząc się bałaganu, który zostawiła na stole.
– Lily, ja… Nie chciałem tego – powiedział miękko.
– Ja też nie.
– Przepraszam za to… Nie jesteś szlamą!
– Severusie… Wyjaśnij mi, proszę, jedną rzecz. – Wypowiedziała te słowa z całą stanowczością, na jaką było ją stać. – Zawsze nazywałeś mugolaków szlamami. Co się w takim razie zmieniło, w czym jestem od nich lepsza?
– Jesteś ładna, mądra, jesteś po prostu Lily Evans… – spróbował się bronić.
– Bo widzisz, dużo nad tym myślałam i ciągle jakoś nie potrafię zrozumieć, dlaczego się w ogóle ze mną przyjaźniłeś, jeśli cenisz tak bardzo odpowiednie pochodzenie.
– To nie tak! – zaprotestował. – Mój ojciec był mugolem… Nie mam czystej krwi.
– To dlaczego nazywasz mugolaków szlamami?
Nie odpowiedział; jego milczenie powiedziało jej wystarczająco wiele. Wstała z ogniem w oczach.
– Nadal chcesz się przyłączyć do śmierciożerców? – spytała, biorąc ze stołu wszystkie książki. Nie odwróciła się do niego, gdy również podniósł się z miejsca.
– Tak – powiedział cicho.
– Wiesz, że nigdy tego nie zaakceptuję. – Przez chwilę patrzyła w przestrzeń, po czym na ułamek sekundy przeniosła wzrok na niego.
– Wiem.
Czuł, że mu się wymyka.
– Wiesz, że nienawidzę czarnej magii.
– Wiem.
– Wiesz również w takim razie, że nasze drogi muszą się rozejść. Severusie, bardzo cię lubiłam, ale nigdy nie zaakceptuję niczego, co krzywdzi moich przyjaciół lub innych ludzi, co jest całkowicie złe.
– Zawsze stojąca po dobrej stronie – mruknął.
– Też możesz po niej stanąć! – krzyknęła, nie przejmując się tym, że w bibliotece powinna zachować ciszę. – Jeszcze nie jest za późno, żebyś się wycofał. Po prostu do nich nie przystępuj, a…
– Nie – przerwał jej brutalnie. – To już postanowione. Spotkałem się w tej sprawie z Lucjuszem Malfoyem.
– Żartujesz, prawda?
Wyglądała, jakby ją uderzył.
– Nie.
– Zawsze miałam cię za inteligentnego – rzuciła z pogardą, po czym odeszła.


– Nie na meczu?
Alice Bloomweg wyglądała, jakby ją przyłapał na gorącym uczynku.
– Ja… Um… Nie – odparła, chowając za plecami jakiś karton. – A co ty tutaj robisz, Frank?
– Na trybunach jest nieco za głośno, a chciałem w spokoju napisać wypracowanie na transmutację – wyjaśnił. Pokazał jej trzymane w dłoniach pergaminy i książki.
– Ach, rozumiem – odparła z wyraźną ulgą. – No to… do zobaczenia!
Już chciała się oddalić, kiedy zawołał za nią:
– Knujesz coś?
Uśmiechał się, kiedy się odwróciła w jego stronę. Może to sprawiło, że zdobyła się na szczerość.
– Planuję wrzucić parę łajnobomb do gabinetu Filcha. Idziesz ze mną?
– Jasne.
Zdziwiła się, kiedy się zgodził.


Gdy wyleciał na boisko na swojej nowiutkiej miotle, od razu dostrzegł na trybunach charakterystyczną rudą fryzurę. Niby mogła to być jakaś inna dziewczyna, niekoniecznie Lily, on jednak po prostu wiedział, że to ona. Napełniło go uczucie szczęścia.
Pęd powietrza zmierzwił mu włosy – jakby nie były wystarczająco zmierzwione. Poczuł zastrzyk adrenaliny.
Przez chwilę obserwował, jak ścigający Gryffindoru podają do siebie kafel, unikając pałkarzy Slytherinu oraz tłuczka. Chwilę później na trybunach rozległ się ogłuszający ryk; Gryfoni zdobyli gola.
– Ej, Potter, nie gap się tak, tylko szukaj znicza! – krzyknął do niego w przelocie kapitan drużyny. To go otrzeźwiło. Rozejrzał się. Szukający Ślizgonów, Haxley, krążył podobnie jak on, szukając znicza. Wyglądało jednak na to, że jeszcze żaden z nich go nie znalazł.
Gryffindor wygrywał zaledwie dziesięcioma punktami, kiedy dostrzegł w końcu znicz – furkotał wściekle, latając nieopodal trybun. James tym razem miał pewność, że to nie przypadkowy błysk złota.
Przyspieszył, kierując się w stronę małej piłeczki. Wiedział, że ma na ogonie Haxleya, lecz jego miotła była szybsza i bardzie zwrotna.
Zapikował, żeby go zmylić. Ślizgon nawet nie zauważył przelatującego obok znicza, lecz ruszył za Gryfonem, wierząc, że ma on cel na oku. Podczas gdy James zdążył odlecieć w bok, zanim wleciał w dół trybuny, o tyle Haxley już nie miał tyle szczęścia. Rąbnął z krzykiem w materiał i przedarł go, by w końcu spaść na ziemię i poturlać się kawałek.
– Ups, wygląda na to, że Haxley został wyeliminowany z gry! – oznajmił rozentuzjazmowany Alexander Jordan, wybrany przez grono pedagogiczne na komentatora meczu. – Czyżby Potter leciał po zwycięstwo?
Znicz zatrzymał się tuż przed twarzą Lily Evans.
James usiadł nonszalancko na miotle i wyciągnął dłoń po złotą kulkę, która jeszcze przez chwilę trzepotała bezradnie skrzydełkami. Nie patrzył jednak na piłeczkę, lecz na Lily.
O dziwo dziewczyna nie wyglądała, jakby miała zamiar na niego rzucić klątwę.
Jej usta wyginały się w uśmiechu, jednym z najcudowniejszych, jakie kiedykolwiek widział.

12 komentarzy:

  1. No i nie wiadomo czy złapał tego znicza! kurczę, ale chyba tak. no chyba że się zagapił za długo... Ach, James musi przeżywać ten pocałunek niesamowicie mocno. ale chyba jeszcze bardziej robi to Lily, raczej sie nie spodziewała, że tak się jej spodoba, a widać, że to nie był ot taki sobie zwykły całus... nadal uwaza Jamesa za bufona itp. itd. ale chyba juz nie tylko... Ciekawe, czy w końcu z nim porozmawia po tym meczy czy nie... nie sądzę, żeby coś z tego wynikło, ale może byoby dobrym początkiem dalszej znajomośći. Severus już chyba ostatecnie zniszczył sobie wszelkie szanse u Lily, nie wiem, po co do niej opdchodził, ale przynajmniej szczerze powiedział, ujakie są jego polany i w ogóle... Byłoby calkiem miło, jakby kiedyś w rozmowie między Lily a huncowtami wypowiedziane zostało imię Lucjusz, może ktoś by się wtedy z nich domyślił, iż to o nim mówił Peter ( w ogóle niezły miał timing... ale spokoxD). trpchę mnei smuciło, że tak sdużo było o Willow pośrednio, a że nie pojawi się zaden fragment z nią i Syriuszem, ale liczę, że w rpzyszłości tak będzie. tutaj,nawet na mecu Quidditcha, bardzo skupiłaś się an relacji James & Lily, i t dobrze, bo to główny wątek, choć trochę żałowałam, że np. opis meczu był dość krótki i tez głównie dotyczył rudej xDxD no, ale nie można powiedzieć, żeby post był tylko o nich, np. ten fragment o Alice i Franku... swoją drogą nie spodziewałam się, że dziewczyna to taka mała huncwotka xD z niecierpliwością czekam na 10.10 :) i podziwiam Cię za wenę, serio xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Załapał go! :> Tuż przed twarzą Lily, ale zawsze. :D Oboje to mocno przeżywają, bo to nie było z inicjatywy któregokolwiek z nich, tylko, hm, czynniki zewnętrzne o tym zadecydowały. A Lily, jak to Lily, ma dużo wątpliwości, bo uważa Jamesa za dziecinnego, zresztą o tym w następnym rozdziale. I w kolejnych. :D
      No cóż, Severus miał nadzieję, że uda mu się ją przeprosić i że w jakiś sposób odbuduje tę relację. Potrzebował tej rozmowy, żeby sobie uświadomić, że bezpowrotnie stracił jakiekolwiek szanse u Lily... Cierpliwości! Na wszystko nadejdzie czas! Może szybciej, może wolniej, ale o tym będzie! Szczur nigdy nie miał dobrego timingu, on dosyć wolno myśli i przetrawia. xD Tak, będzie jeszcze o nich całkiem sporo, w następnych rozdziałach dochodzą inne wątki i będzie, stety lub niestety, sporo skakania po kolejnych uczniach. ^^ Nie lubię opisywać meczy quidditcha! To jest straszne! Ale później jeszcze będzie trochę o quidditchu i mam nadzieję, że tamte opisy cię zadowolą. xD
      O tak, Alice zdecydowanie ma duszę huncwotki. :>
      Moja wena jest dosyć kapryśna, ostatnio złapałam artblocka na Łani i nie mogę nic napisać, ale za to mam spory zapas i nie muszę się martwić publikacją. :3
      Pozdrawiam serdecznie :D

      Usuń
  2. Zakończenie było cudowne! Gdzieś mam teraz, czy on złapał tego znicza, czy w ostatniej chwili mu się wymknął. Liczyła się tylko TA chwila. Wydaje mi się, że właśnie takie momenty decydują o naszych późniejszych ruchach, takie - wydawałoby się - nic nieznaczące chwile, jak ten promienny uśmiech Lily i on, James, widzący ją w TEN konkretny sposób. Ja lubię sobie czasem tak pofilozofować, dlatego to zrobiło na mnie takie wrażenie. XD
    Co do pocałunku - podejrzewałam, że Lily obierze właśnie taką taktykę, ku rozpaczy Jamesa. Po prostu... wydaje mi się, że będąc nią zrobiłabym to samo. Ona sama najpierw musi się dowiedzieć, czego tak naprawdę chce, bo pocałunek to tylko pocałunek, dobry mógłby być nawet z Severusem (nie wierzę, że to napisałam :D), a przecież chodzi o człowieka. Ona musi znaleźć w Rogaczu to "coś", co niekoniecznie jest jego wspaniałą umiejętnością całowania.
    Bardzo mi się podobał ten rozdział. Działo się. Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! Też lubię takie chwile! Takie niby drobne, niby nic nieznaczące, a później się okazuje, że miały ogromne znaczenie. :3 Dlatego tutaj pominęłam opis meczu, chciałam napisać tylko o tym, jak łapie tego znicza, patrząc na Lily, a ona się uśmiecha. Takie niby nic... ^^
      Ja też bym tak zrobiła, dlatego dosyć łatwo opisywało mi się uczucia Lily. :D Zagwozdek będzie miała więcej i będzie szukać tego "czegoś" przez kolejne rozdziały... ^^

      PS James złapał znicza, Gryfoni wygrali. Nie napisałam chyba tego w kolejnym rozdziale, więc żaden spoiler. XD
      PPS Cieszę się, że się podobało. :3 To zawsze bardzo zachęca do dalszego pisania. :3
      PPPS Ja też pozdrawiam!

      Usuń
  3. Cześć :)
    Ach, byłam ciekawa, co się stanie po tym pocałunku.
    Sytuacja całkiem przewidywalna, James w euforii, Lily w ukryciu, ale to dość słodkie. Ja tam nikogo bym nie pocałowała z litości, więc może coś w tym jest?
    Cóż, przynajmniej prawda wyszła na jaw. Snape winien, cóż począć.
    Miałam nadzieję, że Lily zrozumie co nieco, ale głupkowate pytanie Jamesa popsuło wszystko. Nawet jakby chciała, po takim pytaniu pewnie by się nie zgodziła. No dobra, wiadomo, James musi jeszcze trochę dorosnąć i przestać traktować Lily jako wyzwanie, tylko jako osobę. Wszystko jasne! Ale nie mogę się już doczekać :)
    Myśli Lily były całkiem realistyczne, rozumiem jej sposób rozumowania. Sytuacja była dość skomplikowana bez cudzych intryg, naprawdę.
    Oj, konfrontacja Lily z Severusem była przykra, ale konieczna. Przynajmniej wiadomo, po której stronie stoją. Okropna sytuacja.
    Alice, Frank i łajnobomby. Jak romantycznie! :)
    Taka końcówka jest co najmniej nie fair! Aż chciałoby się dalszy ciąg :)
    Z pozdrowieniami
    Eskaryna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cześć :D
      Słodkie jak słodkie, ale oni teraz muszą się z tego wyplątać i po ludzku porozmawiać! Oboje tego chcą, choć Lily jeszcze nie jest pewna, co w ogóle chce i powinna zrobić. :D Takie tam rozterki nastolatki, nic nowego. :3
      O tak, masz rację. Choć myślę, że James bardziej zapytał to z taką nadzieją, że skoro go pocałowała, to mooooże wreszcie się z nim umówi , coś takiego. :D Ale fakt, jeszcze dużo przed nim!
      Sytuacja będzie jeszcze bardziej skomplikowana, bo ja lubię komplikować, tak. Powinnam to chyba sobie wpisać w CV jako hobby. :D
      No, zwłaszcza że oboje naprawdę bardzo się lubili i jestem pewna, że gdyby nie to bardzo ślizgońskie podejście Severusa do innych ludzi oraz jego zamiłowanie do czarnej magii, między nimi naprawdę mogłoby coś być. No ale cóż, Severus zepsuł to na swoje życzenie - mógł się cofnąć, lecz tego nie zrobił, wybrał Czarnego Pana, zostawiając Lily. :> Zresztą któż się mógł oprzeć Czarnemu Panu?
      Będzie jeszcze bardziej romantycznie, zapewniam! :D
      A ja powiem tak: CIĄG DALSZY NASTĄPI. I to za dwa tygodnie, także ten, chyba warto poczekać! :D

      Pozdrawiam serdecznie :3

      Usuń
  4. James jednak zachowuje się dziecinnie. Po czymś takim mógłby spokojnie zacząć zbliżać się do Lily, zyskać jej sympatię, w jej głowie rodziłoby się coraz więcej wątpliwości aż w końcu nie mogłaby oszukiwać już samej siebie... a tu co? Potter wypalił z grubej rury i wszystkie ładne plany w mojej głowie poszły spać. :D
    To najsłodsza rzecz na świecie, że pierwszym chłopakiem, jakiego pocałowała Evans był James. <3 Nawet w takich okolicznościach! :D A akcja ze zniczem to mistrzostwo, cieszyłam się do ekranu jak głupia, czytając o tym.
    Jestem ciekawa jaką też zemstę obmyślą dla Snape'a. Mam nadzieję na coś okropnego, bo ta jego rozmowa z Evans tylko mnie zdenerwowała. "Jesteś mądra, jesteś ładna, jesteś Evans." Cóż, na szczęście Lily jest jeszcze dobra, więc na pewno nie przyjaźniłaby się z nim po czymś takim. A tak w ogóle to dzięki ci za niewplatanie żadnych wątków miłosnych Evans-Snape. Lily NIE kochała Snape'a, nigdy. Amen.
    Hm. Glizdogon niby coś mówi, niby nie... Nie wiem co o tym myśleć, ale no, zobaczymy.
    Pozdrawiam. <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest James! On nie umie inaczej. :D Zresztą spokojnie, jeszcze duuuużo rozdziałów przed nami, jeszcze zobaczysz!
      Yay. <3
      Zemsta dla Snape'a będzie genialna, obiecuję! Sama się pokładałam ze śmiechu, gdy to pisałam! Żeby nie spoilerować, powiem tylko, że Snape dostanie to, na co zasłużył... :3
      No właśnie wiem, on był dla niej tylko przyjacielem. Gdyby nie to, co zrobił, mooooże by coś z tego było, ale tak? Nie ma szans. Ale do wątku Snape'a będę jeszcze wracać. :D
      Ja również pozdrawiam <3

      Usuń
  5. Jednak Snape podmienił te eliksiry. To teraz Huncwoci pewnie będą chcieli się zemścić. Ciekawe jak to zrobią.
    Lily chyba już coś tam zaczyna czuć do Jamesa. Chyba dobrą decyzję podjęła żeby z nim porozmawiać. A teraz do tej rozmowy pewnie szybciej dojdzie, bo znicz przecież się przed nią zatrzymał i od razu po meczu pewnie porozmawiają.

    Czekam na kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  6. Hej, hej! Bardzo fajne opowiadanie! Jedyne co mnie martwi to, że planujesz tylko około dwudziestu rozdziałów... Wolałabym żyć w błogiej nieświadomości z nadzieją, że opowiadanie będzie trwało wiecznie xD
    Widzę, że nawet Złoty Znicz jest za Jily! Dobra piłka, polać jej! Chociaż przyznam, mam wrażenie, że złapanie Znicza nie będzie takie proste ;P Oby tylko James nie zdzielił Rudej po twarzy xD
    Kurcze no, bardzo fajne opowiadanie ;) Nawet to 'Evans, umów się ze mną' które na niektórych blogach jest używane do porzygu tęczą, u Ciebie tak jakoś fajnie się zgrywa, że bardzo przyjemnie się czyta ;)
    Czekam na kolejny rozdział z niecierpliwością i ciesze się, że to już niedługo ^^

    Weny i huncwotów! ;)

    niecnimarudersi.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Powiem tak - czytam na telefonie i nie bardzo mam jak komentować, ale tak dobre opowiadanie chyba nie potrzebuje komentarza. Momenty James-Evans są świetne!

    OdpowiedzUsuń

Czarodzieje