piątek, 28 sierpnia 2015

6. Nocna kołysanka


Willow Leicester zdecydowanie nie grzeszyła wzrostem, dlatego zawsze miała problemy z sięgnięciem po rzeczy z wyższych półek. Tak było i tym razem; zaklęła brzydko swoim melodyjnym głosem, kiedy dostrzegła upragnioną książkę stojącą na najwyższym regale w hogwarckiej bibliotece. Jak na złość, zostawiła różdżkę w sypialni, więc nie mogła nawet użyć zaklęcia przywołującego. Wyglądało na to, że musiała mugolskim sposobem wejść na krzesło. Spojrzała ze złością na lekturę, jakby to ona zawiniła.
– Pomóc ci może? – zaproponował Syriusz Black, wychodząc zza regału. Jego oczy błyszczały, na ustach błąkał się zawadiacki uśmieszek. Willow musiała przyznać, że było mu do twarzy z długimi, czarnymi włosami, teraz odrzuconymi na plecy. Dodatkowo w szkolnej szacie prezentował się naprawdę przystojnie. Nie dziwiła się już, że miał wśród dziewcząt takie powodzenie.
– Tak… Pewnie – poprosiła, odsuwając się nieco i pozwalając mu przejść.
– Którą książkę ci podać? – spytał cicho, lustrując półki.
– „Niebezpieczne rośliny” Alexandry Yvernell. Trzecia książka od lewej.
Szybko ją zlokalizował i bez problemu po nią sięgnął. Podał wolumin dziewczynie, muskając dłonią jej palce i jednocześnie podchodząc bliżej – bliżej, niż było to wymagane do przekazania książki. Syriusz uśmiechnął się lekko, gdy ich twarze znalazły się blisko siebie.
Patrzyła na niego tymi swoimi dużymi, niebieskimi oczami, w których malowała się ciekawość. Biały kosmyk opadł jej na czoło; powoli, jakby spodziewając, że Willow się odsunie, Syriusz sięgnął po niego i odgarnął za ucho, delikatnie dotykając jej skóry. Była w dotyku gładka, niemalże jak aksamit. Przez chwilę trzymał dłoń na policzku dziewczyny. Nie wykonał żadnego innego ruchu, ona również stała jak skamieniała; patrzyli jedynie sobie nawzajem w oczy.
Kiedy cisza się przedłużała, Willow nie wytrzymała i spytała figlarnie:
– Długo jeszcze będziemy tak stać?
– A co, przeszkadza ci to? Przecież nawet nie wiesz, jak mam na imię – odparł z uśmiechem, odsuwając się nieco.
– Nie bądź taki pewny, panie Black. – Zmrużyła oczy. Odłożyła książkę na stół i chwyciła Syriusza za krawat, przyciągając do siebie. – Jesteś tak popularny, że trudno nie znać twojego imienia.
– Willooow! – Usłyszeli krzyk dobiegający z drugiego końca biblioteki. Obejrzeli się w tamtą stronę; ciemnowłosa dziewczyna radośnie do nich machała.
– Muszę iść, Maya mnie woła. – Z niezadowoleniem słyszalnym w głosie wzięła ze stołu książkę, obrzucając Syriusza tęsknym spojrzeniem. – Niektórzy mają talent do przeszkadzania w najlepszych momentach.
– Jutro też jest dzień.
– Zdziwiłabym się, gdyby nie był. Do zobaczenia! – zawołała jeszcze, znikając wraz z przyjaciółką w wejściu.
Syriusz, stojący pod nieszczęsną półką, uboższą o jedną książkę, zdecydowanie też odczuwał niedosyt.


– Co jest? – James podniósł wzrok na Remusa kręcącego się niespokojnie po łóżku.
Był już późny wieczór, ale jeszcze przed ciszą nocną. Żaden z Huncwotów nie spał, korzystając za to z chwili przerwy po odrabianiu prac domowych i zajmując się swoimi sprawami.
– Prawdę mówiąc, nie wiem – przyznał sam zainteresowany, zaczynając spacerować po pomieszczeniu. – Po prostu się czuję, jakby mnie roznosiła energia. Nie mogę tu usiedzieć.
– Idź spać.
– Nie zasnę.
– To może zaśpiewać ci kołysankę? – zapytał żartobliwie Syriusz. 
Rogacz z zainteresowaniem śledził poczynania przyjaciela, przechadzającego się od jednego okna do drugiego i wydeptującego ścieżkę między rzeczami rozesłanymi na podłodze – ubraniami, książkami oraz innymi drobiazgami. Wzrok Jamesa powędrował na błonia, na których panowały ciemności. Kiedy dojrzał chmury, zza których padało srebrne światło, momentalnie zrozumiał.
– Panowie, nie jest dobrze. Zbieramy się. – Zerwał się z łóżka, poganiając gestami pozostałych.
– Co cię ugryzło? – spytał z niedowierzaniem Syriusz, zmuszony do oderwania się od najnowszego numeru magazynu „Quidditch przez wieki”. Jego włosy wydawały się jeszcze bardziej skołtunione niż zwykle.
– Jest pełnia – odparł krótko Potter, wskazując okno i wyłaniający się właśnie zza chmur księżyc, a potem przenosząc rękę na Remusa, niczym prawdziwy lunatyk maszerującego w stronę drzwi. – A on chyba nie wziął eliksiru.
– O jasna cholera – zaklął Syriusz. – Biegniemy!
Nie bacząc na zdziwione spojrzenia Gryfonów siedzących jeszcze w pokoju wspólnym, dopadli obrazu, ciągnąc za sobą Lunatyka, po czym, korzystając ze wszystkich możliwych skrótów, wybiegli z zamku. W samą porę, gdyż przemiana Lupina się właśnie zaczynała.
– Lunatyk! Nie tu! – krzyknął James, przyspieszając. Kierował się w stronę Zakazanego Lasu, chcąc odciągnąć przyjaciela jak najdalej od błoni, gdzie jeszcze spacerowało kilku maruderów.
Lupin zawył nieludzkim głosem, gdy jego skóra zaczynała szarzeć i pękać. Twarz się wydłużyła, zamiast ust pojawił się pysk. Uszy z ludzkich zamieniły się w wilcze, a z oczu zniknęły widniejące w nich zwykle dobroć i mądrość. Teraz czaiło się w nich jedynie pragnienie krwi. Opadł na przednie łapy, już całkowicie przemieniony w wilkołaka. Obejrzał się, wietrząc ludzki zapach, ale nie dostrzegł wokół siebie niczego, co by się nadawało do jedzenia. Był jednak zbyt głodny, żeby wybrzydzać, więc rzucił się na stojącego najbliżej jelenia, który zaskowyczał. Przetarzali się po leśnej ściółce, rogacz zdołał się uwolnić z uścisku wilkołaka i trafił go kopytem w pierś. Bestia już się zamachnęła, żeby ponownie złapać swoją ofiarę, kiedy z prawej strony rozległo się ujadanie psa.
Obejrzał się, wciągając do nosa świeże powietrze, w którym wyczuwał zwierzęcy zapach. Pobiegł za nim, potykając się o leżące na ziemi kamienie i gałązki. Przekrwionymi oczyma zobaczył widniejący na niebie okrągły, srebrny księżyc, więc zatrzymał się na sekundę, przysiadł na zadzie i zawył najgłośniej, jak potrafił. Odpowiedziało mu tylko ujadanie psa, więc z wściekłością ruszył za nim, chcąc szybko go dopaść, zjeść, rozszarpać na kawałki, napić się jego krwi, nawet jeżeli smakowała sierścią oraz schabem.
Coś małego przemknęło pod jego nogami, szurając w kurzu, ale nawet nie zwrócił na to uwagi. Zgubił trop, więc intensywnie wąchał, starając się odnaleźć kundla. Widział bardzo dobrze w ciemnościach, ale wolał polegać na zmyśle węchu.
Usłyszał tętent kopyt, po chwili doszło do niego uderzenie łap o ziemię. Powiał wiatr, przynosząc znajome zapachy. Teraz z łatwością mógł zlokalizować oba stworzenia; pobiegł w ich kierunku.
Zbyt późno się zorientował, że wciągnęli go w pułapkę. Znalazł się na polanie nad jeziorem, a z obu stron nadchodziły zwierzęta, które wcześniej gonił. Zawył z wściekłości, wiedząc, że nie da rady wygrać na raz z jeleniem o olbrzymim porożu i czarnym psem, który dyszał, wywiesiwszy długi różowy jęzor. Podchodzili coraz bliżej, a on czuł się osaczony. Za swoimi plecami miał bajorko, więc rzucił się naprzód, na oślep, wskutek czego nie zauważył wystającego korzenia drzewa rosnącego w pobliżu. Przewrócił się, brudząc twarz i ręce ziemią. Miotał się, usiłując wstać i uciec, ale mocne uderzenie kopyta powaliło go z powrotem na glebę.
To go skutecznie ukołysało do snu – stracił przytomność.


– Jesteś Lily, prawda? – zagadnął ją profesor Conroy po skończonej lekcji, na której przypominali sobie wszystkie poznane dotąd zaklęcia.
– Tak – potwierdziła zdziwiona, pakując książki do torby i zakładając ją na ramię. Dokańczała przepisywanie notatek, dlatego zanim ona się zebrała, pozostali uczniowie zdążyli już opuścić klasę.
– Jak się czujesz? – W głosie nauczyciela brzmiała troska.
– Dobrze, dziękuję. Nic mi nie jest, antidotum pomogło.
– Cieszę się. W razie jednak gdybyś jeszcze kiedyś się źle poczuła, daj znać natychmiast. – Zabrał się za układanie książek leżących na katedrze, nie patrzył w ogóle na uczennicę.
– Oczywiście. Dziękuję, profesorze. – Rudą coraz bardziej dziwiła ta rozmowa, nie rozumiała, do czego zmierza.
– Nie ma sprawy, Lily. W końcu od czegoś chyba tu jesteśmy, prawda? – Innis puścił do niej oczko, po czym machnął ręką w stronę drzwi. – Lepiej już idź, spóźnisz się na kolejną lekcję.
– Tak.. Pójdę już. Do widzenia, panie profesorze – rzuciła szybko, odchodząc.


– Panie Potter, proszę nie spać na mojej lekcji. – Głos McGonagall skutecznie wyrwał Jamesa z drzemki. Spojrzał niezbyt przytomnie na nauczycielkę, usiłując się rozeznać w sytuacji, zaraz potem jednak przypomniał sobie, że znajduje się w klasie od transmutacji, a nie w swoim dormitorium. – Gryffindor traci pięć punktów. Proszę, żeby ta sytuacja się nie powtórzyła.
Rozejrzał się po sali; wielu uczniów patrzyło na niego z wyraźną ciekawością, inni zaś wręcz z wrogością, w końcu przez niego ich dom stracił kolejne punkty. Nie mógł jednak powiedzieć, żeby go to obchodziło. Najchętniej zakopałby się pod kołdrą i przespał cały dzień. Męcząca noc dawała o sobie znać – Lunatyk wrócił do normalnej postaci dopiero wraz z nastaniem świtu. Ledwo mogli sobie z nim poradzić; zarówno James, jak i Syriusz nie wyszli całkowicie z tej potyczki bez szwanku. Łapa miał kilka czerwonych zadrapań na ręce oraz mnóstwo siniaków, Rogacz wyszedł z Zakazanego Lasu z krwią płynącą wąską strużką z czoła, potłuczonymi żebrami – nie mówiąc już o okazałej kolekcji krwiaków i skaleczeń.
Pielęgniarka się przeraziła na ich widok, wiedziała jednak o sytuacji Remusa, ledwo przytomnego po przemianie. Położyli go na łóżku, gdzie szybko zasnął. Kobieta napoiła Syriusza i Jamesa dziwną miksturą o smaku porzeczek, która sprawiła, że wszystkie rany zagoiły się w przyspieszonym tempie. Wychodząc ze skrzydła szpitalnego, czuli się już zdecydowanie lepiej, choć nadal nieco obolali, zmęczeni i senni.
To zdecydowanie była ciężka noc.
Położył z powrotem głowę na blacie, nie mając siły, żeby utrzymać ją prosto.
– James, nie śpij. – Poczuł szturchnięcie w bok, ale nawet nie otworzył oczu, by spojrzeć na właścicielkę przyjemnego głosu. Nawet nie zastanowiło go to, że musiała usiąść na miejscu Lunatyka, a on nawet tego nie zauważył.
– Daj mi święty spokój, Evans – mruknął tylko.
– Balangowaliście całą noc, że jesteś taki zmęczony? – spytała żartobliwie.
Gdyby mógł, przewróciłby oczami.
– Za przeproszeniem, Evans, gówno wiesz o moich problemach.
Spodziewał się, że usłyszy coś w stylu: „Oho, wielki pan Potter ma jakiekolwiek poważne problemy?”, co byłoby bardzo w stylu Lily. Chyba jednak musiał wyglądać gorzej, niż myślał, bo usłyszał:
– Mogę ci jakoś pomóc?
– Kim jesteś i co zrobiłaś z Evans? – Otworzył oczy, by spojrzeć na siedzącą obok Rudą, ale nie podniósł głowy z blatu. Dziewczyna nawijała na palec kosmyk włosów, jakby czuła się niezręcznie.
– No wiesz, nie mam serca z kamienia – obruszyła się.
– Czyli to znaczy, że mam u ciebie jakieś szanse? – spytał z uśmiechem, napotykając jej wzrok.
Nie odpowiedziała, wbiła spojrzenie w podłogę.
– Umówisz się ze mną, Evans?
– Ledwo żywy, a prosi o randkę… – prychnęła, zakładając ręce na piersi.
– Evans, jestem pewien, że niedługo usłyszę na to pytanie odpowiedź twierdzącą – zapewnił ją z błyskiem w oku.
– Od której z twoich licznych wielbicielek? – Obróciła w palcach różdżkę.
– Od ciebie, Evans, od ciebie.
– Nie w tym życiu, Potter.
– Jesteś absolutnie pewna?
Spojrzała na niego. Dostrzegł w jej oczach niepewność. Zdziwiło go to i jednocześnie przepełniło uczuciem triumfu.
Choć może było na to za wcześnie.
– Widzisz, nie jesteś. A to oznacza, że moje szanse rosną. Co spowodowało to nagłe ocieplenie, Evans? – Przeciągnął się.
– To, że jesteś ledwo żywy i zadajesz głupie pytania – mruknęła z rezygnacją.
– W takim razie powinienem częściej być ledwo żywy – stwierdził radośnie, czochrając czarne włosy.
– Nie wydurniaj się. Mam w dormitorium eliksir, który powinien cię postawić na nogi i pozwolić dotrwać do końca dnia. Ale nadal chciałabym wiedzieć, co spowodowało, że jesteś w takim stanie, Potter.
– Jesteś nadzwyczaj łaskawa, Evans. Niemniej jednak – dziękuję. I wierz mi, nie chciałabyś.
– Panie Potter, panno Evans, czy mogliby państwo się w końcu uciszyć i zająć lekcją? – zapytała groźnie McGonagall, obserwując ich uważnie.


Severus Snape nie lubił swojego życia. Nienawidził każdej chwili, kiedy inni Ślizgoni obrzucali go spojrzeniami pełnymi nienawiści, Gryfoni gwizdali na sam jego widok, a Puchoni traktowali jak powietrze. Brak możliwości porozmawiania z Lily sprawiał, że wszystkie dni przemieniły się w torturę. Jakby tego było mało – nie dość, że rzadko ją widywał, to jeszcze się musiał zawsze gdzieś w pobliżu plątać Potter.
Oczywiście. Rycerz na białym koniu – czy tam jeleniu – ratujący swoją ukochaną z rąk czarnego, paskudnego nietoperza. Piękna bajka, prawda? To jeszcze bardziej sprawiało, że nienawidził Pottera. Gdyby tylko mógł, rzuciłby na niego jakieś zaklęcie, byle tylko zetrzeć mu z twarzy zarozumiały uśmieszek. Nie zrobił tego jednak nigdy, bo Potter zawsze miał przy sobie najwierniejszych towarzyszy, Huncwotów. Zapewne zanim w ogóle Severus zdołałby unieść różdżkę, leżałby już sparaliżowany na podłodze.
Zwłaszcza Black celował w piekielnie szybkim rzucaniu upiorogacków.
Zresztą nawet gdyby udało mu się rzucić urok na Gryfona, mógł być pewny, że jego zemsta będzie okrutna. Po prostu musiał przełknąć dumę i się nie wychylać.
– Masz, to powinno ci pomóc. – Usłyszał znajomy głos rozlegający się za zakrętem korytarza. Na chwilę znieruchomiał, po czym podkurczył mocno nogi, modląc się, by nikt go nie dostrzegł na parapecie. Wiedział, że Lily nie była sama.
– Dzięki, Evans. Choć nadal nie rozumiem, dlaczego to robisz – odpowiedział jej głos Pottera. Znienawidzonego Pottera. Zaraz potem oboje ukazali się w zasięgu wzroku Ślizgona.
Lily podawała chłopakowi niewielką buteleczkę wypełnioną po brzegu klarownym, zielonym płynem. Okularnik przez chwilę ważył naczynie w dłoni, po czym schował je do torby przewieszonej przez ramię.
– Daj spokój. – Ruda przeszła tak blisko Severusa, że poczuł jej kwiatowy zapach. Dziewczyna nie zwróciła jednak na niego uwagi, wyraźnie zaabsorbowana rozmową z Rogaczem.
Odpowiedzi Pottera już nie zrozumiał, gdyż zagłuszyły ją głosy przebiegających korytarzem trzecioklasistów. 
Za to w jego głowie powstawał genialny plan.


★★★

Dlaczego dzisiaj, a nie jutro? Bo mam urodziny! Data dla mnie szczególna, więc postanowiłam wrzucić też rozdział. :>
Do skończenia Łani zostało mi raptem kilka rozdziałów, ale mam artblocka i muszę trochę... poczekać. W międzyczasie chciałam jednak zacząć coś nowego i byłoby bardzo miło, gdybyście mi podpowiedzieli, za co się zabrać. Sama mam tysiąc pomysłów na minutę i nie wiem, co mam pisać teraz, a co zostawić na później, bo najchętniej bym wzięła wszystko... ^^

12 komentarzy:

  1. Pierwsza :) Wiem mój pierwszy komentarz :D Wszystkiego najlepszego dużo magii i huncwotów xD bardzo podoba mi się twój blog i rozdział był cudny jak wszystkie inne, ale to szczegół. To tyle bo ja długich komentarzy nie piszę. Zapraszam na forevertogetherroseijames.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. <3 Cieszę się, że się podobał. ^^

      Usuń
  2. Cześć! Wobec tego – wszystkiego najlepszego!
    Czekaj, czekaj, jak to Łania się kończy? Może i rano nie myślę błyskawicznie, ale… Jak to? Przecież ta historia wygląda, jakby mogła jeszcze trwać gdzieś tak w nieskończoność :)
    Niekontrolowana przemiana Lunatyka była trochę dziwna. W końcu zaangażowany był w to i dyrektor, i szkolna pielęgniarka, którzy na pewno dopilnowaliby, żeby w odpowiednim czasie Remus znalazł się we Wrzeszczącej Chacie.
    Ciekawe było to, że Lily tym razem znacznie łagodniej potraktowała Jamesa, ba, nawet mu pomogła. Nie popieram głupkowatego triumfu Pottera, ale jakieś ocieplenie jest zawsze mile widziane :)
    A najciekawszy ze wszystkiego był koniec rozdziału. Co też Snape znowu uknuł? Nie podoba mi się to, podejrzanie się to zapowiada, co nie zmienia faktu, że chciałabym wiedzieć wszystko od razu :)
    Z pozdrowieniami
    Eskaryna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! :D
      Łania się jeszcze nie kończy, spokojnie, mam napisane kilkanaście rozdziałów wprzód i prawie ją skończyłam, a nie chcę niepotrzebnie przeciągać, gdyż nie mam pomysłu, jak to inaczej pociągnąć, żeby nie było zbyt cukierkowo. :D
      Tak, ale nie zawsze było to możliwe (dyrektor na pewno wyjeżdżał, pielęgniarka mogła nie pamiętać). Założyłam po prostu, że zwykle zajmowali się tym jego najbliżsi przyjaciele, a czasem może się zdarzyć tak, że z jakiegoś powodu zapomniał o eliksirze czy cuś.
      Oj tam, głupkowate triumfy Pottera rządzą! :D
      Snape lubi knuć. O tym zresztą w następnym rozdziale! :D
      Pozdrawiam :3

      Usuń
    2. Na gacie Merlina, już zdążyłam się przerazić :D Ja wiem, że bez koncepcji nie ma sensu ciągnąć opowiadania, ale liczę na to, że coś jednak się pojawi :) Jednak Hogwart kryje tak wiele tajemnic, że zawsze coś się znajdzie.
      Z pozdrowieniami
      Eskaryna

      Usuń
  3. Rozdział jest wspaniały. Uwielbiam, kiedy skaczesz między bohaterami, bo przez to opowiadanie robi się ciekawsze.
    Syriusz, Syriusz... Pewnie i i skradłby serce, ale w takim momencie przerwać to wręcz karygodne. Ciekawa jestem czy będzie to jakaś dłuższa historia.
    Lily mogłaby wreszcie się zgodzić, Chryste! Potter jest taki zabawny z tym uporczywym pytaniem, choć zna odpowiedź. Ale przynajmniej było jakieś ocieplenie. Zawsze postęp :D
    Ściskam mocno!
    PS. Masz piękny styl pisania, który mógłby fajnie przejawić się w romansie, ale nie XXI-wiecznym. Może ulokowanym w innym stuleciu? Przeplatać mógłby się nawet z procesem sądzenia czarownic, no nie wiem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To super, bo bałam się, że za bardzo namotam, tak skacząc. ^^
      A ja powiem, że za Syriuszem szczególnie nie przepadam, ot, jest sobie i tyle. ^^ Filmowego Syriusza lubiłam, choć on sporo nagrzeszył. Ale kto z Huncwotów nie grzeszył...?
      Lily się w końcu zgodzi, wszyscy to wiemy. xD
      Dziękuję, kochana. <3
      A wiesz, że pisałam coś podobnego? Jako poboczny wątek i słabo rozwinięty, był i romans, i palenie na stosie. :)
      Pozdrówki!

      Usuń
  4. Potter denerwuje mnie trochę swoim podejściem do rozmów z Lily, zgrywa na takiego pozera. Biedak, chyba się stresuje, ze Lily nagle jest dla niego miła. Jednocześnie jednak taki z niego dobry przyjaciel i w ogóle...Ciekawe, co sobie Snape wymyślił z tym eliksirem, nie brzmi dobrze. Podobał mi się bardzo pierwszy fragment, a szczególnie opis tego pierwszego spojrzenia miedzy W a S, taki magiczny. Choć zdziwiło mnie, ze dziewczyna postanowiła połechtać i tak duże ego Blacka, mówiąc, ze jest taki sławny, Haha. Mam nadzieje, ze cos sie z tego rozwinie ;). Przerazilam sie za to, przeczytawszy, zd tylko kilka rozdziałów do końca. Byłam przekonana, ze będziesz to pisać mega długo,aż do smutnego końca Potreorw albo i dalej... Jak to tak szybko kończysz??? Jak ja biedna to przeżyję:(? Ach, dobrze,ze masz pomysły na inne opowiadania. Ja najbardziej jestem za STudium Szaleństwa. Ewentualnie romans, ale nie jako jedyny ;) No Lacrimrose tez lubię, myśle, ze w Twoim wykonaniu nawet malfoya (któregokolwiek) mogłabym zacząć darzyć sympatia xd zapraszam na nowość do mnie zapiski-Condawiramurs, jestem ciekawa Twojej opinii

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, bo Potter i pozerstwo to synonimy. :P Ale wyrośnie z tego, obiecuję.
      I tak, między Syriuszem i Willow zaiskrzy... Może nie dosłownie, ale będzie się działo (!), i to działo dużo. :D
      Jak kilka?! Żadne kilka! Kilkanaście! Nie dociągnę na pewno do smutnego końca Potterów, planowałam zakończyć to na ich szóstej klasie, bo nie mam pomysłu, jak sensownie to pisać, żeby nie było przesłodzone, a o śmierciożercach pisać nie umiem i najchętniej dałabym alternatywną wersję, w której Lily i James nie umierają. ;-; Nieee wiem, zobaczę, jak będę bliżej końca, na razie mam artblocka i nie mogę nic dalej napisać. xD
      Hahah, okej, w takim razie zobaczę, co będzie mi się chciało pisać. :)
      Och, ciągle zapominam wpaść. ;-; Dzięki za przypomnienie!

      Usuń
  5. W końcu Willow i Syriusz się spotkali. Może spotkanie się nie zakończyło tak jak oni by chcieli, ale chyba dla Syriusza to ważne że w ogóle się z nią widział. I chyba dla niej też. Następnego dnia mogą się drugi raz spotkać i może pójdzie zgodnie z planem.
    Remus nie wziął eliksiru. Chyba musiał zapomnieć. Dobrze że Huncwoci go w porę wyprowadzili z zamku.
    No i Snape się pojawił. Jemu chyba musi w jakiś sposób zależeć na przyjaźni z Lily. I musi bardzo nienawidzić Pottera. Ciekawe jaki on ma plan i co chce przez ten plan zrobić. Może odzyskać Lily?

    Czekam na kolejny rozdział.

    PS: Już naprawdę tylko kilka rozdziałów do końca łani zostało? Szkoda, bo to fajne fanfiction jest.
    Jak będziesz pisać nowe opowiadanie to je przeczytam.

    I życzę wszystkiego najlepszego z okazji urodzin :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy pójdzie zgodnie z planem - nieeee powiedziałabym, ale za bardzo będę spoilerować, a tego nie chcemy, prawda? :D
      Oczywiście, że Snape'owi zależy - on ją przecież kocha! Tak, dokładnie, taki jest jego cel, ale no cóż... Zobaczycie :3

      PS Kilkanaście co najmniej!
      Dziękuję! :D

      Usuń
  6. Po pierwsze toooo... Sto lat, Kat! <3 Wymyśl sobie jakieś życzenia, a ja się pod nimi podpisuję. :D
    Miliard serduszek dla interakcji Evans-Potter. Tak, tak, Lily, wszyscy wiemy, że to wcale nie jest takie "nigdy". Czytam huncwockie ff od... Well... Dobrych paru lat i nadal cieszę się jak dzieciak czytając o takich słodkich, uroczych momentach, jak ten.
    Snape, ble. Nie cierpię go. Aż boję się pomyśleć, jaki to genialny plan mógł zagościć w jego głowie. Szczerze? Kiedy coś dzieje się Jamesowi zawsze jestem przerażona. Mam nadzieję, że Snape nie zrobi nic ani jemu, ani żadnemu innego Huncwotowi.
    Lunatyk... Nie ma słów, żeby opisać, jak bardzo mi go szkoda. Ale ma przy sobie Jamesa i Syriusza, right? Right?
    Ogólnie to cud, miód i tak dalej. Nie potrafię być obiektywna, jeśli trafię na dobre, huncwockie opowiadanie, wybacz, jeśli liczyłaś na coś konstruktywnego. :D
    Pozdrawiam. <3

    OdpowiedzUsuń

Czarodzieje