sobota, 12 września 2015

7. To nie tak miało być

– Syriusz? Co się stało? – Lupin osłupiał na widok miotającego się po dormitorium i mającego paskudny wyraz twarzy Łapy.
– Willow… Zamorduję! – zrozumiał tylko z bezładnej plątaniny słów wydobywającej się z ust Syriusza. Chłopak wyglądał jak wściekły pies gotów wszystkich pokąsać z miejsca.
– Hej, uspokój się. Siadaj. – Lunatyk odłożył książkę i siłą posadził przyjaciela na łóżku obok siebie. – O co chodzi?
– Zamorduję Rogacza – wywarczał, wciąż niespokojny.
– Dlaczego?
– Bo zarywa do Willow!
– Jakiej Willow? – Remus patrzył na Łapę ze zdumieniem.
– Krukonka z naszego roku. Planowałem iść z nią do Hogsmeade.
– Ach – westchnął. – I James do niej… zarywa?
– Yhym.
– Skąd wiesz?
– Widziałem, jak się za nią ogląda, potem ją zagadał i mówił do niej per „kochanie”.
– To niemożliwe – wymamrotał Remus. – Przecież on kocha Lily Evans. Mówił to wiele razy i nie wyglądał wówczas, jakby żartował…
– Wierz mi, sam jestem zaskoczony. I wściekły. – Syriusz przejechał dłonią po twarzy. – To do niego niepodobne. Najchętniej bym go rąbnął.
– Może ktoś mu podał eliksir miłosny? – zasugerował Lunatyk, rozglądając się po pokoju w poszukiwaniu czegoś, co mogłoby zostać wysycone wywarem i co spożył James. – Albo się upił. Albo ktoś rzucił na niego jakieś paskudne zaklęcie.
– Może. Trzeba się dowiedzieć, co dzisiaj zja…
Przerwało mu nagłe pojawienie się obiektu ich rozmowy, podejrzanie radosnego. Syriusz na ten widok jedynie zacisnął pięści; z jego ust dobyło się ciche warczenie.
– Psie, spokój – mruknął do niego James. – Um, James? Zjadłeś lub piłeś dzisiaj coś od kogoś?
– Czemu pytasz? – Zapytany zmarszczył brwi, wyrzucając na łóżko zawartość swojej torby. Pod podręcznikiem do transmutacji mignęła butelka z zielonym eliksirem.
– Ciekawość. – Lunatyk wzruszył ramionami.
– Nie widzieliście mojej książki od zaklęć? – James zdawał się nie zauważać napięcia panującego w pomieszczeniu lub je zwyczajnie ignorował, mając dobry humor.
– Pod łóżkiem – wskazał Lupin.
– Ach, racja. Dziękuję. – Wydobył podręcznik z zakamarków swojego leża, uśmiechając się triumfalnie. Odwrócił się, gotów wyjść, lecz zatrzymał go głos Remusa:
– Dokąd się wybierasz?
– Do biblioteki, porozmawiać z moją Willow – odparł radośnie.
– Z twoją Willow?! – Syriusz nie wytrzymał i rzucił się na Jamesa, chwytając go za szyję.
– Łapo! Odpuść! – Remus nie był najsilniejszym z Huncwotów, dlatego z trudem odciągnął Syriusza. Natychmiast wydobył różdżkę i wycelował ją w niego, gotów w razie potrzeby rzucić zaklęcie paraliżujące. – Jamesie, powtórzę się. Czy jadłeś lub piłeś dzisiaj coś od kogoś? Lub czy cokolwiek przy posiłku wydało ci się podejrzane?
– Um, chyba nie. – Rogacz zmarszczył brwi, usiłując sobie przypomnieć wydarzenia z całego dnia. – Chociaż czekaj… Piłem ten eliksir. – Wskazał buteleczkę wciąż leżącą na jego łóżku.
– Skąd go masz?
– Od Lily.
Syriusz sięgnął po eliksir.
– Lily Evans? – spytał z niedowierzaniem Lunatyk. – Czy wszyscy dzisiaj powariowali?
– Tak. Czy to ważne? Spieszę się – mruknął James.
– Nie. – Remus machnął ręką, ignorując wściekłe spojrzenie Łapy. – Idź.


Znaleźli Lily siedzącą w fotelu przy kominku w pokoju wspólnym. Wyglądało na to, że usiłuje się uczyć, od czasu do czasu z irytacją spoglądając na czwartoklasistów grających obok w eksplodującego durnia.
Ostrożnie usiedli w fotelach obok niej, nie wiedząc, jak zacząć rozmowę.
– Huh? O co chodzi? – Spostrzegłszy ich obecność, uniosła głowę znad pracy domowej i spojrzała na nich podejrzliwie. – I gdzie macie resztę świty?
– James siedzi w bibliotece – zaczął Remus.
– W bibliotece? – powtórzyła, nie rozumiejąc korelacji między słowami „biblioteka” i „James”.
– Tak, w bibliotece – odparł cierpliwie Lunatyk.
– Może mi jeszcze powiecie, że się uczy…? – Odłożyła pióro i oparła plecy o kanapę.
– Nie udawaj niewiniątka – nie wytrzymał Syriusz. – To ty mu podałaś ten eliksir!
– Jaki znowu eliksir? O co znowu chodzi? – spytała zdezorientowana, patrząc to na Blacka, to na Lupina. – I co do tego ma James siedzący w bibliotece?
– Łapo, uspokój się. Nie pomagasz. – Remus posłał przyjacielowi znaczące spojrzenie.
– Przepraszam, że tak bardzo mnie ta sytuacja irytuje. – Syriusz przewrócił oczami, ale odpuścił, zamiast tego mierząc Lily złym wzrokiem.
– Remusie…?
– James siedzi w bibliotece, bo zauroczył się pod wpływem eliksiru, który mu dałaś, w pewnej Krukonce – wyjaśnił spokojnie.
Zdumienie Lily wzrosło.
– To… niemożliwe – powiedziała wreszcie. – Dawałam mu eliksir wzmacniający, a nie napój miłosny… – Zmarszczyła brwi.
– Nie wierzę ci – warknął Syriusz. – Kto jak kto, ale ty miałaś dobre powody, by to zrobić!
– Jakie, Black? – Zmrużyła oczy.
– Przecież od sześciu lat pragniesz, żeby dał ci spokój, prawda? Teraz znalazł sobie inny obiekt westchnień, więc jesteś wolna.
Ruda z całych sił pragnęła zachować spokój.
– Może czasami mam go dosyć – powiedziała wreszcie – ale nie jestem tak podła, Black, żeby używać eliksiru miłosnego do osiągnięcia swoich celów.
– Jeżeli w takim razie nie kłamiesz – zaczął Remus – to jak to możliwe?
– Ktoś podmienił butelki?
Wzruszyła ramionami, po czym dodała:
– Teoretycznie jest to możliwe, ale ciężko znaleźć taki eliksir, który… – Przerwała, gdyż w tej samej chwili ją oświeciło. – O Merlinie… Remusie, możesz mi pokazać ten eliksir?
Lupin wyjął buteleczkę z kieszeni szaty i podał Lily. Ruda odkorkowała ją, po czym powąchała. Niemalże od razu zbladła.
– Nie wiem, kto podmienił eliksiry, ale wpakował nas w masakrycznie duże i głębokie bagno… Myślałam, że James wypił jakiś lekki eliksir miłosny, wiecie, taki, na który jest antidotum… Ale pomylić ten wywar z eliksirem wzmacniającym można było żałośnie łatwo, więc się nie dziwię, że James nawet nie zauważył różnicy. – Skrzywiła się.
– Dlaczego? – spytał Lupin.
Podała mu butelkę, wciąż niezakorkowaną.
– Powąchaj. Ja zaraz wrócę.
Pobiegła do dormitorium i wróciła z identyczną butelką w dłoni. Otworzyła ją.
– Pachnie normalnie – stwierdził Syriusz z niechęcią.
– W samym zapachu nie ma niczego niezwykłego – przytaknęła Lily. – Zaraz się przekonasz, o co mi chodzi. To – potrząsnęła naczyniem, które dopiero co przyniosła – jest eliksir, który dałam rano Jamesowi. Wyglądają identycznie, prawda?
Przysunęła butelkę do tej trzymanej przez Remusa.
– Da się je odróżnić? – Lunatyk zmarszczył brwi, pochylając się do przodu i usiłując dostrzec różnicę między płynami.
– Powąchaj.
Zrozumiał natychmiast.
– Eliksir wzmacniający nie ma zapachu?
– Dokładnie. Poza tym są identyczne, dlatego można je tak łatwo pomylić. – Lily zakorkowała butelkę i odłożyła ją na stoliczek. – Dodatkowo akurat o tym napoju miłosnym na lekcjach się nie mówi, w żadnej książce nie ma przepisu na niego. Należy do eliksirów zakazanych przez ministerstwo.
– Dlaczego? – Złość Syriusza wyparowała.
– Bo jest tak silny, że żadne antidotum na niego nie działa. Silniejszy nawet niż amortencja. – Przejechała dłonią po twarzy. – Nie wiem, kto podmienił te eliksiry, ale powinien skonać w męczarniach.
– Nie da się tego jakoś odkręcić? – spytał niepewnie Remus, przeczesując włosy.
– Zasadniczo… da się – odparła zamyślona Lily. – Nie widziałam jednak nigdy tego w praktyce i nie wiem, czy działa.
– Wyjaśnij.
– Słyszałam, że to jest tak, że ofiara musi najpierw pocałować osobę, w której się zakochała pod jego wpływem, a później osobę, w której się kochała wcześniej – doprecyzowała cicho.
Syriusz wyglądał, jakby trafił go piorun.
– Co się stanie, jeśli drugi pocałunek nie dojdzie do skutku? – Remus obserwował uważnie bladą twarz Lily. Wyglądała na chorą.
– Nie będzie w stanie się więcej zakochać.
– A… co z osobami, które nie były wcześniej zakochane?
– Nie wiem. – Potarła skronie. – Nie słyszałam o takich sytuacjach.
– Naprawdę nie ma innego sposobu, żeby to odkręcić? – jęknął Syriusz.
– Obawiam się, że nie. Wierz mi, jestem zachwycona w równym stopniu, co ty, Syriuszu, dlatego najlepiej już teraz zacznijcie obmyślać plan zemsty. Najlepiej wyjątkowo wymyślnej i okrutnej.


– Musisz mi pomóc. 
Willow naprawdę nie spodziewała się, że usłyszy te słowa od idealnej pani prefekt, Luly Evans, w mrocznym korytarzu na piątym piętrze o godzinie czwartej po południu. Tym, co wzbudziło większe zdumienie Krukonki, była obecność Syriusza Blacka i Remusa Lupina. Nie przypuszczała, że Gryfonka wybierze towarzystwo Huncwotów, a nie ukochanych książek.
Założyła ręce na piersiach, mrużąc oczy.
– W czym? – spytała wreszcie.
– W odkręceniu pewnej… – zawahała się Lily – dziwnej sytuacji.
– Co to ma wspólnego ze mną?
Przeniosła wzrok na Syriusza, drapiącego się po kark i wyglądającego wyraźnie nieswojo. Unikał jej spojrzenia. Z kolei Lupin zachowywał spokój, nonszalancko włożywszy ręce do kieszeni.
– Wszystko.
– Willow…
– Black, zamknij się, daj mi wytłumaczyć! – Lily powstrzymała Łapę gestem.
Zrezygnowany skinął głową.
– Kojarzysz Jamesa Pottera? – Oczy panny Evans błysnęły złowrogo, gdy zadawała to pytanie.
– Nie da się go nie kojarzyć – skrzywiła się Willow. Nie miała najlepszych wspomnień związanych z Gryfonem. – Poza tym bardzo uparcie towarzyszył mi dzisiaj w bibliotece – dodała dyplomatycznie, na co Syriusz odpowiedział warknięciem.
– Łapo, spokojnie. – Lupin położył dłoń na ramieniu przyjaciela.
– I nie zastanowiło cię, skąd ten nagły afekt? – drążyła Lily.
– Zastanowiło – przyznała Willow. – Pytałam go o to. Tylko się roześmiał i nie odpowiedział nic sensownego.
– Prawda jest taka, że przez pomyłkę wypił eliksir miłosny – wyjaśniła cicho Lily, ściskając palcami nasadę nosa. – Pomińmy już kwestię, jak to się stało… W każdym razie musiałaś być pierwszą osobą, którą zobaczył po wypiciu wywaru. Dlatego się w tobie teraz zakochał.
– Amortencja?
– Nie. Coś silniejszego.
– Istnieje wywar silniejszy od amortencji? – Willow wyraźnie się zdziwiła.
– Tak. Jest zakazany przez ministerstwo. Należy do dziedziny czarnej magii.
Zmarszczyła brwi; nie miała jednak powodu, by nie wierzyć Lily, znanej ze swojej dużej wiedzy we wszystkich dziedzinach, zwłaszcza jeśli chodzi o eliksiry.
– Antidotum? Bezoar? – zaproponowała.
– Nie zadziała.
– Antidotum też nie?
– Na ten wywar nie ma antidotum.
Willow milczała przez chwilę po usłyszeniu deklaracji Lily. Patrzyła na nią, oceniając, czy dziewczyna sobie z niej żartuje. Poważne miny całej trójki przekonały ją jednak, że to nie jest żaden dowcip Huncwotów. Poza tym Lily Evans nigdy by czegoś takiego nie zrobiła, no nie?
– W takim razie jak chcesz to odkręcić? – spytała wreszcie.
– Musisz go pocałować.


– Lily! Masz chwilkę?
Zatrzymała się, słysząc głos Dorcas. Odwróciła się w jej stronę, nie bez zdziwienia wymalowanego na twarzy. Spieszyła się właśnie do biblioteki, gdzie umówiła się z Willow. Miały przystąpić do realizacji planu usunięcia skutków działania eliksiru miłosnego, więc się spieszyła i zatrzymanie przez pannę Meadowes było jej nie na rękę.
– Jasne. – Przytaknęła wreszcie głową.
– Chciałam cię przeprosić za to, co zrobiłam… Nie zachowywałam się zbyt miło – przyznała dziewczyna, stając obok. Wbijała wzrok w podłogę, jakby chciała uniknąć wzroku Lily.
Prawda była taka, że Lily już dawno zapomniała o ich kłótni i o tym, jak bardzo była wściekła.
– Ja też chciałam cię przeprosić – odparła szczerze Ruda. – Nie powinnam reagować tak nerwowo, przecież w końcu się nic nie stało. Miałam z tobą porozmawiać wcześniej, bo było mi za siebie wstyd… Choć nadal uważam, że nie powinnaś była tego robić. No ale nic, już wszystko w porządku.
– Czyli wszystko już dobrze między nami? – spytała nieśmiało Dorcas.
– Tak – przytaknęła Lily. – Przepraszam cię, muszę lecieć do biblioteki. Opowiem ci potem.
– Dobra…
Panny Evans już jednak nie było.


Willow naprawdę nie wiedziała, co ma powiedzieć, gdy patrzyła w orzechowe oczy chłopaka siedzącego przed nią i nonszalancko rozwalonego na krześle. Świadomość tego, co powinna zrobić, wcale nie ułatwiała sprawy. Zwyczajnie po raz pierwszy w życiu straciła rezon oraz zwykłą pewność siebie.
Nie, żeby robiła to pierwszy raz – po prostu nie podobał jej się sposób, w jaki rozwinęła się sytuacja. Nie chciała się z nim całować. To był James Potter. I był dupkiem. Wydawało mu się, że jest królem całej szkoły – a ona nienawidziła nadętych bufonów.
Jeżeli jednak tylko w ten sposób mogła się od niego uwolnić – musiała to zrobić. Albo chociaż pozwolić jemu. Im szybciej, tym lepiej.
Już współczuła samej sobie.
– Potter, zamierzasz tak siedzieć przez całą wieczność i się na mnie gapić? – Zmrużyła oczy, z wyraźną niechęcią wymalowaną na twarzy.
– A co, wolałabyś, żebym zrobił coś innego?
Znajomym gestem przeczesał dłonią swoją czarną czuprynę i uśmiechnął się szelmowsko. Do pełni szczęścia brakowało mu chyba tylko znicza do podrzucania.
Przez chwilę nie odpowiadała, lecz mierzyła go wzrokiem.
– Nie sądzę, żebyś się odważył.
– Jesteś pewna?
Odchylił się na krześle, zwiększając dystans między nimi. Nadal jednak się wesoło uśmiechał.
– Mhm. – Przytaknęła.
– A ja nie. – Powoli wstał z krzesła, by okrążyć stół i usiąść bliżej Willow.
Dziewczyna naprawdę miała nadzieję, że Lily Evans wiedziała, co robi.
– Stawiam galeona, że tego nie zrobisz – stwierdziła prowokująco.
– Przyjmuję. 
Położył dłoń na jej policzku, odsunąwszy zagubiony biały kosmyk za ucho. Nagle zrobił się poważny, z orzechowych oczu zniknęły iskierki. Przysunął swoją twarz do jej własnej, by w końcu ją pocałować.
Było lepiej, niż myślała, że będzie. Chyba jednak nie na darmo Potter zasłużył na miano największego podrywacza w całej szkole, musiał mieć wprawę. Czuła jednak, że gdyby nie musiała, nie zrobiłaby tego.
Oderwała się od niego, zanim zdążył zaprotestować i pożegnała słabym uśmiechem. Musiała jak najszybciej dostać się do łazienki, by wyszczotkować zęby. Nie widziała już, że chłopak patrzył na nią jak na dziwoląga, najwyraźniej nie wiedząc, co przed chwilą zrobił.
Podrapał się po głowie, by w końcu wstać, całkowicie zdezorientowany.
Tego, że podbiegła do niego rudowłosa osóbka, stanęła na palcach i go pocałowała, Willow już również nie widziała.
Zobaczył to jednak Severus Snape i zacisnął dłonie w pięści, nie mogąc uwierzyć, że Lily Evans naprawdę to zrobiła.
To zdecydowanie nie tak miało być.

12 komentarzy:

  1. Uwielbiam Twoje pomysły. To równie dobrze mogłaby być miniaturka, no może jakby się wyrzuciło ten fragment z Dorcas (ale nie jest, więc bardzo się ciesze, że Dorcas przeprosiła Lily i wydaje mi się, że teraz będzie między nimi jak najbardziej w porządku). Pomysł naprawdę dobry. Zastanawiałam się całą notkę, kto mógł podłożyć ten eliksir. poczatkowoo myślałam o jakiejś crazy fance Jamesa, ale później... ze względu na końcówkę oraz na podkreślanie, iż eliksir jest zakazany i prawdopodobnie b.trudny do wykonania, stawiam na severusa. tlko zastanawiam sie, jak on chciał sprawić, żeby to Lily wypiła ten eliksir, a nie James... przeciez Lily od początku chyba nie chciała nic pić, tylko dała Potterowi wywar, w jej mniemaniu, wzmacniający... no ale dobra, zostawmy to, skupmy sie na tym, czeog tu zabrkało, czyli co czuła Lily i co czul James podczas tego zapewne krótkiego, ale jednak ,l pocałunku! mam nadzieję,że w następnych postach o tym będzie. No bo ok, Willow spoko, ale a) to nie Lily, b) powinna być z Łapą. Swoją drogą ,wow, nie spodziewałabym się, ze Syriusz będzie....zazdrosny! bo tutaj nie chodziło tylko o to, ze to akurat James, choć i to miało zanczenie, ale również o to, ze to akurat Willow! no więc czekam również na rozwinięcie tego wątku :) Zapraszam serdecznie na nowo dodaną szósteczkę na zapiski-condawiramurs, jestem ciekawa Twojej opinii :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogłaby być miniaturka, faktycznie, nawet nie zwróciłam uwagi. Ale potrzebowałam tego rozdziału, bo wątek się będzie wlekł dalej, przez kilka następnych. ^^ Musiałam to po prostu podzielić.
      Eliksir od początku miał wypić James. Lily dała mu wywar wzmacniający, prawdziwy wywar wzmacniający, a ktoś, no cóż, podmienił, korzystając z nieuwagi Jamesa. ^^ Nic trudnego. :D A to, co czuła główna parka, pojawi się już w następnym rozdziale, także cierpliwości. :D
      No bo to jest Syriusz, on często jest zazdrosny. xD Największy podrywacz w całej szkole i do tego zazdrosny!

      Usuń
    2. hm, no to moze snape podrzucił i myślał, ze Lily jie bedzie wierdziec jak to się odkręca, a nawet jesli będzie wiedziec, to nie pomoze Jamesowi? No to się biedak zdziwił....ha

      Usuń
  2. Musiał to być eliksir, bo przecież tak bez powodu James by się w Willow nie zakochał. Dobrze że sposób na odczarowanie go się znalazł. Ciekawe kto podał ten eliksir. Może to Snape, bo jak to czarnomagiczny eliksir to tylko on mógł go skądś wziąć.
    Co do Lily i Dorcas to dobrze że się pogodziły.

    czekam na kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, że nie, on na wieki kocha Lily Evans, jakież to patetyczne. xD Wszystko się wyjaśni, Huncwoci będą się bawić w detektywów. :D
      Dziękuję za komcia, pozdrawiam!

      Usuń
  3. Cześć :)
    Działo się, nie ma co. To ciekawy pomysł, żeby skupić się na jednym wątku w rozdziale, zacząć go i od razu skończyć. Aż nie mogę uwierzyć w to, że Lily była na tyle wspaniałomyślna, żeby pocałować Jamesa :D Może w następnym rozdziale dowiemy się, co na to obcałowany Potter. Wydaje mi się jednak, że Syriusz nie byłby tak egoistyczny, żeby ciągle warczeć o jakąś tam dziewczynę, kiedy jego najlepszy przyjaciel stanął przed groźbą niemożności zakochania się w przyszłości. Przy okazji, zabawne, że jednak istnieje jedna rzecz silniejsza niż prawdziwa miłość i tym czymś oberwał akurat James :) Mam nadzieję, że Lily spodobał się pocałunek i nabierze ochoty na więcej, haha.
    Z pozdrowieniami
    Eskaryna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Yoooo.
      Po prostu tak jakoś mi wyszło, no, nawet się nie spodziewałam, że dam radę to wszystko opisać w jednym rozdziale, a też i nie chciałam specjalnie przeciągać, bo nie było czego. ;_; Dowiemy się, oj tak! Ale chyba nietrudno się domyślić... xD Hmm, to dosyć ciekawa kwestia. Ale myślę, że tak, masz rację, przełożyłby dobro przyjaciela nad swoją miłość. Gryfońska lojalność przede wszystkim :) Lily tak powolutku dojrzewa, więc ten... wszystko w swoim czasie. :D

      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  4. Łał. Bardzo mi się podoba. Mimo że Lily i James, to nigdy nie była moja ulubiona para, to ta historia wyjątkowo przypadła mi do gustu. Opowiadanie jest ciekawe, dobrze napisane i bardzo przyjemnie się je czyta. Zakończenie tego rozdziału niesamowicie intrygujące i aż mnie skręca, żeby dowiedzieć się, jak to się potoczy dalej. Czy to była tylko chwila zapomnienia i potem wszystko wróci do normy, czy jednak rozwinie się to w jakiś piękny sposób? Czekam niecierpliwie na więcej i pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się bardzo, że historia Ci się spodobała, choć nie byli Twoją ulubioną parą. :D Jejciu, dziękuję bardzo! Takie słowa zawsze działają jak miód na moje serducho i motywują do dalszego pisania! ^^ Ciąg dalszy nastąpi już niedługo, bo w sobotę! Zapewniam, że będzie się działo. :D

      Dziękuję za komentarz, pozdrawiam!

      Usuń
  5. Katja, słońce, zerknij w jęczybułę coxona na lecie :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Wow, Lilly całuje się z Jamesem!
    Cudowny rozdział (jak zwykle!).

    OdpowiedzUsuń

Czarodzieje